środa, 30 kwietnia 2014

Love2MIX Organic szampon na porost włosów 'Ekstrakt z organicznej pomarańczy i papryczki chili'

Dziś znów o rosyjskim kosmetyku, tym razem do włosów. Przedstawiam Pervoe Reshenie Love2MIX Organic super intensywny szampon dla wszystkich rodzajów włosów z ekstraktem z organicznej pomarańczy i papryczki chili. Specjalizacja: porost włosów.
Obietnice i opis producenta:
Szampon zapobiega wypadaniu włosów i stymuluje ich wzrost, ma odżywcze i rewitalizujące działanie. Za pomocą zawartego w składzie organicznego ekstraktu pomarańczy szampon głęboko oczyszcza włosy i skórę głowy, wzmacnia cebulki włosowe i pobudza wzrost włosów, odświeża skórę głowy. Organiczny ekstrakt z chili poprawia krążenie krwi, zapobiega wypadaniu włosów. Szampon ma przyjemny zapach, nadaje się idealnie do pielęgnacji każdego rodzaju włosów i skóry głowy.
Skład:
Aqua with infusions of Organic Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Fruit Extract, Organic Capsicum Frutescens Fruit Extract, Cocamidopropyl Betaine, Lauryl Glucoside, Sodium Cocoyl Glutamate, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Theobroma Cacao Seed Extract, Panax Ginseng Extract, Benzyl Alcohol, Sodium Chloride, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Parfum, Citric Acid, Lycopen, Caramel.
Im dłuższe mam włosy tym większą staję się włosomaniaczką. Są coraz dłuższe, jednak kiedy natknęłam się na ten szampon to sobie pomyślałam, że zawsze przecież mogłyby rosnąć trochę szybciej więc bez wahania go kupiłam. Jest to kosmetyk rosyjski, czyli dobry, naturalny, tani i wydajny.
Love2MIX używam od niemal miesiąca. Stosuję go codzienne, chwilowo odstawiłam zarówno szampon i odżywkę Natura Siberica (pisałam o nich tu: http://kosmetycznieimodnie.blogspot.com/2014/02/natura-siberica-szampon-i-balsam-do.html) oraz zestaw Johna Friedy, który sprawiał, że moje ciemnobrązowe włosy stawały się jeszcze bardziej brązowe i lśniące ( http://kosmetycznieimodnie.blogspot.com/2014/04/john-frieda-brilliant-brunette-multi.html).
Buteleczka jest bardzo poręczna, ładna, nie sprawia problemów z aplikacją.
Ciekawy jest zapach, bo to pomarańcza i chili, ale ja wyczuwam aromat gorzkiej czekolady z pomarańczą. Myślę, że raczej większości osób przypadnie do gustu, bo zapach jest z gatunku tych, które dodają energii.
Szampon ma pomarańczową i jedwabistą konsystencję, która łatwo rozprowadza się na włosach. Love2MIX dobrze się pieni, dobrze spłukuje wszelkiego rodzaju lakiery i inne kosmetyki do stylizacji włosów. Włosy są po jego zastosowaniu lekkie i nieco uniesione u nasady, dobrze się układają, nie plączą i łatwo dają się rozczesać.
Swoje włosy mierzę raz w tygodniu i w ciągu 4 tygodni stosowania tego szamponu urosły mi tyle co przez 6 tygodni. Nie wiem na 100% czy to zasługa stosowania tego szamponu czy może innych czynników, ale brzmi to imponująco.
Bez wątpienia jeszcze będę używać tego szamponu aż do końca buteleczki ponieważ chcę, aby na zbliżające się lato moje włosy były możliwie jak najdłuższe.
Za swój szampon zapłaciłam 19,50 zł/360 ml na allegro więc jest to cena śmiesznie niska zważywszy na wydajność i świetną jakość tego kosmetyku.

A co powiecie na post w którym umieszczę wszystkie swoje ulubione rosyjskie kosmetyki? Myślę, że może być przydatny:)

Jutro rano podam Wam wyniki konkursu Benefit.

wtorek, 29 kwietnia 2014

Love 2MIX Organic krem do biustu PUSH-UP z morwą i figą. Następca Deborah Bioetyc?

Witajcie,
Pisałam Wam dwa miesiące temu o najlepszym kosmetyku do pielęgnacji biustu z jakim miałam do czynienia, czyli o trzaskającej piance Deborah Bioetyc:
http://kosmetycznieimodnie.blogspot.com/2014/03/deborah-bioetyc-corpo-nuovo-pianka.html
Jest rewelacyjna, a raczej była, bo już stało się niemożliwym jej zdobycie. To już kolejny świetny kosmetyk, który zostaje wycofany z produkcji. Musiałam szukać następcy. I chyba znalazłam - Love 2MIX Organic krem do biustu PUSH-UP z morwą i figą.
Obietnice producenta i opis działania:
Kompleks składników aktywnych stymuluje wzrost komórek tłuszczowych w warstwie podskórnej, dzięki czemu krem dodaje piersiom sprężystości, dodatkowej objętości i jędrności. Organiczne ekstrakty z owoców morwy i fig nawilżają i zmiękczają skórę, normalizują procesy wymienne, chronią przed przedwczesnym starzeniem się skóry.
Widoczne efekty zwiększenia piersi oraz ich podniesienia - push-up. Krem przywraca elastyczność skórze piersi. Posiada wyjątkowy aromat dojrzałych owoców.
Organiczne kosmetyki rosyjskie Love2MIX Organic są skomponowane na bazie najwyższej jakości organicznych ekstraktów i olei. Nie zawierają SLS, parabenów, olei mineralnych, ftalanów czy glutenu.
Skład:
Aqua with infusions of Organic Ficus Carica (Fig) Fruit Extract, Morus Nigra Fruit Extract, Ethylhexyl Stearate, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Isopropyl Palmitate, Cetearyl Glucoside, Glyceryl Stearate, Chlorella Vulgaris Albus Protein, Sodium Cetearyl Sulfate, Xanthan Gum, Parfum, Sodium Benzoate, Potasium Sorbate, Citric Acid, Beetroot red.
Kremu do biustu tej rosyjskiej firmy używam od prawie dwóch miesięcy. Ma ładny zapach dojrzałych, suszonych fig, ale ja czuję też jakby fiołki. Konsystencja również nie budzi zastrzeżeń - Love 2MIX jest gęsty i jedwabisty, ale posiada zarazem lekkość zaraz przy zetknięciu ze skórą - łatwo się rozprowadza. Kolor to biel wpadający w jasny fiolet bądź róż. Jednak najważniejszym kryterium oceny jeśli chodzi o kosmetyki do ciała jest dla mnie szybkość wchłaniania. Krem pod tym względem jest doskonały - wchłania się niemal natychmiast i zaraz po jego aplikacji można włożyć ubranie.
Opakowanie jest duże i poręczne, nie ma problemów z wydobyciem kosmetyku.
Trudno mi być obiektywną, bo byłam zakochana w trzaskającej piance Deborah Bioetyc, ale muszę przyznać, że po raz kolejny potwierdza się moja teoria, że rosyjskie kosmetyki nie mają sobie równych. Nie dość, że opisywany krem ma ekologiczny skład, ale jest również skuteczny. Po niespełna dwóch miesiącach stosowania codziennie wieczorem, mój biust jest równie jędrny i sprężysty jak po Deborah, a nawet jakby moje piersi zaczęły nabierać pełniejszego kształtu. Będę jeszcze zapewne szukać kolejnego następcy trzaskającej pianki, ale jak na razie widzę, że ten krem mogę Wam polecić z czystym sumieniem.
Cena to 29,50 zł za 250 ml na allegro. Po niecałych dwóch miesiącach codziennego stosowania zużyłam połowę zawartości opakowania więc krem jest również wydajny. Relacja ceny do jakości - celująca:)
Czas pożegnać się z Deborah Bioetyc. Wygląda na to, że ten kosmetyk ma rosyjskiego i ekologicznego następcę.



niedziela, 27 kwietnia 2014

Wyniki konkursu Figs&Rouge i nowy konkurs - do wygrania dowolnie wybrany lakier OPI

Dziś wyniki konkursu Figs&Rouge.
Maszyna losująca w której są karteczki z Waszymi nickami to LGW Carnival Bavaria Leinauer Glass Waren model Peacock - mój ukochany bibelot. Przepraszam za niewyraźne zdjęcia, ale Leica się rozładowała i musiałam zrobić zdjęcia starym aparatem, a zaraz mam wyjazd.
Wygrała osoba, która nie zgłosiła się po nagrodę.
Proszę, aby skontaktowała się ze mną via mail: martaa.borzecka@gmail.com celem podania adresu na jaki ma być wysłany balsam.
To nie koniec na dziś. Oprócz trwającego do końca miesiąca konkursu w którym można wygrać dowolnie wybrany kosmetyk Benefit:
http://kosmetycznieimodnie.blogspot.com/2014/04/konkurs-do-wygrania-dowolnie-wybrany.html
kolejnym konkursem jest taki w którym można wygrać dowolnie wybrany lakier do paznokci marki OPI z Sephora. Wybór obejmuje aż 69 kolorów:)
http://www.sephora.pl/Makijaz/Paznokcie/Lakiery-do-paznokci/Lakiery-do-paznokci/P7018
Warunki:
1. Obserowanie mojego bloga.
2. Komentowanie.
To wszystko.
Zwyciężczyni ma wybrać wybrany kolor lakieru OPI do 15 maja. Losowanie odbędzie się 10 maja.
O lakierach do paznokci OPI już pisałam:
http://kosmetycznieimodnie.blogspot.com/2014/04/opi-thrill-of-brazil-nl-a16-jedyna.html
http://kosmetycznieimodnie.blogspot.com/2014/03/opi-definite-moust-have-nl-m56-piekny.html
http://kosmetycznieimodnie.blogspot.com/2014/03/opi-buble-bath-nl-s86-subtelny-i.html

sobota, 26 kwietnia 2014

10 najlepszych kosmetyków w moim życiu

Dziś nie planowałam nowego wpisu, ale ponieważ się rozpadało i nie zrobię, tak jak planowałam prac w ogrodzie, więc dziś temat, który miał być później. To lista 10 kosmetyków bez których nie wyobrażam sobie życia. Jednego z nich używam już ponad 8 lat.
1. Podkład Estee Lauder Double Wear Stay-in-Place - to właśnie kosmetyk, którego używam już od 8 lat. Trochę eksperymentowałam z jednym, również dobrym podkładem Clinique, jednak Estee Lauder zawsze był, jest i chyba będzie moim numerem 1. Nie wiem ile zużyłam buteleczek, ale było ich całkiem sporo, a i odcienie ulegały zmianom. Teraz znów muszę poszukać nowego koloru, bo jeden za jasny, bo na zimę, a drugi na lato i jest nieco za ciemny. Efektem stosowania Double Wear jest Photoshop na twarzy:) Jak zaczęłam kupować ten kosmetyk to kosztował on około 124 zł, potem kosztował 134 zł, a obecnie cena wynosi 175 zł więc na przestrzeni tych 8 lat wzrosła o 50 zł. Mowa oczywiście o Sephorze, bo tam zawsze kupuje produkty Lauder. Jeszcze nie pisałam notki wyłącznie na temat tego podkładu, ale z pewnością takowa w najbliższym czasie się pojawi.
2. Deborah Bioetyc Corpo Nuovo Push Up pianka uderzeniowa ujędrniająca biust, czyli najbardziej niesamowity i najlepszy kosmetyk do biustu jaki istnieje. Używam od 3 lat. Wiele osób mówi, że mam ładne oczy, ale równie ładny mam biust, a jak wiadomo rzadko się zdarza, aby jakaś kobieta była w 100% zadowolona z tej części ciała. Ja jestem bardzo zadowolona dzięki Deborah, czyli trzaskającej piance w sprayu. Efekt to jędrny, napięty i minimalnie powiększony biust. Nie wyobrażam sobie bez niej życia, niestety jednak mam coraz większe problemy ze zdobyciem tego kosmetyku. Co prawda mam już dobrego następcę, ale Deborah już chyba nigdy nic nie dorówna. Pisałam już o tej piance obszernie:
http://kosmetycznieimodnie.blogspot.com/2014/03/deborah-bioetyc-corpo-nuovo-pianka.html
3. Narciso Rodriguez For Her EDT. Moje ukochane perfumy. To nimi będę pachnieć w dniu ślubu:) To najpiękniejszy zapach z jakim miałam do czynienia. Używam do już od 7 - 8 lat, niedługo po tym jak pojawił się w Polsce. Trudno jest pisać o perfumach, nie znam się za bardzo na nutach zapachowych, ale z całą pewnością mogę polecić wszystkim kobietom, które lubią perfumy z pazurem, wyraziste, mocne, trwałe, z ogonem. Nie jest to zapach dobry do pracy gdzie obowiązuje dress code, bardziej na wieczór, imprezę. W tym miejscu muszę napisać, że ten piękny i wyrafinowany zapach bardzo, niezwykle, niesamowicie podoba się mężczyznom. Z Rodriguezem można zdobywać męskie serca i cały świat. O tych i innych ulubionych perfumach pisałam w tym poście:

4. Figs&Rouge Lemon Berry balsam do ust - nawilża, wygładza, delikatnie barwi usta na wiśniowo. Mój ukochany kosmetyk do pielęgnacji ust, który towarzyszy mi każdego dnia. Odkryłam go na jesieni i już z pewnością zostanie ze mną na dłużej. Mogę sobie darować wszystkie inne nowości i hity w postaci choćby słynnego Carmexu, który zakupiłam niedawno i jestem nim bardzo zawiedziona. Lemon Berry poza tym urzeka również pięknym zapachem i metalowym pudełeczkiem w stylu retro. Pisałam o tym balsamie niedawno:
http://kosmetycznieimodnie.blogspot.com/2014/04/balsamy-do-ust-figs-dwa-rewelacyjne-i.html
5. Chanel Joues Contraste 64 Pink Explosion róż do policzków. Jeśli zdarzyło Wam się kiedyś w Warszawie bądź na Mazowszu zobaczyć drobną ciemnowłosą dziewczynę z nazbyt mocno pomalowanymi na różowo policzkami to mogłam być ja:) Ten róż towarzyszy mi już od półtora roku i nadal mam to samo opakowanie, któremu nie widać końca. Piękne typowo chanelowskie puzderko, a w środku wściekły róż, który na policzkach jest nieco bardziej stonowany. Reprezentuję typ urody Pani Zima - jasna cera, która łatwo się opala, niebieskie oczy i ciemne włosy. Pink Explosion to kolor różu stworzony dla mnie. Wiem, że przesadzam z ilością różu, ale tak lubię i jest to poniekąd mój znak rozpoznawczy. W najbliższym czasie planuje serię wpisów o ulubionych różach do policzków, bo mam ich w sumie 4 i chciałam je wszystkie Wam pokazać.
6. Guerlain Rouge G Greta 22 szminka do ust. Jak pisałam jestem Panią Zimą więc taki wyrazisty róż, właściwie fuksja, to coś dla mnie. Szminka jest w prześlicznym, biżuteryjnym opakowaniu, ma lusterko, które jest bardzo pomocne. Kupiłam ją już 4 lata temu i oprócz jednej szminki Chanel, jest jedyną jakiej używam. Potrzebna jest do niej konturówka, bez niej ani rusz. Usta nią pomalowane wystarczą za cały makijaż. Zresztą post o niej jest jednym z najpopularniejszych jak do tej pory i możecie sobie dokładnie obejrzeć zdjęcia jak w niej wyglądam. Znów za mocny kolor? Takie właśnie lubię:)

7. Miraculum La Rose różany peeling cukrowy z płatkami róż. Trudno jest mi pisać o tym genialnym kosmetyku ponieważ został on wycofany z produkcji kilka miesięcy temu. Na szczęście znam sporo dobrych peelingów, ale ten bił wszystkie na głowę. Ten cudowny, różany zapach, porządne "zdzieranie" i warstewka nawilżającego olejku jeszcze długo będą mi się śniły po nocach. Wielka, wielka szkoda, ale na szczęście mam kilka na zapas. Więcej o peelingach:

8. Krem do rąk Organic Cedar. Pewnie nie uwierzycie, ale właściwie w swoim życiu nie używałam kremów do rąk. Nic mnie tak nie denerwuje w kosmetykach jak powolne wchłanianie dlatego zamiast kremu do rąk używałam raczej balsamów do ciała. Ten, kupiony niedawno i przypadkiem krem jest inny. Przede wszystkim potwierdza to, że rosyjskie kosmetyki ekologiczne nie mają sobie równych. Kosztował niewiele, bo około 20 zł, jest wydajny, pięknie, ziołowo pachnie i uwaga - wchłania się natychnmiast. Już innego kremu do rąk nie chcę. W najbliższym czasie notatka o pielęgnacji moich dłoni.
9. Lakier do paznokci OPI The Thrill of Brazil NL A16. Lakiery tej amerykańskiej marki są powszechnie uważane za rewelacyjne i mam ich kilka, ale tak naprawdę liczy się tylko ten jeden w odcieniu idealnej czerwieni. Poznałam go 5 lat temu i jestem mu wierna. Nie znudził mi się wcale, a nawet z czasem coraz bardziej doceniam jego szlachetność, trwałość i elegancję. Najczęściej właśnie on gości na moich paznokciach. Oddzielny wpis:

10. Benefit Cupid's Bow Set, czyli magiczny zestaw do powiększania ust. Od jakiejś dekady marzę o ustach jak u Angeliny Jolie, a że nie uznaję żadnych operacji więc specyfików do powiększania ust szukam w drogeriach. Miałam mnóstwo szczypiących, kolagenowych, itp. błyszczyków aż natknęłam się na zestaw z Benefitu, jednej z moich ulubionych marek kosmetycznych zresztą. Wiem, że pewnie uważacie skuteczne powiększanie ust kosmetykami za ściemę, ale przeczytajcie. Jaśniejszą stroną kredki malujemy tzw. "łuk Kupidyna". Dolną ciemniejszą. Rozcieramy i mamy optycznie powiększone usta. Proste. Oczywiście tak rewelacyjnemu kosmetykowi należy się oddzielny wpis, który będzie w maju.
Niestety nadal nie mam ulubionego kremu na dzień do twarzy czy tuszu do rzęs. Cały czas eksperymentuję. Może mi coś polecicie? Macie któryś kosmetyk z mojej Top Ten?


piątek, 25 kwietnia 2014

Przypomnienie o konkursach - dowolnie wybrany kosmetyk Benefit z Sephora i balsam do ust Figs&Rouge

Dziś tylko przypomnienie o dwóch konkursach, które zostaną rozstrzygnięte w najbliższych dniach.
Dowolnie przez Was wybrany kosmetyk marki Benefit z Sephora do 30 kwietnia:
http://kosmetycznieimodnie.blogspot.com/2014/04/konkurs-do-wygrania-dowolnie-wybrany.html
Balsam do ust Figs&Ruge do najbliższej niedzieli, 27 kwietnia:
http://kosmetycznieimodnie.blogspot.com/2014/04/mini-konkurs-do-wygrania-byszczyk-do.html
Również w niedzielę wraz z wynikami konkursu ogłoszę nowy, którego nagroda, mam nadzieję, przypadnie Wam do gustu:)
Nietrudno się chyba domyślić, że te konkursy organizuję po to, aby przyciągnąć jak największą liczbę czytelniczek. Przy okazji dziękuję Wam, że jesteście!
W maju planuję trzy konkursy: jeden duży i dwa mniejsze. Może macie jakieś pomysły co powinno być nagrodami? Bo już mam to wymyślone, ale może macie lepsze propozycje? W "dużym" konkursie planuję, aby wygraną były dowolnie wybrane perfumy z Sephory, a w dwóch mniejszych dowolnie wybrany lakier OPI, drugiej "mniejszej" nagrody jeszcze nie wymyśliłam. Mam (czy też raczej moja mama:)) duże zniżki do Sephory więc chciałabym, aby to były kosmetyki kupione w tej drogerii.
Jest Was mało więc i szanse na wygraną są bardzo duże - pamiętajcie o tym, obserwujcie mnie jako obserwatorzy Google i komentujcie. Jeżeli macie jakieś uwagi co do samego bloga to również mi o tym piszcie, będzie to dla mnie spore ułatwienie.
Miłego, słonecznego weekendu:)

czwartek, 24 kwietnia 2014

Balsamy do ust Figs&Rouge - dwa rewelacyjne i jeden słabszy

Dziś chciałam Wam przedstawić moje ulubione balsamy do ust brytyjskiej i ekologicznej firmy Figs&Rouge. Są w 100% naturalne i mają ekologiczne certyfikaty. Nie zawierają substancji ropopochodnych.
Na kosmetyki tej marki wpadłam zupełnie przypadkiem. Aby mieć darmową wysyłką wrzuciłam "do koszyka" jeden balsam, fenomenalny, czyli Wild Cherry o niesamowitym aromacie wiśniowo - pomarańczowym. Na szczęście natrafiłam na jeszcze lepszy balsam tej firmy, czyli Lemon Berry. Lepszy, bo nieco barwi usta na nieco ciemniejszy odcień.
Lemon Berry Figs&Rouge
Skład:
Ricinus Communis Oil, Hydrogenated Castor Oil, Copernicia Cerifera Wax, CI45380, CI15850, Limonene, Geraniol, Linalool, Citronellol, Eugenol, Citral, Coumarin.

To zdecydowanie mój ulubiony balsam. Gdybym miała wybrać tylko jeden jedyny kosmetyk do ust to mój wybór padłby na Lemon Berry. Przede wszystkim ma piękny zapach, jak nazwa mówi cytrynowo - jagodowy, ale bardzo subtelny. Piękne metalowe pudełeczko dla wszystkich, którzy lubią ślicznie opakowane kosmetyki. Najlepsze jest działanie: nawilża, wygładza usta, nadaje mu im lekko wiśniową barwę, niezwykle naturalną. Jest trwały i megawydajny. Swojego balsamu używam już od pół roku codziennie po kilka razy i jeszcze wystarczy na około miesiąca. Kosztuje 29,90 zł/17 ml, ale przy takiej, ponad półrocznej, wydajności to nie jest cena wygórowana. Balsam ostatnio zaczęłam nakładać na usta małym pędzelkiem i taka aplikacja jest dużo lepsza niż palcem.
Coco Rose Figs&Rouge
Skład:
Ricinus Communis Oil, Hydrogenated Castor Oil, Copernicia Cerifera Wax, Parfum, Pelargonium Graveolens Oil, Mica, CI 77891, CI 15850, CI 77492, Benzyl Alcohol, Citronellol, Geraniol, Linalool, Citral, Limonene.
 
Tubka kleju - takie było moje pierwsze skojarzenie:) Kosmetyk nie jest tak dobry jak dwa pozostałe. Zawiódł mnie niesłychanie. Przede wszystkim tym, że nie nawilża, a raczej wysusza usta, i jeszcze ten nieszczęsny kolor jasnego różu z drobinkami. Lubię kiedy moje usta po zastosowaniu balsamu mają ten sam kolor bądź nieco ciemniejszy, a nie jaśniejszy. Tego za wiele i nawet śliczne opakowanie tego nie jest w stanie zrekompensować. Cena to 29,90 za 12,5 ml. O wydajności nie mogę nic napisać, bo użyłam go zaledwie kilka razy i nie wiem nawet czy "zmęczę" to co zostało.
Cherry Blossom Figs&Rouge

Skład:
Ricinus Communis Oil, Hydrogenated Castor Oil, Copernicia Cerifera Wax, Parfum, CI 45380, CI 15850, Benzyl Alcohol, Limonene.

 
Pamiętacie o konkursie? Właśnie ten balsam jest do wygrania:) Byle czego bym Wam nie wcisnęła, a ten kosmetyk jest wyjątkowo dobry. Kojarzy mi się pod wieloma względami z wiśniami - zapach, kolor, barwa jaką nadaje ustom. Poza tym jest bardzo smaczny (niechcący sporo go zjadam) i przypomina konsystencją kisiel. Przeurocze, śliczne opakowanie, przypominające, jak poprzednio opisywany, tubkę kleju. Niestety nie jest aż tak wydajny jak Lemon Berry, bo wystarcza przy kilkukrotnym, codziennym stosowaniu na około 3 miesięcy. I to, że cały czas tubka robi się coraz cieńsza też nie jest dobre, bo kosmetyk powinien być w metalowym pudełeczku. Cena to 29,90 zł za 12,5 ml.
Link do konkursu:
A Wy miałyście do czynienia z kosmetykami do ust tej firmy? Mam tylko nadzieję, że nie trafiłyście na tragiczny balsam tej marki, czyli Peppermint&Tea Tree - ochyda.

wtorek, 22 kwietnia 2014

Mini konkurs - do wygrania błyszczyk do ust Figs&Rouge CHERRY BLOSSOM

Mam nadzieję, że pamiętacie o konkursie w którym można wygrać dowolnie wybrany kosmetyk Benefit:
http://kosmetycznieimodnie.blogspot.com/2014/04/konkurs-do-wygrania-dowolnie-wybrany.html
Dziś mam dla Was jeszcze jeden mały konkurs w którym do wygrania jest błyszczyk do ust brytyjskiej ekologicznej firmy Figs&Rouge - Cherry Blossom 12,5 ml w odcieniu, jak nazwa wskazuje, wiśniowym.
Figs & Rouge to brytyjska marka zawierająca organiczne balsamy do ust. Charakter marki oddaje angielskie wyrażenie "Natural Glamour" czyli naturalny urok. Kosmetyki bazują wyłącznie na naturalnych składnikach bez użycia olejów mineralnych i szkodliwych chemikaliów. Jednocześnie dba o elegancki wygląd swoich kosmetyków, utrzymując ich ceny na przystępnym poziomie.
Według naukowców przeciętna kobieta w ciągu swojego życia zjada ok. 7 kg balsamów i szminek do ust, a
wraz z nimi szkodliwe chemikalia. W trosce o Twoje zdrowie i urodę w swoich balsamach Figs & Rouge stosuje w 100% tylko naturalne i jadalne składniki, unika natomiast szeroko stosowanych w konwencjonalnych kosmetykach szkodliwych substancji syntetycznych,w tym pochodnych ropy naftowej i parabenów.
Wysoką jakość balsamów Figs & Rouge gwarantuje brytyjski certyfikat Soil Association, jednej z najbardziej restrykcyjnych organizacji certyfikacyjnych na świecie.
Składniki:
RICINUS COMMUNIS OIL Olej rycynowy, olej z nasion rącznika zwyczajnego
HYDROGENATED CASTOR OIL Uwodorniony olej rycynowy
COPERNICIA CERIFERA WAX Wosk Carnauba, wosk roślinny pozyskiwany z liści brazylijskiej palmy wachlarzowej
PARFUM Naturalna kompozycja zapachowa
CI 45380 Czerwony, nierozpuszczalny organiczno-syntetyczny pigment, stosowany do zabarwiania leków i kosmetyków
CI 15850 Czerwona laka wapniowa, pigment, stosowany do zabarwiania leków i kosmetyków.
BENZYL ALCOHOL - Alkohol benzylowy, substancja zapachowa o właściwościach antybakteryjnych
LIMONENE składnik kompozycji zapachowe.

100% naturalny balsam – błyszczyk, który pielęgnuje i upiększa usta. Formuła oparta na roślinnych olejach i woskach zapewnia długotrwałe odżywienie i nawilżenie, a jednocześnie nadaje wargom delikatny wiśniowy odcień.
100% natury i 100% stylu!
Odcień – wiśniowy.

Cena błyszczyku wynosi 29,90 zł.

Warunki udziału w konkursie:
1. Dodanie mojego bloga do obserwowanych.
2. Dodanie 5 komentarzy pod kwietniowymi postami.
3. Wyniki konkursu podam Wam w najbliższą niedzielę, 27 kwietnia i już w poniedziałek chciałam wysłać błyszczyk, aby dotarł do którejś z Was na długi, majowy weekend:)
Konkursów na moim blogu będzie naprawdę sporo więc zachęcam Was do obserowania mnie i dodawania komentarzy:)

W najbliższych dniach zamieszczę post dotyczący rewelacyjnych błyszczyków do ust Figs&Rouge.

 
 

niedziela, 20 kwietnia 2014

Ikona stylu - Carolyn Bessette-Kennedy i najpiękniejsza suknia ślubna świata.

Miałam 10 lat kiedy wiedziałam jak będzie wyglądała moja suknia ślubna. Do tej pory to się nie zmieniło. Post dotyczący nie tylko mody, ale też poniekąd polityki, mojej największej pasji:) I nie jest to wpis poświęcony najsłynniejszej chyba prezydentowej w dziejach świata, ale jej synowej.
Na pewno każda z Was podziwia jakąś gwiazdę czy nawet zwykłą kobietę za to jak wygląda i jak się ubiera. Bo o ile nie mamy większego wpływu na urodę, czy też jej brak, to już na styl jak najbardziej. Dziś postanowiłam Wam przedstawić bardzo mało znaną w Polsce, zresztą już od 15 lat nieżyjącą, Carolyn Bessette - Kennedy. To synowa słynnego, zabitego w Dallas w 1963 roku prezydenta JFK. W 1996 roku poślubiła "Syna Ameryki" czyli Johna Kennedy'ego Juniora (nazywanego John John), nazywanego tak ponieważ wychowywał się dosłownie na oczach Amerykanów. Tu słynne zdjęcie salutującego małego chłopczyka przed trumną ojca - pogrzeb miał miejsce w dniu trzecich urodzin John - Johna.
Pierwsze kroki i zabawy właśnie w Białym Domu:) 
Prawdopodobnie nie zagłosowałabym na prezydenta Kennedy'ego, bo był demokratą, a biorąc pod uwagę mój system wartości to jest mi bliższy amerykański republikanizm. Jednak uważam, że był zaraz po Reaganie, największym prezydentem Stanów Zjednoczonych i zginął za swój kraj - była to kara za, nie weszłe w życie, Rozporządzenie Wykonawcze 11110. Życia prywatnego nie oceniam.
Młody Kennedy był absolutną megagwiazdą w Stanach Zjednoczonych przy którym chowały się największe nawet gwiazdy Hollywood.
Nic zatem dziwnego, że jego żona, którą w 1996 roku została Carolyn Bessette z miejsca stała się również bardzo znana. Jej teściowa, czyli Jackie Kennedy do dziś uchodzi za jedną z najlepiej ubranych kobiet świata i za najlepszą i najbardziej elegancką Pierwszą Damę. Carolyn miała więc bardzo wysoko ustawioną poprzeczkę. Moim zdaniem była kwintesencją mody lat 90. i Nowy Jork to miasto, które zawsze mi się z nią kojarzy, bo pasuje do niego idealnie. Niestety w lipcu 1999 roku wraz z mężem zginęła w katastrofie lotniczej. Zostały po niej zdjęcia i styl, który bardzo, ale to bardzo przypadł mi do gustu. Prosty, wyrafinowany, ponadczasowy. I najważniejsze słowo obrazujące styl Carolyn - minimalizm. To właśnie ta cecha sprawiła, że tak bardzo jestem do tej pory zachwycona jej sposobem ubierania się. Oprócz zegarka nigdy nie noszę żadnej biżuterii i wszelkie ozdoby, desenie, itp. są mi obce. Bardzo się cieszę, że mogłam usłyszeć o synowej słynnego prezydenta, bo niestety przedwczesna śmierć sprawiła, że nawet niewiele osób ją kojarzy. Pamiętam pewien artykuł z magazynu "ELLE" jeszcze z lat 90. w którym była mowa o "aseptycznych" (nie ascetycznych), których ikoną była właśnie Carolyn - świetliście, przejrzyście, spokojnie, wszystko stonowane, nawet paznokcie nie pomalowane, a wypolerowane. Zresztą spójrzcie na nią - makijaż w stylu "no make up", choć nieraz był jeden mocny akcent w postaci szminki, niemal zero biżuterii, a jeśli już to bardzo subtelna i dyskretna, długie, proste włosy, ubrania doskonałej jakości, proste, skromne i niezwykle ponadczasowe - oglądając niektóre zdjęcia aż trudno uwierzyć, że nie są współczesne, a sprzed kilkunastu lat.
Później styl Bessette był kopiowany, zwłaszcza przez Gwyneth Paltrow, która jest uważana za ikonę nowoczesnego minimalizmu, ale to CBK była prekursorką. Warto dodać, że Carolyn pracowała u Calvina Kleina, co też tłumaczy jej szyk i prostotę w jednym - była szefową działu PR a więc godną wizytówką tego nowojorskiego projektanta.
Jestem przekonana, że gdyby Carolyn żyła to stałaby się ikoną mody na miarę Audrey Hepburn czy swojej słynnej teściowej, Jackie Kennedy. W każdym razie jest moim modowym guru od niemal dwudziestu lat, czyli od momentu kiedy zobaczyłam jej zdjęcie ślubne jako mała dziewczynka.
Wracając do sukienki ślubnej to była to miłość od pierwszego wejrzenia. Suknie ślubne, choćby Ellie Saaba są przepiękne, jednak zawsze uważałam, że im coś jest prostsze tym ładniejsze i ta sukienka jest najpiękniejsza na świecie. Zaprojektowana przez Narciso Rodrigueza kosztowała w przeliczeniu na nasze pieniądze ok. 40 tys. $. Czy to dużo za najbardziej stylową suknię ślubną na świecie? Z tym pytaniem Was zostawiam:) A Wy co sądzicie na temat stylu Carolyn? A może wolicie (przepraszam za tę uwagę) oklepaną do granic możliwości Audrey Hepburn bądź inną gwiazdę? Jeszcze zdjęcia tej sukni:)