niedziela, 23 lutego 2014

Natura Siberica - szampon i balsam do włosów suchych "Objętość i nawilżenie" - włosy jak tafla wody

Właśnie kończy się tak udana dla Polaków olimpiada w Soczi więc jeszcze raz o kosmetykach rosyjskich. Chciałam Wam przedstawić szampon i odżywkę, które zdetronizowały amerykańskie i dużo droższe kosmetyki firmy John Masters Organics.
Przedstawiam duet idealny:)
1. Szampon do włosów suchych "Objętość i nawilżenie" Natura Siberica
Obietnice producenta:
Szampon na bazie cedrowego ekstraktu i dzikiej róży daurskiej. Chroni włosy przed utratą wilgoci, dodaje im blasku. Szampon nnadaje włosom objętości. Ekstrakt z daurskiej dzikiej róży i cedrowej kosodrzewin napełnia włosy siłą, nawilża je i nadaje im wspaniały naturalny wygląd, objętość i blask. Duża zawartość witaminy C w ekstrakcie z dzikiej róży chroni włosy przed wysuszeniem.
Skład:
Organic Achilea Millefoilum Flower Extract, Organic Anthemis Nobilis Extract, Organic Saponaria Officinalis Extract, Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Guar Hydroxypropyl Trimonium Chloride, Rosa Davurica Pallas Extract, Pinus Pumila Extract, Scutellaria Baicalensis Georgi Extract, Patrinia Sibirica Extract, Hippophae Rhamnoides Altaica Seed Extract, Hydrolyzed Wheat Protein, Citric Acid, Benzyl Alcohol, Glycerin, Sorbic Acid, Parfum, Cl 75810.
Naczytałam się wiele dobrego o kosmetykach rosyjskich i pierwszym takim specyfikiem jaki kupiłam był szampon Natura Siberica. Ponieważ moje włosy są suche, nie jakoś bardzo, jednak chciałam, aby były bardziej nawilżone, mój wybór padł na "Objętość i nawilżenie". Od razu zaznaczam, że nie zauważyłam większej objętości włosów, ale nawilżenie stało się widoczne już niemal po pierwszym zastosowaniu. Włosy stały się lśniące, zdrowe, miłe w dotyku, są jak tafla wody, łatwiej się rozczesują, nie plączą się, są oczyszczone. Szampon ma ładny, subtelny, ziołowy zapach oraz dobrze się pieni. Skład ma genialny i naturalny. Łatwa aplikacja i wygodne w użyciu opakowanie. Właściwie już nie trzeba stosować odżywki.
Szampon kupiłam na allegro za 20 zł za 400 ml co biorąc pod uwagę dużą wydajność (opakowanie wystracza przy codziennym stosowaniu na co najmniej 2 miesiące) i skuteczność jest ceną bardzo dobrą. Jest dostępny raczej jedynie w sprzedaży internetowej.
 

2. Balsam do włosów suchych "Objętość i nawilżenie"
Obietnice producenta:
Balsam do włosów suchych na bazie ekstraktów z kosolimby, dzikiej róży dahurskiej, nadaje włosom objętość i zdrowy wygląd. Duża zawartość naturalnej witaminy C w ekstrakcie z dzikiej róży dahurskiej zapewnia włosom długotrwałą ochronę i delikatną pielęgnację oraz chroni włosy przed utratą wilgoci. Włosy zyskają naturalny blask.
Skład:
Aktywne składniki: Kosolimba (Pinus Pumila), Róża dahurska (Rosa Davurica), Cytryniec chiński (Schisandra Chinensis), Nagietek lekarski (Calendula Officinalis), Rumianek pospolity (Chamomilla Recutita), Chmiel zwyczajny (Humulus Lupulus), Sosna syberyjska (Pinus Sibirica), Szałwia lekarska (Salvia Officinalis), Białka roślinne (Vegetable Protein), Proteiny pszenicy (Wheat Protein), Panthenol, Witamina C (Ascorbic Acid). Skład INCI: Aqua, Cetearyl Alcohol, Quaternium-91, Cetrimonium Methosulfate, Bis-Cetearyl Amodimethicone, Calendula Officinalis Flower Extract*, Aloe Barbadensis Leaf Extract*, Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Water*, Linum Usitatissimum (Linseed) Seed Oil*,  Pinus Pumila Needle ExtractWH, Pinus Sibirica Seed OilWH, Aquilegia Sibirica ExtractwH, Sophora Japonica Flower Extract, Schizandra Chinensis Extract, Rosa Canina Fruit Oil*, Origanum Vulgare Leaf Extract, Humulus Lupulus Flower Extract, Hydrolyzed Wheat Protein, Salvia Officinalis Oil,  Hydrolyzed Vegetable Protein, Pinus Sibirica Seed Oil Polyglyceryl-6 EstersPS, Panthenol, Sodium Ascorbyl Phosphate, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Polyquaternium-37, Cetrimonium Bromide, Benzyl Alcohol,  Benzoic Acid, Sorbic Acid, Parfum, Citric Acid.
Odżywkę "Objętość i nawilżenie" stosuję rzadko - raz, dwa razy w tygodniu. Nie jest ona konieczna, bo sam szampon z tej serii rewelacyjnie nawilża włosy, a skład ma taki, że sam w sobie jest najlepszą odżywką. Zapach przepiękny, konsystencja biała, dość leista, miła w dotyku. Działa rewelacyjnie na włosy - są takie mięsiste, lejące się, promieniują zdrowiem i w dotyku są bardziej nawilżone. Jednak podobnie jak w przypadku szamponu nie zauważyłam zwiększonej objętości. Kolejne plusy to naturalny skład, wygodne opakowanie, łatwość stosowania - 2 minuty na mokre włosy i spłukuje się bardzo dobrze.
Odżywki używam dużo rzadziej niż szamponu, ale też jest wydajna - jestem w połowie drugiego opakowania szamponu z tej serii, a końca odżywki nie widać. Cena to 20 zł za 400 ml na allegro.
 
Duet z serii "Objętość i nawilżenie" Natura Siberica mogę wszystkim polecić z czystym sumieniem. Głupio mi jak sobie pomyślę, że wcześniej używałam bardzo drogiego szamponu i odżywki John Masters Organics kiedy jest coś tak dobrego i w niskiej cenie. Bardzo Wam polecam mój zestaw do włosów.




 
 

 
 

środa, 19 lutego 2014

Trzy najlepsze peelingi do ciała - Miraculum, Organic Shop i Lumene

Dziś chciałam Wam przedstawić moje trzy ulubione peelingi do ciała. Peeling to mój ulubiony kosmetyk do ciała więc przetestowałam ich sporo. Jak do tej pory za naprawdę świetne uważam: Miraculum La Rose, Organic Shop Scrub Sycylijska Pomarańcza i Lumene Arctic Spa. To trio ma u mnie miejsce na podium:)
1. Złoto dla Miraculum La Rose różany peeling do ciała z płatkami róż.
Obietnice i opis producenta:
Peeling cukrowy skutecznie oczyszcza i usuwa martwe komórki naskórka , pobudza skórę do odnowy, nawilża i wygładza. Zmielone pestki róży i kryształki cukru likwidują szorstkość skóry, poprawiają krążenie. Phytofleur French Rose (z upraw ekologicznych) zawiera składniki o silnym działaniu przeciwstarzeniowym i odmładzającym. Olejek różany odpręża i relaksuje zmęczoną i zestresowaną skórę, a olej arganowy nawilża i regeneruje. Peeling uwodzi pięknym, różanym zapachem i wprowadza w dobry nastrój.
Skład:
 - ekstrakt z płatków róży i kryształki cukru - błyskawicznie likwiduje szorstkość, usuwa martwe komórki naskórka pozostawiając skórę gładką, jędrną i elastyczną.
 - phytofleur french rose* – różany kompleks pochodzenia organicznego: zawiera ekstrakt z róży francuskiej (Rosa Gallica) i olejek z róży damasceńskiej (Rosa Damascenia) o silnym działaniu przeciwstarzeniowym i kojąco-relaksującym. Jest  bogatym źródłem przeciwutleniaczy, zwłaszcza witaminy C, która wzmacnia i uszczelnia naczynka krwionośne, poprawia i wyrównuje koloryt skóry. 
 - olejek różany - odpręża i relaksuje zmęczoną i zestresowaną cerę.
 - olej arganowy* – tłoczony na zimno, jeden z najdroższych olejów świata, zawiera osiem nienasyconych kwasów tłuszczowych, w tym niezwykle cenny kwas linolowy. Jest źródłem witaminy E, przeciwutleniaczy i steroli, co czyni go skutecznym czynnikiem odmładzającym i wygładzającym skórę.
*surowce aktywne pochodzenia organicznego, pozyskane z upraw ekologicznych, posiadają EKOCERT - znak potwierdzający ich czystość ekologiczną.
Jest to najlepszy peeling do ciała jaki stosowałam w życiu, a użyłam ich naprawdę sporo. Kosmetyk ten ma też dużo bardzo dobrych opinii w rankingu KWC na wizażu, więc tym bardziej nie rozumiem decyzji producenta o wycofaniu La Rose z produkcji. Nieświadoma tego niestety nie zrobiłam zapasów, ale jak tylko zobaczę nawet jedną pojedyńczą sztukę na allegro to ją złapię bez wahania.
Peeling pięknie pachnie różami, uczucie ścierania skóry jest solidne, ale nie powoduje żadnych zaczerwienień bądź innych negatywnych skutków. Używam tego kosmetyku podczas wieczornych kąpieli, nie tylko dlatego, bo to świetne odprężenie, ale i dlatego, że La Rose zostawia cieńką warstwę filmu na skórze, która mogłaby rano przeszkadzać, a wieczorem jest nawet przyjemna. Drobinki chyba istotnie są pestkami róży, idealnie masują skórę, a sama konsystencja jest gęsta, ale na tyle przy tym dobra w stosowaniu, że kosmetyk łatwo rozprowadza się na skórze. Widzę, że skóra po zastosowaniu jest bardziej zregenerowana, promienna, gładka, natłuszczona, ale nie tłusta - widać, że "odżywa". Stosuję dwa - trzy razy w tygodniu i przy takim użytkowaniu kosmetyku wystarcza mi na około dwóch miesięcy, nawet mniej. Kosmetyk ma jedno poważne "ale", czyli sposób w jaki się go otwiera - zdjęcie poniżej. Zwłaszcza przy pierwszym otwarciu boję się, żeby któraś z tych metalowych części się nie popsuła i mnie nie poraniła. Potem jest lepiej, ale niestety opakowanie uniemożliwia stosowanie peelingu pod prysznicem, a przynajmniej ja bym miała poważne obawy. Jest idealny do relaksującej, wieczornej kąpieli.
Myślę, że producent wycofał peeling ze sprzedaży, bo słabo się sprzedawał. Ale nie jest to skutek tego, że jest (a raczej niestety był) kiepski, bo jest naprawdę rewelacyjny, ale tego, że był problem z kupieniem go. Ja swój nabywałam w drogerii w Płońsku, raz w jakimś małym sklepie kosmetycznym w Warszawie dorwałam i teraz, ten ostatni na allegro. A nie było go w popularnych drogeriach typu Rossmann, ani w supermarketach. Wielka, ale to wielka szkoda tego peelingu, bo zasługiwał na lepszą dystrybucję. Jego jakość obroniłaby się sama.
Kosztował w granicach 25 - 30 zł przy pojemności 200 ml.
2. Srebro dla Organic Shop scrub Sycylijska Pomarańcza.
Obietnice producenta:
Tonizujący peeling do ciała na bazie organicznego olejku pomarańczowego i trzciny cukrowej natychmiast przywraca gładkość i elastyczność skóry. Organiczny olejek z pomarańczy polecany jest przy pielęgnacji skóry dojrzałej i tłustej. Pomaga w walce z cellulitem i rozstępami. Pozostawia na skórze cudowny zapach.
Skład:
Sucrose (Cane Sugar), Glycerin, Citrus Aurantium Dulcis Peel Oil (Organic Orange Oil), Butyrospermum Parkii (Organic Shea Butter), Cetearyl Alcohol, Sodium Cocoyl Isethionate, Citrus Medica Limonum Peel Oil (Organic Oil of Lemon), Posmarinum Officinalis Leaf Oil (Rosemary Extract), Hippophae Rhaimnoides Altaica Fruit Oil (Sea Buckthorn), Tocopherol (Vitamin E), Iron Oxide, Parfum.
Właściwie to organiczny peeling do ciała "Sycylijska pomarańcza" przegrał walkę o złoto, ponieważ jestem patriotką:) Ale też i rusofilką, bo bardzo lubię Rosję i Rosjan, ich kulturę, a ostatnimi czasy doszły jeszcze rewelacyjne rosyjskie kosmetyki. Ten peeling to potwierdzenie coraz częściej spotykanej opinii na wielu kosmetycznych blogach, że produkty z Rosji nie mają sobie równych.
Peeling Organic Shop kupiłam przypadkiem, bo uwielbiam zapach cytrusów w kosmetykach więc stwierdziłam, że może być czymś całkiem fajnym. I tak jest. Przede wszystkim wygląd, zapach i konsystencja rzeczywiście przypominają pomarańczę. Aż trzeba się mieć na baczności, żeby nie spróbować zjeść tego kosmetyku. Aromat jest niesamowicie pomarańczowy, aż trudno uwierzyć, że tak wiernie można oddać zapach. Konsystencja cudowna - dość gęsta, ale bardzo łatwa w aplikacji, nie jest "rozlazła", ale bardziej przypomina miąższ pomarańczy. Drobinki porządnie, ale przy tym delikatnie ścierają skórę, która jest po zastosowaniu peelingu promienna, gładka i odżywiona. Nie mam cellulitu, za to rozstępy na biodrach, które rzeczywiście trochę się zmniejszyły, ale nie jestem pewna czy to akurat zasługa kosmetyku. Dość wydajny, ale trudno mi ocenić, bo go nadużywam:)
Opakowanie bardzo praktyczne, łatwo zdjąć pokrywkę i z powrotem zamknąć.
Kupiłam na allegro za 22zł/250 ml.
3. Brąz dla Lumene Arctic Spa.
Opis i obietnice producenta:
Lumene ARCTIC SPA peeling do ciała  to uspokająca cisza arktycznej natury. Kojąca pielęgnacja nordyckiej bawełny. Lumene Arctic SPA oferuje doskonały wypoczynek w harmonii z naturą. Inspiruje Cię, aby cieszyć się relaksującymi chwilami każdego dnia. Kiedy dbasz o skórę dbasz o swój umysł.
Rozpieszczający peeling do ciała, oczyszcza i nabłyszcza Twoją skórę dzięki unikalnej formule. Granulki odnawiające skórę połączone z masażem delikatnie usuwają martwe komórki naskórka i stymulują mikrokrążenie w skórze. Skóra zyska promienny blask. Peeling do ciała zawiera nawilżający, ochoronny i odżywczy ekstrakt z nordyckiej bawełny. Poczujesz się zrelaksowana, a Twoja skóra będzie luksusowo miękka, gładka i gotowa na produkty do pielęgnacji ciała Arctic Spa. Elegancki zapach piwonii. Nie zawiera: formaldehydów, olejów mineralnych, parabenów i syntetycznych barwników.
Skład:
Acqu (water), polyethylene, glycerin, prunus amygdalus dulcis (sweet almond) oil, butylene glycol, PEG-7 gliceryl cocoate, persea gratissima (avocado) oil, tribehenin, eriophorum  spissum flower/stem extract, phenoxyethanol, sodium polyacrylate, acrylates/ c10-30 alkyl acrylate crosspolymer, disodium edta, ethylhexylglycerin, sodium hydroxide, potassium sorbate, sorbic acid, hexyl cinnamal, limonene, linalool, butylphenyl methylpropional, parfum (fragrance).
Kosmetyki fińskiej firmy Lumene nie są zbyt popularne w Polsce. Ja pamiętam je z czasów podstawówki i gimnazjum, bo moja mama miała jakieś lakiery do paznokci i kremy do twarzy tej marki. Ten peeling kupiłam zupełnie przypadkiem przed świętami Bożego Narodzenia, bo nie mogłam znaleźć w Płońsku peelingu Miraculum (jeszcze nie wiedziałam, że nie będzie mi dane go znaleźć:( ). Pani z drogerii poleciła mi ten kosmetyk, a jak usłyszałam Arctic SPA to od razu skojarzyło mi się to ze sportami zimowymi i przystojnym trenerem skoczków narciarskich, Finem, Miką Kojonkoskim (której z Was oprócz mnie on się podobał?:)) Mając takie skojarzenia zaczęłam stosowanie kosmetyku, który okazał się być strzałem w dziesiątkę.
Przede wszystkim w samym zapachu kosmetyku istotnie jest coś kojącego i wyciszającego. Na myśl przychodzi błogi odpoczynek i spokojny sen. Nie wiem czy to jest zasługa owej nordyckiej bawełny, piwonii czy może olejku migdałowego, ale obietnica producenta, który dość filozoficznie opisał działanie tego kosmetyku, jest prawdziwa.
Działanie również jest bez zarzutu. Drobinki są małe, ale porządnie peelingujące. Bardzo ważne jest to, że Lumene nie pozostawie żadnego (sic!) tłustego filmu na skórze. (Głupio się przyznać, ale zamiast gąbką nakładam podkład na twarz palcami i stąd mam później problem z szybkim pozbyciem się go z dłoni i ten peeling ściera go bez śladu.) Skóra jest jakby "wypolerowana", promienna, gładka i miła, miękka w dotyku. Muszę poszukać innych kosmetyków z tej serii.
Opakowanie bardzo praktyczne, nie ma problemów z dozowaniem, produktu nie wychodzi zbyt wiele. Bardzo wydajny.
Cena to 33 zł za 200 ml w sklepie stacjonarnym. 
Medaliści: w środku złoto (Polska) po lewej srebro (Rosja) , a po prawej brąz (Finlandia):)
 
 
 

 


sobota, 15 lutego 2014

Pomadka Guerlain Rouge G Greta 22, czyli fuksja z klasą dla Pani Zimy

Szminka, którą dziś Wam prezentuję towarzyszy mi już od 4 lat i właściwie jest pomadką, ale ja upieram się przy nazewnictwie szminka, bo daje intensywny i wyrazisty efekt, a pomadka kojarzy mi się z ledwo zauważalnym działaniem. Przedtem nie używałam szminek, bo wydawało mi się, że jestem na nie za młoda i będę wyglądać niestosownie. Jednak kiedy pani w Sephorze pomalowała mi usta szminką o której piszę diametralnie zmieniłam zdanie.
Reprezentuję typ urody Pani Zima, czyli niebieskie oczy, ciemne włosy i jasna karnacja. Najlepiej pasują do mnie chłodne barwy i moja szminka to chłodny, wyrazisty róż, który można nazwać fuksją. To Greta 22.
Do wykonania tego makijażu użyłam podkładu Clinique Even Better 05 Neutral, tuszu do rzęs Chanel Sublime 10 Deep Black, różu do policzków Benefit Dandelion.
Jednak do wykonania tego bardzo prostego makijażu potrzebowałam jeszcze oprócz szminki dwóch rzeczy:
- balsamu do ust Figs&Rouge Lemon Berry, który towarzyszy mi zawsze i wszędzie i którego używam kilka razy na dzień. Dzięki niemu moje usta są zawsze nawilżone i nigdy nie są spierzchnięte oraz nadają im lekko różową barwę. Kosztował 29 zł i będę jeszcze o nim pisała w poście poświęconym balsamom do ust firmy Figs&Rouge, bo mam ich kilka i zasługują na prezentację.
- szminka potrzebuje konturówki. Miałam doskonałą i niemal idealnie w tym samym odcieniu firmy Estee Lauder, ale niestety gdzieś mi zaginęła. Kupiłam w drogerii tańszy zamiennik - Miss Sporty 012 Wine. Konturówka spisuje się znakomicie, zważywszy na fakt, że kosztowała jakieś 8 - 9 zł.
Szminka do ust Guerlain Rouge G - opis i obietnice producenta:
Pomadka w przepięknym, biżuteryjnym etui. Klejnot Guerlain jest dziełem znakomitego jubilera z Placu Vendôme, Lorenza Bäumera. Rouge G zaprojektowana została jako sztabka szlachetnego kruszcu. W zamyśle artysty jest "odwróconym" klejnotem, którego najszlachetniejszy element ukryty jest wewnątrz.
Wyjątkowy obiekt, który wznosi się na wyżyny luksusu, zasługuje na zapierającą dech formułę. Aby uzyskać niezrównany efekt, który urzeczywistnia najśmielsze marzenia kobiet, zidentyfikowano pięć podstawowych kryteriów, które definiują doskonały makijaż ust: absolutny blask, perfekcyjny kontur, idealne wygładzenie i wyraźne powiększenie oraz ekstremalny komfort. Rouge G de Guerlain spełnia wszystkie te kryteria. Rubinowy puder - wyjątkowy składnik formuły, dotyk alchemii prawdziwego klejnotu, pozwala osiągnąć niespotykany dotąd efekt blasku
Pomadka dostępna w 25 odcieniach - każda nazwa zaczyna się na literkę "G".
Dzięki tej szmince można poczuć się jak kobieta luksusowa.
Zacznę od opakowania, które jest piękne i praktyczne - w lustereczku widać jak wyglądają usta, biżuteryjne i trochę zbyt ciężkie, ale budzi zazdrość i miło na nie popatrzeć. W sam raz dla kosmetycznych gadżeciar. Lusterko świetnie się sprawdza przy dyskretnym zerkaniu czy wszystko jest w porządku z całym makijażem.
Sama szminka jest rewelacyjna - nie rozmazuje się, bardzo długo trzyma się na ustach (do kilku godzin bez żadnych poprawek), mimo jedzenia i picia, nawilża usta, nadaje im blask i piękny kolor. Cudownie pachnie. Wszystkie obietnice producenta są spełnione, ale bez konturówki się nie obejdzie, bo Rouge G ma taką konsystencję, że ma tendencję do tego, że za jednym pociągnięciem aplikuje się jej spora ilość. Mam ją, od 4 lat (sic!) więc właściwie powinnam się z nią już chyba pożegnać i kupić nową, ale to dowód na to, że jest bardzo, ale to bardzo wydajna.
Kosztuje 175 zł w Sephorze - droga, ale warta każdej wydanej złotówki.
W 2010 roku kiedy miałam rozjaśnione włosy:







czwartek, 13 lutego 2014

Ukochana torebka - mała niebieska Francesco Biasia

Kobiety dzielą się na te, które mają feblik do torebek bądź do butów. Ja należę do tej pierwszej kategorii, co wcale jednak nie znaczy, że mam za mało par butów:) Dziś chciałam Wam pokazać moją ulubioną torebkę marki Francesco Biasia w przepięknym niebieskim kolorze.
Swoją pierwszą torebkę włoskiej marki Francesco Biasia kupiłam w maju 2007 roku i to również niebieską (niemal wszystki moje torebki są niebieskie). Od tego czasu moja kolekcja rośnie. Mam też dwie torebki innych marek, ale jestem wierną fanką Biasii, które zawsze kupuje w warszawskim centrum handlowym Klif przy ulicy Okopowej. Moja lojalność to także zasługa zniżek i rabatów jakie mam na produkty marki. Nie tylko ja kupuję produkty tej firmy, ale również moja mama. Są to nie tylko torebki, ale też parasole, breloczki, paski, itp. Mój blog jest blogiem "mieszanym" - nie tylko kosmetyki, ale również stylizacje będę na nim prezentowała więc na pewno Francesco Biasia przewinie się jeszcze wielokrotnie:)
Torebkę którą dziś pokazuję kupiłam sobie w grudniu 2009 roku, tuż przed świętami Bożego Narodzenia - taki prezent pod choinkę. Od tego momentu jestem w niej zakochana i uważam za najładniejszą na świecie. I istotnie wiele osób, nawet na ulicy, mówi mi, że jest piękna i pyta gdzie ją kupiłam:)
Jest niebieska, z lakierowany prawdziwej skóry i do noszenie na ramię. Szkoda, że paska nie można odpiąć ponieważ spawdziłaby się doskonale jako kopertówka. Jej wymiary to 28 cm szerokości, 18 cm wysokości, a długość paska wynosi 60 cm. Ma dwie główne przegródki i 3 mniejsze również wewnątrz - dwie małe obok siebie i większą zapinaną na suwak. Torebka jest na magnetyczny zatrzask, ma na przodzie srebrną klamrę. Logo marki jest wytłoczone wewnątrz oraz na zewnątrz z tyłu. Jest bardzo wygodna w noszeniu i praktyczna, bo sporo pomieści. Zazwyczaj mam w niej telefon, chusteczki, parę drobiazgów. Mój portfel jest dość sporych rozmiarów i się w niej ledwo mieści więc zazwyczaj w kieszonce na suwak chowam pieniądze i ewentualnie dokumenty.
 
 
Nie noszę mojej ulubionej torebki zbyt często ponieważ uważam, że zasługuje jedynie na specjalne okazje. Towarzyszy mi w kościele, szczególnie w czasie bardziej uroczystych świąt, była ze mną na kilku weselach, chrzcinach, na komuniach i na różnych imprezach. Nie śmiałabym jej nosić na co dzień, a i by nie pasowała do codziennego stroju. Mimo, iż mam ją ponad czterech lat jej stan jest idealny i z pewnością będzie mi jeszcze towarzyła długie lata.
 
 
 
 
 

wtorek, 11 lutego 2014

Natura Siberica krem do twarzy na noc "Odżywienie i regeneracja" - doskonałość z Syberii.

Kremu na noc Natura Siberica używam od października 2013 roku i jestem przekonana, że żaden inny nie jest mu w stanie zagrozić. Wcześniej nie używałam żadnego kremu na noc ponieważ nie chciałam mieć lepiącej się twarzy, włosów i pościeli - nie trafiłam na żaden kosmetyk do pielęgnacji wieczornej, który by się szybko wchłaniał. Natura Siberica okazał się być miłą niespodzianką.
Obietnice i opis producenta:
Delikatny krem na noc składa się w 99% z naturalnych składników. Organiczne oleje i wyciągi doskonale zmiękczają skórę i wzbogacają ją w składniki odżywcze, chronią przed odwodnieniem, uzupełniając deficyt wilgoci i normalizując procesy metaboliczne.
Formuła kremu wspomaga wiązanie wolnych rodników i wzmacnia naturalną odporność komórek, stymulując procesy regeneracyjne w skórze podczas nocnego odpoczynku.
Organiczna woda lawendowa - zmiękcza, wygładza i przywraca równowagę skóry.
Organiczne oleje shea i jojoba - intensywnie odżywiają i nawilżają skórę, pozostawiając ją miękką i delikatną, dostarczają skórze lipidów, przy jednoczesnym zachowaniu jej naturalnej warstwy ochronnej.
Organiczne olejki alpejskiego rumianku i bodziszka - stymulują odnowę komórkową, mają delikatne działanie tonizujące, korzystne w procesie odmładzania skóry, dodatkowo regulują proces wytwarzania łoju (tak dla potrzeb skóry bardzo suchej jak i tłustej), wspomagają regenerację naskórka.
Organiczny ekstrakt bzu alpejskiego jest idealny dla skóry delikatnej i wrażliwej. Działa przeciwzapalnie i skutecznie wygładza skórę.
Proteiny pszenicy - zwiększają napięcie i wygładzenie skóry. Wywołują natychmiastowy i długotrwały efekt liftingu.
Linia certyfikowanych kosmetyków do twarzy (ECOCERT) została opracowana specjalnie dla Natura Siberica przez szwajcarskich naukowców z laboratorium COSMOTEC.
Ich podstawowym założeniem było stworzenie na wskroś nowoczesnych kosmetyków na bazie wyłącznie naturalnych i organicznych składników pozyskiwanych z alpejskich ziół.
Unikalne alpejskie rośliny i zioła rosną w surowym klimacie dziewiczych Alp Północnych porównywalnym jedynie do klimatu regionu Syberii. Ich siła i potęga w połączeniu z najnowszymi osiągnięciami naukowymi zaowocowały powstaniem wyjątkowych kosmetyków.
Skład:
Aqua, Dicaprylyl Carbonate, Caprylic/capric Triglyceride, Lavandula Angustifolia (Lavender) Flower Water, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Squalane, Stearyl Alcohol, Butyrospermum Parkii (Shea Butter) Butter, Potassium Palmitoyl Hydrolyzed Wheat Protein, Benzyl Alcohol/ Sodium Dehydroacetate/ Dehydroacetic Acid, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Oil, Xanthan Gum, Lavandula Angustifolia (Lavender) Oil, Glycine Soja (Soybean) Oil, Sambucus Nigra (Eldberry) Flower Extract, Tocopherol, Pelargonium Graveolens (Geranium) Flower Oil, Anthemis Nobilis (Camomile) Flower Oil, Cananga Odorata (Ylang-Ylang) Flower Oil, Citric Acid, Sodium Benzoate/Potassium Sorbate, Limonene, Linalool, Citronellol.
99% Naturalnych składników.
11% Składników organicznych.
Nigdy wcześniej nie stosowałam regularnie kremu na noc. Siberica z wielu względów sprawiła, że moje nawyki się zmieniły.
Ładny zapach, czuć zioła, ale subtelnie, delikatnie. Aksamitna, lekka konsystencja, która łatwo się rozprowadza. Bardzo szybko się wchłania, jak już opisywałam w poście dotyczącym mojej wieczornej pielęgnacji zdarzyło mi się zapominać, że ten krem już wklepywałam w twarz, bo nie było po nim śladu. Po zastosowaniu skóra się nie błyszczy, jest matowa. Widocznym śladem jest za to uczucie dogłębnego nawilżenia. Cera jest wypoczęta, promienna gładka, promienna.
Opakowanie jest bardzo ładne i praktyczne - jedno dozowanie wystarcza idealnie na jedno użycie na całej twarzy.
Krem kupiłam na allegro za 35 zł za 50 ml co jest niebywale atrakcyjną ceną - kremu jeszcze nie zużyłam, a stosuję go codziennie (no, prawie:)) od czterech miesięcy. Skład, działanie i to co w moim przypadku najważniejsze, czyli błyskawiczne wchłanianie czynią krem firmy Natura Siberica moim kosmetycznym ideałem.
 
 
 


 


poniedziałek, 10 lutego 2014

Pervoe Reshenie Organic Therapy Złoty scrub do twarzy - rosyjski cud

Jest to, jak do tej pory, najlepszy ze stosowanych przez mnie peelingów do twarzy. Skuteczny, ładnie pachnący, naturalny, tani i wydajny. Kolejny kosmetyk z Rosji, który podbił moją kosmetyczkę, tudzież łazienkę i na stałe w niej zagości.
Obietnice producenta:
Złoty scrub do twarzy nadaje skórze nieprawdopodobną gładkość i blask. Organiczny ekstrakt migdału nasyca skórę witaminami , substancjami mineralnymi i aminokwasami głęboko nawilżając skórę i wygładzając zmarszczki. Polerujące złote cząsteczki posiadają unikatowe właściwości - stymulują procesy wymienne, przywracają i wzmacniają komórki skóry nasycając je tlenem.
Skład:
Aqua with infusions of: Organic Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Seed Extract, Organic Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Extract, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Lauryl Glucoside, Acrylates Copolymer, Polyethylene, Parfum, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Citric Acid, Mica, Titanium Dioxide, Silica, Sodium Hydroxide.
Składniki aktywne:
 - słodki migdał (Organic prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Seed Extract) - bogate źródło witaminy E, będącej silnym antyoksydantem - przeciwutleniaczem, zapobiegającym powstawaniu wolnych rodników. Silne działanie przeciwstarzeniowe ANTI-AGING.
 - pomarańcza (Organic Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Extract) - kosmetyki z jej ekstraktem będą odpowiednie dla cery tłustej i suchej. Zawiera ona sporo witamin z grupy B, które świetnie nawilżają, wzmacniają, poprawiają elastyczność skóry, łagodzą podrażnienia.
 - złoto - dodawane do kosmetyków drobinki złota mają zbawienny wpływa na naszą cerę. Poprawiają kondycję skóry, wygładzają zmarszczki, doskonale nawilżają i działają antybakteryjnie. Koloidalne złoto w kosmetykach stymuluje produkcję kolagenu w skórze, czyli jednego z najważniejszych składników odpowiedzialnych za jędrność, elastyczność i młody wygląd skóry.
Peeling stosuję od około dwóch miesięcy i nie wyobrażam sobie już, aby mogło go zabraknąć w mojej pielęgnacji. Zgodnie z zaleceniem producenta stosuję go raz bądź dwa razy na tydzień, choć był czas, że stosowałam go kilka dni pod rząd i nic złego się z moją skórą nie stało, a nawet wręcz przeciwnie:)
Zapach jest przepiękny i kojący - wyczuwam migdały i pomarańczę. Konsystencja kosmetyku jest dość gęsta i zwarta, ale nadal płynna. Kolor rzeczywiście jest złoty i cieszący oko. Widać małe, złote drobinki, które mimo niepozornego wyglądu, w stosowaniu okazują się być porządnymi "zdzierakami". Peeling można wykonać bardzo delikatny, który można stosować codziennie, jak i bardziej intensywny podczas którego czuć jak drobinki silnie masują twarz, ale nic złego jej nie robią, nie ma żadnych podrażnień ani zaczerwienień, choć nie wiem czy powinny go używać osoby z wrażliwą skórą. Scrub równie łatwo się nakłada na twarz jak i spłukuje. Drobinki przypominające brokat na szczęście łatwo się zmywają i nigdzie nie ma po nich śladu. Po zastosowaniu skóra zyskuje "drugą twarz" - perfekcyjnie oczyszczoną, promienną, gładką, nie wysuszoną i wygładzoną. Kosmetyk na 6!
Opakowanie jest bardzo ładne i praktyczne, nie wylewa się nadmiar peelingu, łatwo go zaaplikować dokładnie tyle ile potrzebujemy.
Kupiłam złoty scrub na allegro za 17 zł, pojemność to 150 ml. Jest to cena śmiesznie niska za tak rewelacyjny kosmetyk, którego przez dwa miesiące zużyłam naprawdę niewiele.
Pervoe Reshenie Organic Therapy Złoty scrub do twarzy - trzeba zapamiętać i wypróbować, bo jest tego w 100% wart. Stanowi też kolejny dowód na to, że rosyjskie kosmetyki naturalne nie mają sobie równych pod każdym względem.

 


niedziela, 9 lutego 2014

Woda różana Dabur - zamiast toniku

Toniki nie najlepiej mi się kojarzą, głównie przez lepkość, która utrzymuje się na skórze po ich użyciu. Dlatego zamiast tonikiem przemywam twarz rewelacyjną wodą różaną Dabur.
Obietnice producenta:
 - odświeża, tonizuje i nawilża skórę przywracając jej naturalną równowagę
 - regeneruje skórę wrażliwą, przesuszoną, ze skłonnością do pękających naczynek
 - posiada właściwości odmładzające, sprawia, że skóra staje się elastyczna, promienna i jedwabiście gładka
 - ma działanie przeciwzapalne, bakteriobójcze oraz łagodzące
 - stosowana na włosy sprawia, że stają się one pełne życia, miękkie i aksamitne.
Skład:
Aqua, Propylene glycol, Potassium sorbate, Rose extract, Citric acid, Citronellol, Geraniol.
Wodę różaną Dabur kupiłam zupełnie przypadkiem - podczas zakupów kosmetyków naturalnych brakowało mi kilku złotych do darmowej wysyłki, a świtało mi w głowie, że wiele osób bardzo sobie chwaliło tę wodę więc również ją dodałam do koszyka.
Przede wszystkim zaskoczył mi niezwykle autentyczny i obłędny zapach róż. Już choćby dla samego zapachu warto kupić tę wodę. Ale to dopiero preludium, dalej jest tylko lepiej. Właściwie wszystkie obietnice producenta są spełnione i co ważne woda Dabur jest dużo lepszym i tańszym substytutem toników, które mi kojarzą się z uciążliwą lepkością cery. Tu nie ma żadnej lepkości ani żadnego filmu na skórze jest tylko odświeżenie i ulga dla skóry. Polecam okłady z nasączonych wodą różaną wacików na zmęczone powieki. Dzięki stosowaniu tego specyfiku uzyskujemy efekt świeżej, wypoczętej i promiennej cery.
Woda różana Dabur z tego co mi wiadomo jest rzadko dostępna w sklepach stacjonarnych, a przeważnie przez internet. Ja swoją wodę kupiłam na allegro za 8 zł - tyle kosztuje 250 ml kosmetyku, który po dwóch miesiącach codziennego stosowania nie zużył się nawet w połowie.
 
Zdecydowanie woda różana Dabur to moje odkrycie i KWC:) Muszę jeszcze wypróbować jej działanie jako płukankę do włosów.
 
 


sobota, 8 lutego 2014

Płyn micelarny Vichy Purete Thermale 3 w 1 - demakijaż perfekcyjny

Co prawda moim głównym kosmetykiem do demakijażu jest mleczko przeciw przesuszaniu Mixa, ale nie zrezygnowałam z używanego przez kilka lat płynu micelarnego Vichy 3 w 1.
Obietnice producenta:
 - oczyszcza
 - usuwa makijaż zarówno z twarzy jak i z oczu
 - łagodzi skórę twarzy.
Na opakowaniu można przeczytać, że płyn jest przeznaczony również dla cery wrażliwej, dla osób o wrażliwych oczach i noszących szkła kontaktowe. Nie zawiera mydła, alkoholu ani barwników i posiada naturalne pH.
Skład:
Aqua, Hexylene Glycol, Glycerin, Poloxamer 184, Disodium Cocoamphodiacetate, Disodium Edta, Panthenol, Polyaminopropylyl Biguanide, Parfum.

Przez kilka lat, choć w międzyczasie eksperymentowałam z innymi płynami micelarnymi, moim kosmetykiem, który służył mi do demakijażu było Vichy 3 w 1. Nie mam nadal zastrzeżeń do tego produktu, mimo iż, mleczko Mixy stało się moim kosmetykiem nr 1 jeśli chodzi o demakijaż (we wczorajszym poście obszerniej o mleczku Mixa). Nadal mi służy, aczkolwiek bardziej dla pewności, że nic nie zostało z mojego makijażu.
Plusy tego produktu:
 - spełnia obietnice i usuwa dokładnie makijaż, choć nieraz zdarzało się, że jak płynu trochę wpadło mi do oka to miałam nieprzyjemne uczucie, może nie podrażnienia, ale był to pewnien dyskomfort
 - dokładnie oczyszcza cerę i przygotowuje do dalszych zabiegów
 - wydajny - teraz kiedy używam nie do demakijażu, a do przemycia 200 ml wystarcza na prawie 3 miesiące
 - bezzapachowy
 - świetne, poręczne opakowanie i łatwe dozowanie, choć czasami nieco za dużo kosmetyku się wylewa
 - skóra jest odświeżona.


Płyn micelarny Vichy widoczny na zdjęciu kupiłam w aptece za około 35 zł/200 ml, ale jest wiele promocji i można go kupić taniej, zwykle kupuję pojemność 400 ml, która jest zdecydowanie tańsza, bo około 45 - 50 zł.
Produkt z którego jeszcze długo nie zrezygnuję:)

piątek, 7 lutego 2014

Mleczko do demakijażu Mixa przeciw przesuszaniu do skóry suchej - ukojenie dla skóry suchej

Moim odkryciem w tym roku stało się mleczko do demakijażu Mixa przeciw przesuszaniu do skóry suchej. Niestety taka właśnie jest moja skóra - sucha, nie bardzo sucha, jednak staram się ją nawilżać nie tylko kremami, ale również innymi kosmetykami pielęgnacyjnymi. Jednym stało się to mleczko francuskiej firmy o której wcześniej nawet nie słyszałam.
 
Obietnice producenta to:
 - delikatnie zmywa makijaż
 - odżywia i chroni przed przesuszeniem
 - skóra jest idealnie oczyszczona i odświeżona.
Skuteczność kosmetyku gwarantuje nawilżająca gliceryna i olejek ze słodkich migdałów, który jest odżywczy i chroniący przed przesuszaniem.
Z kolei ryzyko alergii zostało zminimalizowane dzięki tak dobranym składnikom, które mają minimalizować ryzyko wystąpienia reakcji alergicznych - zostało to przetestowane na skórze wrażliwej.
Skład:
Aqua, Paraffinum Liquidum, Glicerin, Peg-100 Stearate, Glyceryl Stearate, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Carbomer, Chlorxedine Digluconate, Phenoxyethanol, Sodium Hydroxide, Stearyl Alcohol, Tocopherol, Xanthan Gum, Parfum, Glicyne Soja Oil. (F.I.L.B35849/2).


Mleczka Mixa używam do wieczornego demakijażu. Potrzebuje na to z reguły 5 - 6 "dawek", które są odmierzane dzięki dozownikowi i około 10 płatków kosmetycznych. Mleczko pięknie pachnie - jest to kombinacja zapachu migdałów i bawełny, a przynajmniej ja mam takie wrażenie. Konsystencja jest idealna - lekka, delikatna, nie tłusta i nie zostawiająca takiego filmu, a jest to niestety główna wada wszelkiego rodzaju mleczek.
Samo działanie jest powalające. Stosowałam wiele innych mleczek - od Diora po wszelkie apteczne specyfiki, ale żadno z nich nie przypadło mi do gustu tak bardzo jak Mixa. Dla niej właśnie porzuciłam wcześniej używaną do demakijażu wodę micelarną 3 w 1 Vichy. Makijaż jest starty idealnie, na oczach nie ma "mgły" jak przy stosowaniu większości mleczek, również tych z apteki. Na dodatek mleczko łatwo się rozprowadza. A skóra doznaje prawdziwej przyjemności i ukojenia. Efekt nawilżenia jest natychmiastowy, wręcz mam wrażenie, że chłodzi cerę. Nigdy żaden płyn/tonik/mleczko nie było tak przyjemne i miłe w stosowaniu. Efekt nawilżenia jest długotrwały i świetnie przygowuje skórę do kolejnych zabiegów.
Cena to zaledwie 15 zł za 200 ml, co przy dużej wydajności wychodzi naprawdę niedrogo. Mnie to mleczko wystarcza na około miesiąca przy codziennym stosowaniu, ale używam go naprawdę sporo i czasami więcej niż raz na dzień, aby tylko poczuć ten cudowny zapach i napawać się efektem nawilżenia. Ja kupuję to mleczko w aptece, bo nawet zagranicznych kosmetyków, bo takich w większości używam, nie kupuję w sklepach czy aptekach, które nie są polskie. Ale wiem, że jest do nabycia choćby w Rossmanie, a podejrzewam, że i w innych popularnych drogeriach.
Reasumując myślę, że ten kosmetyk zagości na stałe w mojej łazience, bo całokształt oceniam na mocne 5, a na wizażu ma status mojego KWC:)
 

czwartek, 6 lutego 2014

Demakijaż i wieczorna pielęgnacja

Dziś chciałam Wam pokazać kosmetyki jakich używam do demakijażu i do pielęgnacji twarzy stosowane przeze mnie wieczorem. Wszak nie ma nic gorszego niż niestaranny demakijaż lub, o zgrozo, jego brak. Używam w tym celu produktów z apteki i naturalnych.

Właśnie te kosmetyki towarzyszą mi każdego wieczoru:) Moja skóra jest sucha, nie sprawia oprócz tego właściwie żadnych problemów w postaci wyprysków czy zaskórników.
 

W kolejności stosowania:
 
1. Mleczko do demakijażu Mixa przeciw przesuszaniu do skóry suchej.
Jest to kosmetyk, który mogę polecić wszystkim z całą odpowiedzialnością. Ta francuska firma tworzy kosmetyki do skóry wrażliwej, które można znaleźć w aptekach (choć są z tego co wiem również ogólnodostępne w drogeriach). Ten produkt usuwa mój makijaż. Aby go skutecznie zmyć potrzebuję około 8 płatków kosmetycznych i 4 - 5 dozowań (mleczko ma pompkę) tego kosmetyku. Czuję natychmiastowe nawilżenie i komfort. Mleczko ma piękny, subtelny zapach. Jedno opakowanie wystarcza mi na około 3 tygodnie. Cena w aptece to około 15 zł za 200 ml. Jutro bardziej szczegółowo opiszę ten kosmetyk.
 
2. Płyn micelarny Vichy 3 w 1.
Kolejny kosmetyk apteczny, która ma za zadanie oczyścić moją skórę. Co prawda produkt Mixy jest świetny, ale wolę mieć 100% pewności, że moja skóra jest absolutnie czysta. Wcześniej płynu micelarnego używałam jako jedynego kosmetyku do demakijażu i sprawdzał się w tej roli doskonale, choć nie przynosił mojej skórze takiego komfortu jak Mixa. W związku z tym, że zużycie było duże, po odkryciu produktu z punktu 1, właściwie tylko przemywam Vichy twarz. Cena w aptece to 35 zł za 200 ml. W sobotnim poście poświęcę więcej miejsca temu produktowi.
 
3. Woda różana Dabur
Jest to woda ze świeżych płatków róż, a przynajmniej tak zapewnia producent. Może być wykorzystywana jako składnik i dodatek do ciast, deserów, sałatek, itp., ale dla mnie jest świetnym kosmetykiem. Woda Dabur to prawdziwie luksusowy produkt - zapach róż jest bardzo wyrazisty, a działa fenomenalnie - tonizuje, odświeża i nawilża moją cerę. Stosuję dwa waciki na twarz i dwa na powieki. Kupiłam tę wodę na allegro - 8 zł/250 ml. Szerzej napiszę o tym kosmetyku w niedzielę.
 
 
4. Pervoe Reshenie, Organic Therapy Złoty Peeling Scrub do twarzy
Świetny rosyjski peeling za rozsądną cenę. Peeling, zarówno do ciała, jak i do twarzy to jeden z moich ulubionych kosmetyków więc przetestowałam ich całkiem sporo. Ten jest lepszy od wysokopółkowych, aptecznych, bardzo popularnych - od wszystkich. Doskonale złuszcza cerę i to pewnie dzięki niemu nie mam nigdy żadnych "niespodzianek" na twarzy:) Poza tym to produkt ekologiczny i  naturalny, a to dla mnie ostatnimi czasy must have pielęgnacji. Tego kosmetyku używam dwa razy w tygodniu, używam od dwóch miesięcy i końca nie widać. Kosztował na allegro 17 zł za 150 ml. Więcej o tym peelingu napiszę w poniedziałek.
 
5. Natura Siberica krem do twarzy na noc "Odżywienie i regeneracja"
                          
To nie jest kosmetyk tylko cud. Poświęcę mu jeszcze odzielny pełen pochwał i zachwytów post, bo zasługuje na poświęcenie mu większej uwagi i rozreklamowanie. Nigdy nie stosowałam kremów do twarzy na noc, bo kojarzyło mi się to z dyskomfortem, pościelą i włosami w kremie i z samymi kłopotami. Sceptycznie podeszłam do tego produktu. W końcu go zastosowałam. I nic. Pomyślałam, że go nie użyłam więc zaaplikowałam go swojej skórze raz jeszcze i oniemiałam. Wchłonął się niemal natychmiast! Skóra po nim jest rozświetlona, nawilżona, rozluźniona. To zdecydowanie najlepszy krem jaki miałam w życiu - bo idealnego kremu na dzień wciąż szukam i zaczynam już popadać w desperację, że nie znajdę produktu tak doskonałego jak mój krem na noc. Co ważne to produkt ekologiczny, ładnie pachnący syberyjskimi ziołami i wydajny. Pojemność 50 ml to 35 zł plus koszty wysyłki. Wystarcza na co najmniej 3 miesiące codziennego stosowania. Bardzo, ale to bardzo polecam ten krem, bo jest mało znany, a dla dziewczyn, które mają suchą skórę i chcą natychmiastowego wchłonięcia jest idealny. Zresztą w ogóle bardzo polecam produkty rosyjskie, szczególnie te firmy Natura Siberica. Jeszcze nie raz o nich napiszę na tym blogu.
 
Póki co lecę zastosować wszystkie kosmetyki, które Wam opisałam:) W kolejnych dniach jeszcze bardziej szczegółowo je Wam przedstawię.

 

 
 
 

wtorek, 4 lutego 2014

Ray-Ban Wayfarer - okulary doskonałe

Okulary przeciwsłoneczne są wręcz moim znakiem rozpoznawczym, bo właściwie się bez nich nie ruszam z domu. Przyzwyczaiłam się do ich noszenia nawet wtedy kiedy słońce nie jest ostre. Jak tylko wychodzę na dwór i nie pada to je zakładam. Dla mnie to rzecz absolutnie niezbędna do której jestem tak przyzwyczajona, że mogłabym się obyć bez kosmetyków, ale nie bez okularów.

Moje okulary to Ray-Ban Wayfarer, czyli chyba najbardziej znany model okularów na świecie. Kupiłam je w salonie Optyk Trzaska przy Placu Wilsona na warszawskim Żoliborzu w październiku 2008 roku. I służą mi doskonale do dziś, mimo niemal codziennego, i szczególnie latem, całodziennego użytku.

Historia modelu Wayfarer (czyli "Włóczykij") sięga 1937 roku, ale prawdziwy sukces przyniósł rok 1961 i pojawienie się na ekranach filmu "Śniadanie u Tiffany'ego" z Audrey Hepburn w roli głównej. Od tego momentu okulary przeciwsłoneczne Ray-Ban aż po dzień dzisiejszy są najpopularniejszymi na świecie.
Ja jednak ten model odkryłam dzięki księżniczce z Monako, Charlotte Casiraghi, której wygląd śledzę od dawna, i bardzo spodobały mi się jej okulary, które często miała na nosie na wielu zdjęciach. Prawda, że wygląda w nich świetnie?



Wayfarery podbiły świat i niemal wszyscy je noszą. Jeszcze nie widziałam, aby komuś było w nich nie do twarzy. Oto kilka przykładów gwiazd światowego formatu, które są fankami Ray-Banów:

Kate Moss

 Reese Witherspoon

 Nicole Richie

 Diane Kruger

 Jessica Alba

Lady Gaga

Sienna Miller

Kylie Minogue

Miranda Kerr

 Ja wybrałam czarne Wayfarery, bo są według mnie najbardziej twarzowe i pasują do wszystkiego i na każdą okazję. Trudno mi uwierzyć, że mam je już od ponad 5 lat. Uwielbiam je za to, że są to chyba pierwsze okulary przeciwsłoneczne o których mogę bez wahania napisać, ze mi bardzo pasują. Wcześniej zawsze miałam jakieś "ale" i długo szukałam modelu idealnego.
Noszę je zarówno latem jak i zimą. Zapewniają wysoką ochronę przed promieniami słonecznymi i patrząc w nich na słońce nie mrużę oczu. I tym samym mam nadzieję, że jeszcze przez długie lata nie będę wiedziała czym są zmarszczki wokół oczu:)
Ich odporność i trwałość jest wprost niewiarygodna, bo przy tak częstym noszeniu na nosie, używaniu ich jako opaska do włosów, upadaniu, czasem nawet siadaniu na nich, są nadal w doskonałym stanie. Często również noszę je luzem w torebce, bez etui, a mimo to nie mają żadnych zadrapań ani zarysowań (sic!).
W związku z powyższym polecam wszystkim kupienie tych okularów. Kosztują sporo, ale jest to inwestycja na wiele lat. Wayfarery zapewnią zdrowie i urodę jako skuteczna ochrona przed promieniami oraz będą zawsze modnym i pasującym do każdej okazji dodatkiem.
Dla mnie Wayfarer Ray-Ban to najlepszym okulary pod, nomen omen, słońcem:)
Ja i moje "Włóczykije":

2009



2010

I nieco bardziej współczesne, bo z 2013: