piątek, 9 maja 2014

Ocena dwóch hitów do pielęgnacji ust - balsam Carmex i masełko Nivea

Dziś chciałam Wam przybliżyć dwa kosmetyki, które robią furorę w zakresie pielęgnacji ust.
O Carmexie słyszałam już wiele lat temu, że to takie amerykańskie cudo, że usta po nim są cudowne, że używają go wszystkie gwiazdy, i och, ach, najlepszy. Podczas wizyty w zeszłym miesiącu w Rossmannie postanowiłam wreszcie kupić słynny amerykański kosmetyk i wybrałam wersję w tubce o smaku wiśniowym.
Masełko do ust Nivea jest dostępne w sprzedaży od niedawna, ale szybko stało się przebojem o którym można znaleźć wiele pozytywnych informacji na blogach kosmetycznych. Wybrałam wersję malinową.
Czas na ocenę czy te kosmetyki rzeczywiście są tak dobre jak wieść niesie.
 
Skład (dla zasady, choć doskonale widoczny na zdjęciu:)):
Cera Microcristallina, Paraffinum Liquidum, Polyglyceryl-3 Disostearate, Butyrospermum Parkii Butter, Ricinus Communis Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Aqua, Glycerin, Glyceryl Glucoside, BHT, Aroma, CI 77891, CI 15850.
Masełko do ust Nivea kupiłam w kwietniu i używam go prawie codziennie. Ma bardzo ładne, metalowe pudełeczko. A jak pachnie! Wspaniale oddany zapach malin. Gorzej kiedy kosmetyk nakładam na usta. Aplikacja palcami, choć rzecz jasna można jakimś pędzelkiem. Wystarczy trochę za dużo masełka i efekt kremu Nivea na ustach gotowy. Konsystencja jest gęsta, ale moje pierwsze skojarzenie było takie, że to właśnie zwykły krem Nivea tylko w różowej wersji i zapakowany do innego pudełeczka. Masełko pozostawia bardzo tłustą konsystencją na ustach, która niesłychanie irytuje i sprawia, że kosmetyk mimowolnie zjada się w okamgnieniu. Działanie jest krótkotrwałe - masełko nawilża usta, ale na krótko. Pół godziny i po kosmetyku na ustach nie ma już śladu. Usta są nieco bardziej nawilżone i mniej spierzchnięte, ale efekt jest naprawdę słaby. Muszę jednak dodać, że mimo nieskuteczności masełka używa się go z przyjemnością - zapach i konsystencja są naprawdę zachęcające, czar znika kiedy kosmetyk jest na ustach. Jednak to tylko zabarwiony krem Nivea w opakowaniu zawierającym 16,7 g./19 ml za 9,99 zł.
 
Skład:
Petrolatum, Lanolin, Parfum, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Cetyl Esters, Theobroma Cacao Seed Butter, Cera Alba, Benzophenone-3, Camphor, Menthol, Vanillin, Linalool, Benzyl Cinnamate, Geraniol.

Chyba nie ma kosmetykomaniaczki albo nawet i dziewczyny interesującej się w umiarkowany sposób kosmetykami, która nie słyszałaby o tym, prawdopodobnie, najsłynniejszym balsamie do ust na świecie. Stwierdziłam, że nadeszła w końcu pora, abym i ja przetestowała to cudo. Wybrałam wiśniową wersję w tubce. Carmex istotnie nawilża usta i poprawia ich kondycję, ale bez rewelacji. Ma SPF15. Jednak cóż z tego skoro nie mogę przemóc się, aby go używać. Jest to zapewne wina mentolu, którego posmak mam na ustach i niestety trochę też mi się go zjada co jest dla mnie bardzo nieprzyjemnym uczuciem, bo mentolu nienawidzę. Koszt Carmexu wiśniowego w tubce w Rossmannie to  7,49 zł/10 g/11,6 ml.
Mam zatem dwa hitowe kosmetyki do ust i nie mogę się doczekać kiedy wreszcie je zużyję. Masełko Nivea kompletnie nie działa, ale jest przyjemne w użyciu, zapach malin jest naprawdę piękny. Słynny Carmex nawilża usta nieco lepiej i na dłużej, ale przez zapach i smak aż mnie od niego odrzuca i na siłę go używam, aby wreszcie go skończyć, wyrzucić i nie wrócić do niego już nigdy więcej. O wydajności obu kosmetyków nie napisałam ponieważ patrzę na nie tylko przez pryzmat tego, aby te kosmetyki wreszcie się skończyły. Ale jest niezła skoro jakoś nie mogę się tego doczekać. W każdym razie, zwłaszcza Carmex, to genialny produkt przede wszystkim działu PR.
Jeśli macie zamiar kupić tani i dobry kosmetyk do ust to polecam wizytę w aptece i zakup naszego polskiego Tisane, do którego mimo używania balsamów Figs&Rouge często wracam. Kosztuje około 10 złotych.
W najbliższym czasie planuję post o 10 kosmetykach, które mnie rozczarowały. O tym też trzeba pisać, a nie tylko chwalić każdy kosmetyk, który wpadnie w ręce. Carmex będzie na tej liście na pewno:)


18 komentarzy:

  1. Ojjj tak uwielbiam te produkty, ale carmex akurat jest dla mnie najlepszy ten w słoiczu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nienawidzę Carmexu, moje usta podrażnia i jeszcze bardziej wysusza, miałam klasyczną wersję w słoiczku i była fatalna. Usta miałam spękane do krwi.
    A Nivea dla mnie jako całokształt jest badziewna, nie ma nawet jednego kosmetyku tej firmy który byłby dla mnie przynajmniej znośny.
    Kosmetyki do włosów mają fatalne, do twarzy jeszcze gorsze, do ciała słabe i zdecydowanie za drogie jak na taką marną jakość, a balsamy do ust nieskuteczne. W życiu już nie kupię nic z Nivei, nigdy.

    OdpowiedzUsuń
  3. nie lubię carmexu, zawsze po nim strasznie piekly mnie usta...

    OdpowiedzUsuń
  4. Tisane jest najlepszy choć ja Carmex tez lubię. Maselka z Nivea nie mialam wiec sie nie wypowiadam.Lubie jeszcze zwykle maslo shea na usta albo olejek ròżany, który aplikuje wieczorem na twarz.

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak to już jest, że "cudze chwalicie, swego nie znacie". Dla mnie marka nie ma znaczenia, zwracam uwagę przede wszystkim na skład, a ten w Nivea jest kiepski - parafina na drugim miejscu, dlatego usta są tłuste, a nawilżenie tak naprawdę żadne. Ja takie "cuda" zużywam w inny i szybszy sposób... jako balsam do stóp na noc :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Carmex w moim odczuciu jest nie do przyjęcia.Myślałam że tylko ja mam na niego jakąś alergię bo usta piekły mnie niemiłosiernie.Jak widzę nie jestem wyjątkiem:-). W 100% zgadzam się z Katarzyną KF. Zbyt często nie doceniamy naszych rodzimych produktów.Uważam że w kwestii pielęgnacji ust Tisane nie ma sobie równych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Carmex to kompletny badziew i nie rozumiem jak udało się firmie wykreować to coś na takie cudo. Ale PR w dzisiejszych czasach może wszystko.

      Usuń
  7. LipButter ♥
    Obserwujemy? Odpisz u mnie. Będę wdzięczna jak klikniesz w banner FakeTattoos.
    http://iampatrysja.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. nie miałam okazji go przetestować ale wygląda ciekawie
    pozdrawiam i zapraszam do mnie

    OdpowiedzUsuń
  9. Posiadam oba i stwierdzam ze jeden i drugi nic nie warty!!! Ja posiadam nuxe balsam niestety trafiłam na ten z grudkami gdyż z tego co czytałam nie każdy ma grudki ale to nie zmienia faktu ze U MNIE sie sprawdza na noc wcieram go dobrze w usta aż nie ma grudek a rano budze sie z ustami jak po peelingu połączonego z czym mega nawilżającym dla mnie numer jeden

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja carmex uwielbiam, btw. kupowanie go nie lubiąc mentolu to jak strzał sobie w kolano. A nivea mi pasuje, bo używam na noc i nic mi się nie zjada ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inaczej, nie lubię mentolu jedynie w Carmexie, bo go jest za dużo w tym kosmetyku.

      Usuń
  11. Ja osobiście uwielbiam masełka z Nivei :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja od kilku lat nieprzerwanie używam carmexu w słoiczku, ale chyba zdecyduje się na coś nowego, być może masełko nivea!

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie mogę zrozumieć fenomenu Carmexu, u mnie się kompletnie nie sprawdził, w ogóle nie nawilżał. Poza tym nie lubię uczucia mrowienia na ustach. Masełka Nivea nigdy nie miałam, ale dużo o nim słyszałam, zwłaszcza o jego pięknym zapachu :) Aktualnie testuję masełko do ust Bielendy, również o malinowym zapachu, jest całkiem niezłe. Przymierzam się też do przetestowania osławionego balsamu do ust Tisane :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Dla mnie Carmex to porażka... Miałam wersję w sztyfcie, ale nie zużyłam jej do końca bo nie byłam w stanie. Nie podoba mi się ten zapach i ta tłusta powłoka na ustach, która utrzymuje się przez długi czas. Za to polecam balsam Tisane, wiele o nim słyszałam dobrego i w końcu udało mi się go dorwać w Naturze za ok 10 zł. Naprawdę działa, świetnie nawilża usta.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja z carmexu byłam zadowolona, ostatnio kupiłam go zimą gdy miałam bardzo popękanie usta ;/ Masełka nivea jeszcze nie wypróbowałam...niedługo pewnie się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Masełko Nivea miałam okazje widzieć w Rossmannie i właśnie się zastanawiałam nad tym czy jest dobre :) Jeśli chodzi o drugi produkt nie słyszałam nawet o nim jakaś chyba zacofana jestem :(

    Ale na to masełko chyba się skuszę :D

    Pozdrawiam
    Sylwetta

    OdpowiedzUsuń