sobota, 29 lipca 2017

Żelowa maseczka z ogórkiem Peter Thomas Roth

Skoro mamy pełnię sezonu ogórkowego, to pomyślałam, że wreszcie napiszę o żelowej mazeczce Peter Thomas Roth.
To kosmetyk, który kompletnie mnie rozczarował i pomimo swojej wysokiej regularnej ceny - 199 zł nie spełnił żadnej z obietnic producenta. Co prawda prezentowana maseczkę udało mi się kupić za 1/4 ceny, to i tak są to pieniądze wyrzucone w błoto.
Jeśli po takim wstępie chcecie przeczytać coś jeszcze, to zapraszam.
Opis producenta:
Ekstremalnie nawilża i oczyszcza. Odświeżający, pobudzający, nawilżający i łagodzący żel koi suchą i podrażnioną skórę dzięki ekstraktom z ogórka, papai, rumianku, ananasa, cukru klonowego, trzciny cukrowej, pomarańczy, cytryny, jagody i aloesu.
Dla każdego typu skóry.
Sposób użycia:
Aby uzyskać bardzo orzeźwiający efekt, schłodzić produkt. Dla intensywnej kuracji: aplikuj cienką warstwę na zakończenie rytuału pielęgnacyjnego, aby działała na skórę przez całą noc.
Stosować dwa lub trzy razy w tygodniu lub codziennie dla intensywnego nawilżenia.
Skład:
Water/Aqua/Eau, Butylene Glycol, Cucumis Sativus (Cucumber) Fruit Extract, Ananas Sativus (Pineapple) Fruit Extract, Vaccinium Myrtillus Fruit/Leaf Extract, Carica Papaya (Papaya) Fruit Extract, Acer Saccharum (Sugar Maple) Extract, Saccharum Officinarum (Sugar Cane) Extract, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract, Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Oil, Citrus Limon (Lemon) Fruit Extract, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Fruit Extract, Magnifera Indica (Mango) Fruit Extract, Sodium PCA, Allantoin, Glycerin, Propylene Glycol, Disodium Edta, Sodium Hydroxide, Citric Acid, Carbomer, Triethanolamine, Polysorbate 20, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Phenoxyethanol, Yellow 5 (Ci 19140), Blue 1 (Ci 42090).
Maseczka żelowa Peter Thomas Roth jest zamknięta w plastikowym, przezroczystym słoiczku. Jest solidny i nawet mimo upadku na podłogę nic mu nie będzie.

Żel jest zieloną galaretką - mnie przypomina agrestową - choć jest, rzecz jasna, nieco bardziej plastyczny od galaretki jeśli chodzi o konsystencję. I niczym galaretka może się nam łatwo "wymknąć".

Prezentowany kosmetyk ma ledwo wyczuwalny zapach świeżego ogórka.
O ile design opakowania jak i sama forma galaretki są nawet fajne i miłe dla oka, to niestety czar pryska jak kosmetyk nakładamy na twarz. Maseczka Peter Thomas Roth nie robi kompletnie nic. Nic. Kiedy już zmyjemy ją po tych 10 minutach, to nie ma żadnego efektu nawilżenia, świeżości czy oczyszczenia. Mało tego - uważam, że moja skóra była po zastosowaniu ściągnięta i wysuszona. A piszę o kosmetyku, który normalnie kosztuje 200 zł za 150 ml.

Na szczęście swój słoiczek kupiłam w Sephorze za 1/4 ceny, co i tak uważam za skandalicznie wysoką cenę. W perfumeriach już też chyba się zorientowali co to za bubel, bo Peter Thomas Roth jest ostatnio sprzedawany za połowę ceny, a widzę, że i tak nie ma kto tego kupić.

A może Wy macie lepsze doświadczenia z maseczkami tej amerykańskiej marki?


wtorek, 25 lipca 2017

Dżem wiśniowy

To, że dziś drugi raz z rzędu pojawia się post kulinarny nie oznacza, że zmienia się tematyka bloga. Najzwyczajniej w świecie jest teraz wysyp owoców, a dżemy to jedyna rzecz jaką robię jeśli chodzi o jedzenie. I mało tego - bardzo mnie to wciągnęlo. Tym większe było moje zdziwienie, że nie pojawił się tu jeszcze post o dżemie z wiśni. Zupełnie zapomniałam!W końcu to ważny owoc w moim życiu - odkąd pamiętam wakacje rozpoczynałam od zrywania wiśni. Dlatego ten lipiec jest dla mnie dziwny, bo trochę tej pracy mi brakuje. Niestety w tym roku przez wiosenne przymrozki niewiele jest do zbierania, ale na dżem zawsze wystarczy.
Co jest potrzebne:
 - 3 kg wiśni
 - 0,5 - 0,6 kg cukru
 - 1,5 cytryny
 - 2 Żelfixy 3:1.
Z powyższych składników powinno być  ok. 9 - 10 słoiczków o pojemności 0,21 l.

Jak to zrobić:
1. Umyć wiśnie i dokonać aktu drylowania.
2. Zasypywać kolejne warstwy wiśni cukrem. Odstawić na kilka godzin bądź na całą noc.
3. Gotować przez około 2-3 godziny na wolnym ogniu. W trakcie dodać sok z cytryn. Można wrzucić też ze dwa kawałki cytryn i pod koniec gotowania je wyjąć.
4. Na parę minut przed zakończeniem gotowania dodać Żelfixy.
5. Rozlać do słoiczków. Zagotować je w jakimś garnku wyłożonym dyktą.

Taki dżem nie jest słodki, bo cukru jest stosunkowo niewiele. W smaku wyjdzie jego "wytrawna kwaskowatość", ale na pewno czuć również słodycz - to moje określenie😉

A Wy robicie w tym roku dżemy z wiśni? Jest ich mało i są drogie, ale według mnie to owoc wart każdej ceny, choć mnie akurat nic nie kosztuje;)

niedziela, 16 lipca 2017

Dżem z czarnych porzeczek

Robienie dżemu z czarnych porzeczek to prawdziwy trening cierpliwości. Oskubanie każdego małego owocu, kiedy jest ich kilka kilogramów, sprawia, że palce odmawiają posłuszeństwa. Ale mam nadzieję, że było warto:)
Do tej pory zamieściłam w sumie na tym blogu 3 przepisy, wszystkie na dżemy, bo nic innego nie robię. A nie, przepraszam! Był jeszcze przepis na blok czekoladowy z orzechami. A teraz, po truskawkach, wiśniach i śliwkach przyszedł czas na porzeczki, czyli bardzo zdrowe owoce, zawierające dużo witaminy C.

Składniki:
 - 2 kg porzeczek 
 - 1 kg cukru 
 - 30 ml wody
 - 1 Żelfix - może być 3:1.
Sposób przygotowania:
1. Myjemy porzeczki. (Ja miałam porzeczki zbierane kombajnem w których było mnóstwo ślimaków i owadów - trzeba uważać😉).
2. Pozbycie się szypułek, czyli najbardziej żmudna część pracy.
3. Wrzucamy porzeczki do garnka i zasypujemy cukrem. Odstawiamy na parę godzin.
4. Dodajemy trochę wody, aby się nie przypaliły i gotujemy na wolnym ogniu przez godzinę. 
5. Na kilka minut przed zakończeniem gotowania dodajemy Żelfix, który jest dla mnie gwarantem braku pleśni. 
6. Dżem wlewamy do słoiczków, a później jeszcze gotujemy je w garnku wyłożonym tekturą, wyjmujemy i dajemy im nieco ochłonąć.

Przyznacie, że to nie jest skomplikowany przepis:)


niedziela, 2 lipca 2017

Czerwiec na zdjęciach

Czerwiec od zawsze był moim ulubionym miesiącem - piękna przyroda, najdłuższe dni w roku, moje imieniny i obietnica wakacji. Zobaczcie jakie widoki towarzyszyły mi w ciągu minionych 30 dni.

Wszędzie, ale to wszędzie ze wszystkich stron atakowały mnie truskawki. W moich stronach jest ich ponoć najwięcej w Polsce więc i mnie się udzieliło, zwłaszcza, że mam ich trochę na swoim polu. Na szczęście tylko że dwa razy je zrywałam😉

Dużo zdjęć swojej skromnej osoby nie mam z czerwca.

Boże Ciało - w mojej bramie był jeden z ołtarzy.

Pole facelii wygląda bajkowo.

Powyżej truskawki na każdym etapie czerwcowego życia.

Kotunio tak lubi leżeć na białych i świeżo wyprasowanych rzeczach, szczególnie obrusach.

Rumianki, chabry...

Pszenica w promieniach popołudniowego słońca.

Czereśni mniej niż zwykle, ale są.

Jak zapewne słyszałyście w przyszłym roku rusza polska edycja magazynu "Vogue". Kupuję ten miesięcznik ze względu na piękne zdjęcia, inspiracje i... reklamy. Wiem, wiele osób one irytują, ale reklamy w "Vogue" są ekstra, nie ma nawet porównania z tymi, które są w naszych magazynach. Regularnie kupuję wersję brytyjską - w czerwcu na okładce była Alexa Chung, którą bardzo lubię, a sporadycznie niemiecką.
Jak będzie wyglądało nasze wydanie "Vogue"? Oby było na jak najwyższym poziomie - na pierwszej okładce może będzie Anja Rubik? Można jej nie lubić, ale zrobiła przecież mega karierę i jest najbardziej rozpoznawalną Polką w świecie mody. Jednak co do tego jak to wyjdzie jestem dość sceptycznie nastawiona.

Miłego lipca:)