środa, 30 listopada 2016

Listopad na zdjęciach

Listopad to miesiąc bury i ponury, ale znalazło się parę optymistycznych akcentów. Bez wątpienia należał do nich 11 listopada - Marsz Niepodległości, który mimo iż spędziłam pracując, to bardzo lubię. Nie wyobrażam już sobie nawet, aby tego dnia mogło mnie nie być w Warszawie.

Pan Kotunio:)

W tym roku nie było przymrozków dlatego jeszcze w pierwszych dniach listopada było sporo liści na drzewach.

Marsz Niepodległości:)

To zdjęcie zrobiło furorę na Twitterze - spalenie na Marszu flagi z logo Facebooka. Narodowcy mają na pieńku z amerykańskim koncernem ponieważ blokuje konta organizacji narodowych o czym kilkukrotnie pisałam.
Przy okazji polecam swój profil na Twitterze, ale nie ma tam żadnych informacji kosmetycznych, a jedynie polityka, polityka i jeszcze raz polityka:
https://twitter.com/MartaBorzecka

Podczas hymnu

Moja relacja z Marszu Niepodległości była nawet na okładce:)

Kotunia nigdy dość, prawda?:)

Bardzo polecam obiady w Wikingu, ale tylko tym w Klifie, bo ten w Złotych Tarasach to jest jakieś nieporozumienie.

Jeszcze do niedawna uważałam chodzenie na śniadania za fanaberię, ale żeby nie paść z głodu w pracy z reguły wstępuję jeszcze na takie danie jak powyżej. Bor Pince.

Oczywiście węgierskie jedzenie w Bor Pince.

Jedzenie w sejmie - takie sobie, posłowie uważają, że nie jest zbyt dobre. Ale taki makaron z kurczakiem jest w miarę zjadliwy.

Weekend:)

Mój piękny nowy róż Chanel:)

Pisałam niedawno o szmince Too Melted, która ma przepiękny kolor, ale niestety jest według mnie przereklamowana.

Sephora 20%:)

O zapachu Stella Stella McCartney również pisałam i to właśnie te perfumy towarzyszyły mi najczęściej w listopadzie.

Muszę się uporać z próbkami:)

Urodziny taty:)

Kocie skarpetki:)

Lawenda.

Bardzo, ale to bardzo ucieszyłam się z tego, że Nico Rosberg został nowym mistrzem świata F1!:)

A Wam jak minął listopada?

Sam początek grudnia zapowiada się u mnie bardzo ciekawie:)

czwartek, 24 listopada 2016

Stella Stella McCartney - intrygująca, chłodna róża

Pierwszy raz zetknęłam się z zapachem Stella Stella McCartney jeszcze w liceum i już wtedy bardzo przypadł mi do gustu. Jednak nie zdecydowałam się na jego zakup, bo był drogi i nie do końca mi odpowiadał ponieważ używałam wtedy lekkich, amerykańskich zapachów typu CK One, Ralph Ralph Lauren czy Clinique Happy Heart. Ale jakiś czas temu znów sobie przypomniałam o Stelli. Zamówiłam na wizaz.pl próbkę jakiegoś niszowego zapachu (niektóre z Was pewnie kojarzą Wspólne Zakupy Perfumeryjne z tej strony) i dotarła do mnie bardzo późno. W ramach przeprosin przysłano mi także małą odlewkę Stelli. I spodobała mi się jeszcze bardziej niż wtedy, kiedy ją poznałam. Dlatego szybko kupiłam własny flakon. Przedstawiam Wam najbardziej intrygującą odsłonę róży jaką znam.

Opis producenta:
Pierwszy zapach Stelli McCartney. Delikatna, kobieca róża przełamana seksowną ambrą. Zapach taki, jaki chciałaby nosić Stella McCartney. Butelka przypomina wyglądem ametystowy kryształ

Nuty:
Nuta głowy - bułgarska róża, kwiat piwonii, mandarynka
Nuta serca - róża absolute
Nuta bazowa - piżmo, ambra, egzotyczne drzewa.

Tym co już na wstępie w tym kosmetyku może się bardzo podobać to przepiękna buteleczka, która jako żywo kojarzy się z ametystem. Jest minimalistyczna, szlachetna i bardzo elegancka.

Stella jest niezwykle trwałym zapachem, który utrzymuje się kilkanaście godzin na skórze, a na ubraniach nawet kilka dni. Niektórzy zarzucają tym perfumom nietrwałość i nie wiem z czego to może wynikać, ale mnie ten zapach trzyma się wyjątkowo mocno:)

Przechodząc do samego zapachu to jest moim skromnym zdaniem olśniewająco, zniewalająco piękny, Najbardziej wyrazista i najbardziej czarująca jest róża, która w tym przypadku zawsze jest na pierwszym planie i nie pozwala o sobie zapomnieć. Zapach róży po uwolnieniu z ametystowej buteleczki najpierw jest wiosenny i świeży, następnie staje się nieco bardziej wysublimowany i szlachetny, aby na koniec stać się wyrafinowaną kwintesencją elegancji i klasy. Róża bezapelacyjnie gra tu pierwsze skrzypce, ale w tle delikatnie majaczy także piwonia, mandarynka i ambra. Stella otula, ale nie należy do słodkich zapachów, bliżej jej raczej do wyrafinowanej i zimnej elegancji, która może onieśmielać.

Według mnie jest to jeden z tych zapachów, których można używać z powodzeniem przez cały rok - latem może nieco "chłodzić", a jesienią i zimą, mimo chłodnych akordów, potrafi zmysłowo otulić.

Z kim najbardziej kojarzy mi się zapach Stella Stella McCartney? Z bizneswoman, panią polityk, gwiazdą, czyli z kobietą, która jest chłodna i onieśmiela, ale poprzez ten właśnie zapach manifestuje swoją kobiecość. To nie są na pewno perfumy dla szarych myszek, bo mogą przytłaczać i nie pasować do zwykłych, codziennych czy sportowych stylizacji.
Ja z reguły używam tego zapachu w te dni, kiedy jestem w Sejmie. Stella dodaje mi elegancji,profesjonalizmu i ma stwarzać pewien dystans.

Stella Stella McCartney należy do dość drogich zapachów, ale jest moim zdaniem warta każdej złotówki. Można ją kupić w Douglasie za 329 zł za 50 ml.

niedziela, 20 listopada 2016

Wyniki konkursu w którym do wygrania były dwa bony na zakupy Sephora oraz nowe rozdanie z tymi samymi nagrodami

Tym razem ogłaszam wyniki konkursu bardzo punktualnie. Mam teraz nieco więcej czasu więc nie będzie już opóźnień, a częstotliwość publikacji nowych wpisów bardzo się zwiększy. A przynajmniej takie mam plany:)

Bony na zakupy Sephora o wartości 100 zł każdy trafiają do:
 - Wioletta P
 - Pingwinowa.
Dziewczynom gratuluję i proszę o kontakt - martaa.borzecka@gmail.com

Tym z Was, którym szczęście tym razem nie dopisało, zachęcam do wzięcia udziału w kolejnym konkursie w którym można wygrać jeden z dwóch bonów na zakupy w Sephorze o wartości 100 zł jeden.

Aby wziąć udział w konkursie należy spełnić następujące warunki:
1. Pod tym wpisem wyrazić chęć udziału w rozdaniu.
2, Zostać obserwatorem publicznym mojego bloga.

A także do wyboru:
1. Dodać kilka komentarzy pod dowolnie wybranymi wpisami.
2. Jeśli posiadacie własny blog, to dodajcie Kosmetycznie i modnie do blogrollu.
3. Obserwujcie mnie na Instagramie:
https://www.instagram.com/borzeckamarta/

Wyniki ogłoszę 15 grudnia:)

piątek, 18 listopada 2016

Szminka Too Melted Liquified Long Wear Fuchsia - piękny kolor, kiepskie wykonanie

Za oknem tak szaro i smutno, że postanowiłam na początek weekendu wprowadzić nieco koloru. I to jakiego! Neonowa, rzucająca się w oczy fuksja od marki Too Faced. Czy warto kupić ten kosmetyk przekonacie się czytając poniższą recenzję i oglądając zdjęcia.

Obietnice producenta:
Uzyskaj trwałą moc barwnika i intensywny kolor szminki w płynie dzięki jednemu produktowi o długiej trwałości.
Wyjątkowa technologia sprawia, że szminka rozpuszcza się dla jak największego możliwego efektu koloru i bogatego połysku. Melted Liquified Long Wear Lipstick wygodnie pokrywa usta eksplozją intensywności, super bogatą, zwracającą na siebie uwagę, nasyconą barwą, która trwa przez kilka godzin.
Innowacyjna, zakrzywiona aksamitna końcówka pozwala na precyzyjną aplikację.

Skład:
Ricinus Communis (Castor) Seed Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Dicalcium Phosphate Stearalkonium Bentonite, Silica Silylate, Propylene Carbonate, Synthetic Fluorphlogopite, Disteardimonium  Hectorite, Aroma/Flavor, Tocopheryl Acetate, Pentaerythrityl Tetra-di-t-butyl Hydroxyhydrocinnamate. May Contain (+/-): Red 28 Lake (CI 45410), Red 7 Lake (CI 15850), Red 6 (CI 15850), Yellow 6 Lake (CI 15985), Blue 1 Lake (CI 42090), Iron Oxides (CI 77491, CI 77492, CI 77499), Titanium Dioxide (CI 77891).
Tubka w której mieści się szminka we flamastrze (tak ten kosmetyk określa producent) jest wygodna i poręczna. Ścięty czubek rzeczywiście pozwala na precyzyjną aplikację szminki, jednak bez konturówki ani rusz. Idealnie pasowała w tym przypadku polecana Wam już wcześniej kredka Sephora w odcieniu o wszystko mówiącej nazwie Fuchsia. Jej recenzję znajdziecie poniżej:
http://kosmetycznieimodnie.blogspot.com/2016/04/sephora-mini-konturowka-do-ust-fuchsia.html
Jedyny minus jest taki, że nawet jak delikatnie naciskam tubkę, to i tak szminki wydobywa się ciut za dużo. Kosmetyk doskonale rozprowadza się na ustach, choć mógłby zastygać nieco szybciej.

Opakowanie jest ładne i w kolorze kosmetyku, choć w przypadku prezentowanego - Fuchsia - nieco przyblakłe w porównaniu z tym co jest wewnątrz, ale mniejsza o to. Too Faced ma poprawne, niczym specjalnym nie wyróżniające się opakowania swoich produktów - daleko im do elegancji Chanel i Diora czy pomysłowości marki Benefit.

Kolor to piękna, naprawdę mocna i wyrazista fuksja, która, według mnie, pasuje na wielkie wyjścia jak Sylwester czy jakaś impreza, Jednak jeśli ktoś jest na tyle odważny, to może używać jej nawet na co dzień. Niestety jest to raczej niemożliwe ze względu na bardzo intensywny blask szminki - wręcz oślepia i wygląda zbyt rażąco w "normalnych" warunkach. Usta po zastosowaniu Too Melted są zbyt błyszczące i lepkie - daje to sztuczny i nazbyt przerysowany efekt.

Szminka Too Melted miała być długotrwała i wytrzymać na moich ustach przez kilka godzin. Niestety nic z tego. Kolor utrzymuje się na ustach trzy godziny bez poprawek, a jeśli coś jem to już wtedy trzeba dokonać korekty. Przy tak wyrazistym kolorze bardzo wyraźnie widać kiedy szminka się zjada. W środkowej części ust staje się wyblakła, a za to w kącikach zbiera jej się tyle, że mam później problem z jej całkowitym zmyciem.

Poza tym po użyciu opisywanego kosmetyku moją usta są nieco ściągnięte i wysuszone co jest dla mnie ogromnym minusem.

Szminka Too Melted Liquified Long Wear Fuchsia kosztuje 93 zł za 12 ml w Sephorze.

Reasumując - piękny kolor, ale kiepskie wykonanie. Pokładałam spore nadzieje w tej szmince, ale niestety używam jej bardzo rzadko i teraz bym już jej na pewno nie kupiła. Wad jest więcej niż zalet.

A Wy miałyście może ten kosmetyk? Może u Was sprawdził się lepiej?