wtorek, 27 września 2016

Z okazji 200.000 wyświetlenia do wygrania róż do policzków Nars Orgasm

Niedawno obiecałam Wam, że tego dnia w którym Kosmetycznie i modnie stuknie 200.000 wyświetleń, to zorganizuję kolejny konkurs. Długo zastanawiałam się nad nagrodą, bo stwierdziłam, że skoro i tak co miesiąc są do wygrania bony na zakupy w Sephorze, to pewnie przydałaby się jakaś odmiana. I wpadłam na pomysł, że nagrodą główną będzie tym razem określany mianem kultowego róż do policzków Nars Orgasm (zawsze mnie nieco dziwiło jak ci z Narsa mogą tak sugestywnie nazywać odcienie:)).
Źródło: www.sephora.pl

Aby wygrać ten kosmetyk należy:
1. Pod tym wpisem wyrazić chęć udziału w rozdaniu.
2. Zostać obserwatorem publicznym mojego bloga.

Oraz do wyboru:
1. Dodać kilka komentarzy pod dowolnie wybranymi wpisami.
2. Jeśli posiadacie blog to dodajcie Kosmetycznie i modnie do blogrollu.
3. Obserwujcie mnie na Instagramie:
https://www.instagram.com/borzeckamarta/

Wyniki ogłoszę 20 października.

Miłego wieczoru:)


środa, 21 września 2016

Wyniki konkursu i nowy konkurs - dwa bony na zakupy Sephora o wartości 100 zł każdy

Zanim ogłoszę wyniki, to chciałam Wam podziękować za to, że aż tyle z Was wzięło udział w kolejnej edycji mojego konkursu w którym do wygrania, jak zwykle, były dwa bony z Sephory każdy o wartości 100 zł. Wiem, że jestem strasznie nudna z tymi nagrodami, ale uważam, że to fajna i przydatna rzecz do wygrania - zresztą sądząc po polularności kolejnych rozdań Wy chyba również tak uważacie. Oczywiście dziś ogłaszam kolejny konkurs z tymi samymi nagrodami:)

A propos nagród - już niedługo mój blog będzie miał 200.000 wyświetleń i z tej okazji również szykuję konkurs i tym razem nie będzie to bon z Sephory. Szczegóły już pewnie w weekend - wtedy najprawdopodobniej Kosmetycznie i modnie stuknie te 200.000 odsłon.

Zwyciężczynie dzisiejszego konkursu od razu uprzedzam, że bony wyślę dopiero w piątek albo w poniedziałek, bo muszę się po nie kopnąć do stolicy - w sklepie online były, ale dostałam informację, że jednak nie ma:( Jeśli któraś ze zwyciężczyń jest z Warszawy to w piątek możemy się umówić na odbiór osobisty.

Wygrały:
 - Psychodelax3 
 - Hair World.
Gratuluję i proszę o kontakt: martaa.borzecka@gmail.com
Aby wygrać w nowym konkursie jeden z dwóch bonów na zakupy należy:
1. Pod tym wpisem wyrazić chęć udziału w rozdaniu.
2. Obserwować publicznie mojego bloga.

A także do wyboru:
1. Dodać kilka komentarzy pod dowolnie wybranymi wpisami.
2. Jeśli macie bloga to dodać adres Kosmetycznie i modnie do blogrollu.
3. Obserwować mnie na Instagramie:
https://www.instagram.com/borzeckamarta/

Wyniki ogłoszę 15 października.

Miłego wieczoru:)

poniedziałek, 19 września 2016

Krem nawilżająco-energizujący Origins GinZing

Często (zbyt często) obwieszczam na blogu, że dany kosmetyk jest moim ulubieńcem. A po paru tygodniach bądź miesiącach piszę o kolejnym cudzie z tej samej kategorii. Bardzo nieładnie być tak niestałą, ale cóż poradzę na to, że lubię szukać czegoś nowego, co może się okazać jeszcze lepsze?
Na szczęście jeśli chodzi o krem na dzień to jestem w jak najbardziej stałym związku już od pół roku z kremem Origins GinZing - zużywam właśnie drugi słoiczek, a w planach mam zakup kolejnego. To musi być miłość:)
Kto wie, może którąś z Was również przekonam do tego kremu swoim wpisem.
Opis producenta:
Lekki, beztłuszczowy, dodający energii krem nawilżający, który błyskawicznie nawilża i sprawia, że skóra promieniuje zdrowym blaskiem. Wzmocniony takimi legendarnymi składnikami rewitalizującymi skórę jak żeń-szeń właściwy i ziarna kawy. Pozbawiona życia skóra szybko zostaje odświeżona i zrewitalizowana promieniując zdrowym i pełnym energii blaskiem.
Stosować rano i wieczorem.

Skład:
Water/Aqua/Eau, Methyl Trimethicone, Butylene Glycol, Jojoba Esters, Panthenol, Dicaprylyl Carbonate, Citrus Limon (lemon) Peel Oil, Citrus Grandis (grapefruit) Peel Oil, Mentha Viridis (spearmint) Leaf Oil, Citrus, Aurantium Dulcis (orange) Peel Oil, Limonene, Linalool, Citral, Butyrospermum Parkii (shea butter), Simmondsia Chinensis (jojoba) Butter, Castanea Sativa (chestnut) Seed Extract, Rubus Idaeus (raspberry) Leaf Wax, Dimethicone, Coleus Barbatus Extract, Hordeum Vulgare (barley) Extract/Extract D'orge, Trehalose, Triticum Vulgare (wheat) Germ Extract, Panax Ginseng  (ginseng) Root Extract, Ammonium Acryloyldimethyltaurate/vp Copolymer, Salicylic Acid, Foeniculum Vulgare (fennel) Seed Extract, Rosmarinus Officinalis (rosemary) Leaf Extract, Tocopheryl Acetate, Phospholipids, Sodium Pca, Arginine, Caffeine, Cholesterol, Linoleic Acid, Biotin, Folic Acid, Tetrahexyldecyl Ascorbate, Polysilicone-11, Carbomer, Pantethine, Squalane, Sodium Hyaluronate, Hexylene Glycol, Lecithin, Calcium Carbonate, Caprylyl Glycol Ethylhexylglycerin, Tromethamine, Phenoxyethanol <iln41539>
Tekturowe biało-zielone pudełeczko w którym jest krem przywodzi na myśl produkt ekologiczny. I takie skojarzenie ma budzić, bo marka reklamuje się właśnie jako ta, której produkty powstają głównie z naturalnych składników. Jednak dużo ładniejszy jest słoiczek - pomarańczowy i półtransparentny. Nakrętka z jest plastiku i mamy jeszcze dodatkowe wieczko szczelnie chroniące kosmetyk. Sam słoiczek jest szklany, poręczny i solidny, ale nie ciężki.

A warto chronić ten krem choćby tylko ze względu na zapach:) Pomarańczowy, cytrusowy, orzeźwiający i dodający energii - bardzo przyjemny szczególnie rano kiedy ciężko jest z siebie tę energię wykrzesać.

Krem GinZing ma kolor bieli lekko wpadającej w pomarańczowy. Konsystencja jest lekka i żelowa - łatwo i szybko rozprowadza się go po twarzy.

Błyskawicznie się wchłania - po 10 - 15 minutach. Daje lekki i naturalnie wyglądający efekt glow. Cera jest dobrze nawilżona cały dzień i promienna. Nie jest tłusty i twarz się nie świeci po nałożeniu GinZing.

Jeśli chodzi o make up to krem Origins nakładam maksymalnie na kwadrans przed zrobieniem makijażu. Nie roluje się pod podkładem co jest ogromnym plusem - nie znoszę czekać co najmniej godziny na to, aby krem się wchłonął.

Nie zapycha, nie podrażnia, nie ma żadnych wad, a przynajmniej ja takowych nie zauważyłam po pół roku stosowania. Jednak niepokoić może brak filtra - latem oddzielnie używam innego kosmetyku ze SPF50.

Origins GinZing kosztuje 99 zł/50 ml w Sephorze. Jeden słoiczek przy codziennym stosowaniu rano (wieczorem już nie nakładam na twarz żadnego kremu, bo chcę dać odpocząć skórze) wystarcza na 3,5 - 4 miesięcy.

Reasumując - krem Origins GinZing jeszcze na pewno przez dłuższy czas zostanie ze mną. Jest w miarę (jak na tej klasy i z tej półki kosmetyk) tani i wydajny, cera mam bardzo nawilżoną i promienną. Polecam wszystkim dziewczynom, które potrzebują porządnego nawilżacza, a przy okazji lubią przyjemnie pachnące i miłe w stosowaniu kosmetyki.
Może któraś z Was miała ten krem?
Przy okazji polecam mój wpis o peelingu z tej serii - również jest świetny:
http://kosmetycznieimodnie.blogspot.com/2016/03/peeling-do-twarzy-origins-ginzing.html


piątek, 16 września 2016

Dżem z borówek amerykańskich

Nie wiem czy na taki wpis nie jest już za późno ponieważ sezon na borówki amerykańskie (przedwcześnie) się kończy albo nawet już się skończył - na Broniszach już prawie ich nie ma, a jak są, to za astronomiczne pieniądze - 30 zł za kilogram (sic!). Niestety mimo posiadania wielu gatunków owoców w swoim sadzie nie mam borówek i musiałam je kupić - trzy tygodnie temu kosztowały 20 zł za kilogram, czyli 60 zł za łubiankę. Wywietrzyłam biznes i wraz z kuzynem już zamówiliśmy sadzonki. Niestety takowych nie posiada mój tata, który ma szkółkę drzewek i krzewów owocowych, ale w tym wypadku nie ma tego co trzeba:)
W każdym razie jeśli nie w tym roku, to może za rok przyda się którejś z Was przepis na dżem z borówek amerykańskich. Nie lubię się chwalić, ale udał mi się świetnie:)

Składniki:
 - 3 kilogramy borówek amerykańskich
 - pół kilograma cukru
 - 2 cytryny, a raczej sok z nich wyciśnięty.
Borówki mają tyle pektyny, że nie są potrzebne żadne żelfixy czy tego typu specyfiki.

Sposób przyrządzenia:
1. Zasypujemy borówki cukrem.
2. Gotujemy na wolnym ogniu około 2 - 2 i pół godziny. Oczywiście często mieszając. W połowie gotowanie dodajemy sok z cytryn.
3. Przekładamy do słoiczków.
4. Po ich zakręceniu jeszcze je (słoiczki z dżemem) chwilę gotuję w dużym rondlu wyłożonym dyktą (można czymś bardziej finezyjnym i eleganckim, ale jakoś nigdy nie mam czasu wymyślić nic innego) i z niewielką ilością wody.

I gotowe:) Muszę jeszcze zamówić jakieś ładne naklejki:)

Przed i po:)