sobota, 31 maja 2014

Majowe denko

Denko maja:)
W maju właściwie nie robiłam żadnych większych zakupów, a na innych blogach denerwuje mnie przedstawianie wacików, płynu micelarnego i pilniczka do paznokci i poświęcanie im oddzielnego wpisu, bo jest to zwyczajnie nudne, więc w tym miesiącu prezentuję jedynie denko. Kosmetyki, które zużyłam to, jak widać, sporo próbek, głównie miniaturki zapachów, bo mam ich całe mnóstwo w łazience, a byłam sporą część czasu poza domem więc zawsze towarzyszyły mi jakieś perfumy.
Całkiem niedawno pisałam Wam o szamponie LOVE2Mix Organic na porost włosów 'Ekstrakt z organicznej pomarańczy i papryczki chili'. Zużyłam całą butelkę i jestem pod wrażeniem tego w jak świetnej kondycji są moje włosy. Bez wątpienia jeśli któraś z Was chce nieco przyspieszyć wzrost włosów i mieć je piękne i lśniące bez wydawania dużych pieniędzy to zachęcam do zakupu tego rosyjskiego cudeńka. Szerzej pisałam o LOVE2Mix:
Darowałam sobie mleczko do demakijażu Mixa i powróciłam do wody micelarnej Vichy Purete Thermale 3 w 1, która najszybciej pomaga pozbyć mi się makijażu. Więcej:
Etiaxilu używam od wielu lat i stosuję do dziś. Pamiętam, że na samym początku stosowania uważałam, że raz bądź dwa razy w tygodniu to zbyt rzadko więc używałam codziennie. Skończyło się to tym, że miałam strupy pod pachami (sic!), bo specyfik dosłownie wyżarł mi skórę i spalił bluzki - miałam dziury pod pachami. Na szczęście nie zniechęciłam się do Etiaxilu tylko zaczęłam go stosować zgodnie z zaleceniami:) Dostępny w aptece kosztuje ok 40 zł, ale wystarcza na około 10 miesięcy stosowania. Jest niesamowicie skuteczny - nie mam nawet śladów potu pod pachami, a zwykłe dezodoranty w moim przypadku sobie z tym nie radziły. Przepraszam za tak fizjologiczny opis, ale też dowiedziałam się od kogoś przypadkiem i do tej pory jestem tej osobie bardzo i niezwykle wdzięczna:)
Pervoe Reshenie Organic Therapy 'Złoty scrub do twarzy'. Kolejny jest już na mojej półce w łazience. Peany pochwalne na cześć tego genialnego kosmetyku znajdziecie tu:

Ochydztwo do ust zwane Carmexem - sporo zostało, ale już nie mogę się dłużej z tym męczyć i wyrzucam do kosza. Jeden z najbardziej przereklamowanych kosmetyków jakie istnieją na rynku. Już o tym pisałam:

Cały czas szukam odpowiedniego dla siebie kremu do twarzy. Myślę, że jestem już bliska ukończenia swoich poszukiwań.
Na pewno daleki od ideału jest Siquens Renovation, strasznie wodnisty i tłusty, a poza tym dla cery sporo starszej osoby - nie wiem dlaczego wcześniej tego nie sprawdziłam. Wrrr...
Z kolei strzałem w dziesiątkę wydaje mi się być miniaturka kremu o pojemności 15 ml Nuxe Creme Fraiche de Beaute Enrichie. Spełnia najważniejszy dla mnie warunek, czyli błyskawicznie się wchłania, nie zostawia tłustego filmu, czuć wręcz jak skóra staje się bardziej nawilżona, a skórę mam suchą. Dzięki tak wyjątkowo pojemnej miniaturce dobrze poznałam ten krem i jest na miejscu 1 jeśli chodzi o moją kosmetyczną listę zakupów.
Próbki, czy te z gazet czy z perfumerii, dają raczej mgliste pojęcie o używanym kosmetyku, ale pozwalają choć trochę rozeznać się w nowościach, których nastąpił przed latem, jak zwykle, wysyp. Choć są też produkty znane od lat.
Odradzam:
 - seria '3 kroki' Clinique - jeden z najbardziej przereklamowanych zestawów pielęgnacyjnych w historii. Takiego wniosku nie wysnułam na podstawie jednej próbki - 1. mydło i 2. tonik, ale miałam kiedyś cały, pełnowymiarowy zestaw i jego systematyczne, codziennie działanie nic nie dało. A zestaw kosztuje ponad 200 zł więc za tę ceną wypadałoby, aby były choć minimalne zmiany na lepsze. Za tę cenę warto przyjrzeć się również "3 krokom", ale Biotherm, zamiast mydła jest chyba pianka. Planuję kupić ten zestaw więc na pewno poświęcę mu odzielny post.
Sama nie wiem:
 - szampon Schwarzkopf  Essence Ultime Omega Repair, czyli super rozreklamowany, szczególnie w Rossmannie kosmetyk przy którym pracowała sama Claudia Schiffer. Nie wiem czy rzeczywiście supermodelka coś pomagała na etapie wymyślania składu czy raczej ograniczyła się do wyboru opakowania i zapozowaniu do zdjęcia na nim, ale niczym specjalnym ten szampon nie jest. Zgoda, jedno stosowanie to za mało, ale opisywałam Wam wcześniej kosmetyki do włosów, które już od razu sprawiały, że były one piękne. Może przy długotrwałym stosowaniu są te spektakularne efekty. Plus za ładny zapach.
 - Vichy Idealia krem pod oczy - o ile seria Idealia - krem i serum do twarzy należą do chyba najgorszych kosmetyków tej firmy w historii, tak krem pod oczy trzyma niezły poziom. Nawilża, wygładza i napina skórę, nie robi jej żadnej krzywdy. Na allegro muszę jeszcze kupić kilka próbek tego kosmetyku, aby być przekonaną o skuteczności przed ewentualnym zakupem.
 - Estee Lauder Revitalizing Supreme CC - świetny produkt, doskonale nawilża, ładny odcień, ale mam zastrzeżenia co do pokrycia, bo niedoskonałości są jednak niektóre widoczne plus oczywiście wysoka, jak przystało na tę markę, cena. Również będę musiała zaopatrzyć się w dodatkowe próbki na allegro, ale za tę cenę krycie jest za słabe.
Polecam:
- podkład Clinique Even Better 05 Neutral - miałam kiedyś dwa tragiczne podkłady tej amerykańskiej firmy więc do tego byłam nastawiona wyjątkowo sceptycznie. Jednak podbił moje serce i skórę twarzy tym, że świetnie nawilża (można go nakładać bez wcześniejszego nakładania kremu bądź bazy i nie ma mowy o żadnych smugach), jest idealnym odcieniem dla mnie kiedy cera nie jest jeszcze opalona (teraz już zaczyna jednak taka być). Na jesieni kupię pełnowymiarowy kosmetyk.
 - Lancome Visionnaire - Nuxe kupię tylko ze względu na niższą cenę, bo Lancome jest dużo droższy, ale nawilża i wchłania się wprost rewelacyjnie. Jeśli będę mieć nadmiar gotówki kupię bez wahania. Bardzo polecam!
Miniaturki zapachów:
1. Nie przypadły mi do gustu, nie są "moje":
 - Honey Marc Jacobs - zapach kupiony w ramach wspólnych zakupów perfumeryjnych na wizaz.pl na jesieni, szkoda, że w ogóle mnie zainteresował
 - Womanity Thierry Mugler - dziwny, kompletnie trudny do zdefiniowania zapach, który kompletnie nie przypadł mi do gustu
 -  Nude by Rihanna - zapach równie tandetny co styl Barbadoski.
2. Gdybym miała nadmiar gotówki- zapachy ładne, ale nie do upojenia:
 - Narciso Rodriguez For Her EDP - różowe wersja mojego ukochanego zapachu, choć nie tak piękna
 - Alien Thierry Mugler - mocne i wyraziste perfumy, bardzo trwałe
 - Sunset Boss - świeży, energetyzujący zapach, przypominający atmosferę wakacji
 - Valentino Valentina EDP - bardzo elegancki
3. Moje miłości:
 -  Narciso Rodriguez For Her EDT
 - Flowerbomb Viktor&Rolf.
O tych zapachach pisałam więcej w oddzielnym poście:
 
 





piątek, 30 maja 2014

Zawartość mojej torebki

Dziś czas na mały ekshibicjonizm. Zauważyłam, że na innych blogach sporym zainteresowaniem cieszą się wpisy typu "co mam w torebce" więc postanowiłam również zrobić taki post. Na pewno wiele z nas jest ciekawych co inne kobiety noszą w swoich torebkach, choć podejrzewam, że zawartość aż tak bardzo się nie różni:) Srebrna, skórzana i bardzo pakowna torebka jest marki Francesco Biasia.
Co prawda łacińskie powiedzenie "Omnia mea mecum porto" dotyczyło zawartości tego co ma się w głowie, ale w przypadku kobiet liczy się masa drobiazgów, a akurat to co ja noszę ze sobą to absolutne minimum.
Czarny, skórzany, lakierowany porfel marki MaxMara. Kupiłam go 6 lat temu, była to pierwsza rzecz tej firmy, którą sobie kupiłam. Noszę go od tego czasu niemal codziennie i nadal wygląda jak nowy. Była to świetna i ponadczasowa inwestycja.
Mój telefon to zwykła Nokia Lumia 510. Jak do tej pory spisuje się dobrze, wcześniej miałam telefon polskiej firmy Kruger&Matz, który również bardzo polecam.
Nie ruszam się z domu bez okularów przeciwsłonecznych. Zazwyczaj mam je na nosie lub traktuję jako opaskę. Przebywam dużo czasu na świeżym powietrzu, nieraz niemal cały dzień, więc są absolutnie niezbędne. Swoim okularom poświęciłam już wcześniej oddzielny wpis:
http://kosmetycznieimodnie.blogspot.com/2014/02/ray-ban-wayfarer-okulary-doskonae.html
Zamiast grzebienia noszę ze sobą genialną szczotkę jonizującą Braun:
http://kosmetycznieimodnie.blogspot.com/2014/03/szczotka-jonizujaca-braun-satin-hair-7.html
Chusteczki higieniczne, guma do żucia (zawsze Airvawes porzeczkowa:)), długopis i kalendarz.
W torebce mam małą błękitną kosmetyczkę Estee Lauder, a w niej mój niezbędnik:
 - róż do policzków Chanel - nie ma mnie bez pomalowanych policzków, niestety często jest to zbyt mocny makijaż:)
 - do małego plastikowego pojemniczka odlewam małą ilość podkładu, który danego dnia mam na skórze. Pozwala mi to uniknąć noszenia pełnowymiarowego opakowania
 - miniaturka tuszu do rzęs - w tym przypadku to Estee Lauder Sumptuous Extreme 01
 - balsam do ust mojej ulubionej brytyjskiej firmy Figs&Rouge, Lemon Berry
 - miniaturka zapachu - zdjęcia zawartości torebki robiłam w zeszłym tygodniu kiedy było upalnie więc był to akurat bardzo lekki Biotherm Eau Pure
 - antybakteryjny żel do mycia dłoni Carex Splash Gel, bo przecież wszędzie są zarazki:)
Jeszcze zdjęcia mojej torebki. Mam kilka torebek tej włoskiej marki. Akurat ta Biasia jest sprzed kilku sezonów. Wszystkie rzeczy tej firmy są wyjątkowo dobrej jakości.
A Wy co nosicie zawsze w torebkach?:)

środa, 14 maja 2014

Dwufazowy płyn do demakijażu oczu Sephora Waterproof Eye Makeup Remover

Już kiedyś używałam dwufazowego płynu do demakijażu oczu Sephora i tę buteleczkę kupiłam przypadkiem, bo w Sephorze musiałam dobrać jakiś produkt, aby mieć zniżkę na zakupy. Do tej pory byłam sceptycznie nastawiona do wszelkich "dwufazowców", bo kojarzyły mi się z tłustym filmem na skórze po użyciu. Przeczytajcie co myślę o tym płynie.
Opis i obietnice producenta:
Zero śladów po obudzeniu! Natychmiast usuwa wszelkie ślady makijażu oczu, nawet najtrwalszy tusz wodoodporny. Testowany dermatologicznie i oftalmologicznie.
Przeciwdziała efektowi "oka pandy":
 - usuwa wszelkie ślady makijażu i odświeża kontur oka,
 - zawiera kompleks bogaty w flawonoidy i ekstrakt z liści drzewa oliwnego wzmacniające rzęsy,
 - nadaje się nawet do wrażliwych oczu i dla osób noszących soczewki kontaktowe,
 - dzięki HydroSenn+, aktywnemu czynnikowi pochodzenia roślinnego, wygładza skórę i zapewnia jej pełny komfort.
Skład:
Aqua, cyclopentasiloxane, isohexadecane, propylene glycol, dipolassium phosphate, 1,2-hexanediol, caprylyl glycol, poloxamer 184, panthenol, potassium phosphate, centaurea cyanus flower extract, sodium chloride, hydroxycetyl hydroyethyl dimonium chloride, disodium EDTA, butylene glycol, glycerin, chlorphenesin, methylparaben, cl61570, cl42090.
Jak już wcześniej pisałam, do demakijażu całej twarzy używam mleczka Mixa bądź płynu micelarnego Vichy. Nie stosuję oddzielnego kosmetyku do demakijażu oczu. Ale od paru dni zaczęłam używać płynu Sephora.
Buteleczka ładna, zgrabna, jak na "dwufazowca" przystało są dwie warsty płynu. Pierwsza niebieska (bardzo ładny odcień), a druga bezbarwna. Aplikacja jest bardzo dobra ze względu na to, że kosmetyku nie wylewa się przez małą dziurkę zbyt dużo. Zapach Sephory jest przyjemny, raczej neutralny. Jeden nasączony wacik zmywa makijaż oka pod warunkiem, że przez 10 sekund się go przytrzyma. Schodzi większość, ale nie wszystko, potrzebne są małe poprawki. Trzeba bardzo uważać, aby płyn nie dostał się pod powieki, bo będzie szczypać! Po zastosowaniu na powiekach i wokół oczu pozostaje tłusty film, jakby suchy olejek.
Kosmetyk fajny i nie mam większych zastrzeżeń, ale nie porywa. Po zużyciu tej buteleczki nie powrócę do tego płynu. Jednak wolę pozostac przy jednolitym demakijażu, bez podziału na oczy i resztę twarzy.
Wydajność kosmetyku - będzie chyba nie najlepsza, ale jak skończę używać jeszcze edytuję ten post. Póki co po 3 dniach płynu ubyło sporo i wystarczy pewnie na około 2,5 - 3 tygodnie. Cena to 29 zł/125 ml. Oczywiście w Sephorze:)



wtorek, 13 maja 2014

Podkład Estee Lauder Double Wear Stay-in-Place Makeup 4C1 Outdoor Beige 03

Niedawno prezentowałam Wam 10 najlepszych kosmetyków z którymi miałam do czynienia w życiu. Na tej liście znalazł się podkład Estee Lauder Double Wear. Ponad 8 lat temu poleciła mi go koleżanka (dziękuję, Madziu:)). Eksperymentowałam z kilkoma innymi podkładami, zarówno z wyższej jak i średniej półki i zawsze Lauder okazywał się bezkonkurencyjny. Dziś prezentuję odcień 4C1 Outdoor Beige 03, który stosuję wiosną i latem - wtedy moja blada cera staje się opalona i ten kolor jest do niej idealnie dopasowany.
Obietnice producenta:
Długotrwały podkład, przez 15 godzin zapewnia świeży i naturalny wygląd, bez względu na pogodę i twoją aktywność. Nie zmienia koloru, nie zostawia smug i śladów na ubraniu. Teraz gładka cera, którą widzisz rano, pozostaje z tobą przez cały dzień.
Podkład zapewnia średnie krycie (lub wyższe w zależności od ilości nakładanych warstw) i naturalne, półmatowe wykończenie.
Beztłuszczowy, niekomedogenny, bezzapachowy, testowany dermatologicznie.
Skład:
Water Purified (Aqua Purificata), Cyclopentapentasiloxane, Trimethylsiloxyloxysilicate, Titanium Dioxide, Butylene Glycol, Tribehehenin, PEG/PPG-20/20 Dimethithicone, Sorbitan Sesquioleate, Magnesium Sulfate, Tocopheryl Acetate, Phetaphenyl Trimethicone, Polcone, Polymethylsil sesquioxquioxane, Methicone, Laureth-7, Xanthan Gum, Alumimina, BHT, Sodium Dehydroacedroacetate, Imidazolidinyl Urea, Chloroxylenol, Phenoxyenoxyethanol [+/- (may contain) iron oxides (CI 77491, CI 77499), MCA, Titanium Dioxide (CI 77891)]
Jeszcze muszę nieco poczekać na opaleniznę:)
Opakowanie to pudełeczko w pięknym kobaltowym kolorze, a w środku solidna, ciężka, szklana buteleczka ze złotym napisem Estee Lauder i takową nakretką. Nie ma dozownika, podkład należy wydobywać palcami. Kosmetyk nakładam na twarz również palcami, nie używam żadnej gąbki. Skóra musi być nawilżona, bo Estee Lauder ma tandencję do natychmiastowego niemal zastygania na skórze i w przypadku suchej cery fluid tworzy zacieki. Podkład jest dość tępy - nie ma aksamitnej i gładkiej konsystencji. Wiem, że nie brzmi to zbyt zachęcająco, ale jak puder znajdzie się na naszej twarzy jest efekt "WOW!" i Photoshopu. Jak pierwszy raz pani w Sephorze mnie nim pomalowała to oniemiałam jak pięknie twarz wygląda dzięki użyciu tego kosmetyku. Przy dobrze dobranym kolorze, a jest w czym wybierać, podkład stapia się ze skórą i daje wspaniały i naturalny efekt. Estee Lauder utrzymuje się cały dzień, bez poprawek. Krycie jest doskonałe - nie przebiją się żadne niedoskonałości. Cera jest promienna, zdrowa, idealna - jak z okładki.
Przy codziennym używaniu Double Wear wystarcza mi na około pół roku, choć muszę zaznaczyć, że latem nie maluję się codziennie.
Na początku cena tego 30 ml podkładu wynosiła bodajże, 124 bądź 134 zł, a obecnie w Sephorze kosztuje 175 zł.
Koloru Double Wear, który opisuję używam od kilku lat - dwa powyższe zdjęcia nie są z tego roku, jakoś żadne ze zrobionych mi się nie podobało stąd są starsze i dość wyraźne:)

sobota, 10 maja 2014

Wyniki konkursu OPI i powtórne losowanie balsamu do ust Figs&Rouge

Dziś pora na wylosowanie zwyciężczyni konkursu w którym można było wygrać dowolnie wybrany lakier OPI  z Sephora:
http://kosmetycznieimodnie.blogspot.com/2014/04/wyniki-konkursu-figs-i-nowy-konkurs-do.html
Wygrała Karolyna. Gratuluję:)
Niestety do tej pory nie zglosiła się do mnie, mimo prób kontaktu, zwyciężczyni konkursu w którym można było wygrać balsam do ust Figs&Rouge i jestem zmuszona powtórzyć losowanie.

Wygrała Mentholova. Gratuluję:)
 



Dziewczyny proszę o kontakt ze mną: martaa.borzecka@gmail.com.
 
W poniedziałek wybieram się do Sephory i kupię bardzo fajny kosmetyk, który będzie można wygrać od wtorku:) Miłego weekendu.

piątek, 9 maja 2014

Ocena dwóch hitów do pielęgnacji ust - balsam Carmex i masełko Nivea

Dziś chciałam Wam przybliżyć dwa kosmetyki, które robią furorę w zakresie pielęgnacji ust.
O Carmexie słyszałam już wiele lat temu, że to takie amerykańskie cudo, że usta po nim są cudowne, że używają go wszystkie gwiazdy, i och, ach, najlepszy. Podczas wizyty w zeszłym miesiącu w Rossmannie postanowiłam wreszcie kupić słynny amerykański kosmetyk i wybrałam wersję w tubce o smaku wiśniowym.
Masełko do ust Nivea jest dostępne w sprzedaży od niedawna, ale szybko stało się przebojem o którym można znaleźć wiele pozytywnych informacji na blogach kosmetycznych. Wybrałam wersję malinową.
Czas na ocenę czy te kosmetyki rzeczywiście są tak dobre jak wieść niesie.
 
Skład (dla zasady, choć doskonale widoczny na zdjęciu:)):
Cera Microcristallina, Paraffinum Liquidum, Polyglyceryl-3 Disostearate, Butyrospermum Parkii Butter, Ricinus Communis Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Aqua, Glycerin, Glyceryl Glucoside, BHT, Aroma, CI 77891, CI 15850.
Masełko do ust Nivea kupiłam w kwietniu i używam go prawie codziennie. Ma bardzo ładne, metalowe pudełeczko. A jak pachnie! Wspaniale oddany zapach malin. Gorzej kiedy kosmetyk nakładam na usta. Aplikacja palcami, choć rzecz jasna można jakimś pędzelkiem. Wystarczy trochę za dużo masełka i efekt kremu Nivea na ustach gotowy. Konsystencja jest gęsta, ale moje pierwsze skojarzenie było takie, że to właśnie zwykły krem Nivea tylko w różowej wersji i zapakowany do innego pudełeczka. Masełko pozostawia bardzo tłustą konsystencją na ustach, która niesłychanie irytuje i sprawia, że kosmetyk mimowolnie zjada się w okamgnieniu. Działanie jest krótkotrwałe - masełko nawilża usta, ale na krótko. Pół godziny i po kosmetyku na ustach nie ma już śladu. Usta są nieco bardziej nawilżone i mniej spierzchnięte, ale efekt jest naprawdę słaby. Muszę jednak dodać, że mimo nieskuteczności masełka używa się go z przyjemnością - zapach i konsystencja są naprawdę zachęcające, czar znika kiedy kosmetyk jest na ustach. Jednak to tylko zabarwiony krem Nivea w opakowaniu zawierającym 16,7 g./19 ml za 9,99 zł.
 
Skład:
Petrolatum, Lanolin, Parfum, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Cetyl Esters, Theobroma Cacao Seed Butter, Cera Alba, Benzophenone-3, Camphor, Menthol, Vanillin, Linalool, Benzyl Cinnamate, Geraniol.

Chyba nie ma kosmetykomaniaczki albo nawet i dziewczyny interesującej się w umiarkowany sposób kosmetykami, która nie słyszałaby o tym, prawdopodobnie, najsłynniejszym balsamie do ust na świecie. Stwierdziłam, że nadeszła w końcu pora, abym i ja przetestowała to cudo. Wybrałam wiśniową wersję w tubce. Carmex istotnie nawilża usta i poprawia ich kondycję, ale bez rewelacji. Ma SPF15. Jednak cóż z tego skoro nie mogę przemóc się, aby go używać. Jest to zapewne wina mentolu, którego posmak mam na ustach i niestety trochę też mi się go zjada co jest dla mnie bardzo nieprzyjemnym uczuciem, bo mentolu nienawidzę. Koszt Carmexu wiśniowego w tubce w Rossmannie to  7,49 zł/10 g/11,6 ml.
Mam zatem dwa hitowe kosmetyki do ust i nie mogę się doczekać kiedy wreszcie je zużyję. Masełko Nivea kompletnie nie działa, ale jest przyjemne w użyciu, zapach malin jest naprawdę piękny. Słynny Carmex nawilża usta nieco lepiej i na dłużej, ale przez zapach i smak aż mnie od niego odrzuca i na siłę go używam, aby wreszcie go skończyć, wyrzucić i nie wrócić do niego już nigdy więcej. O wydajności obu kosmetyków nie napisałam ponieważ patrzę na nie tylko przez pryzmat tego, aby te kosmetyki wreszcie się skończyły. Ale jest niezła skoro jakoś nie mogę się tego doczekać. W każdym razie, zwłaszcza Carmex, to genialny produkt przede wszystkim działu PR.
Jeśli macie zamiar kupić tani i dobry kosmetyk do ust to polecam wizytę w aptece i zakup naszego polskiego Tisane, do którego mimo używania balsamów Figs&Rouge często wracam. Kosztuje około 10 złotych.
W najbliższym czasie planuję post o 10 kosmetykach, które mnie rozczarowały. O tym też trzeba pisać, a nie tylko chwalić każdy kosmetyk, który wpadnie w ręce. Carmex będzie na tej liście na pewno:)


wtorek, 6 maja 2014

Kwietniowe denko

Tak się przedstawia denko miesiąca kwietnia.
Zapachowe denko - jakiś czas temu pisałam Wam o moich ulubionych zapachach. Postanowiłam pozostałych się pozbyć, zwłaszcza, że trzy powyższe buteleczki "męczę" już od kilku lat i używam ich bez przekonania i tylko dlatego, że szkoda mi ich wyrzucać.
Zdecydowanie moją największą zapachową porażką jest Chanel N19. Kupiłam te perfumy mamie pod choinkę i ta się na mnie prawie obraziła. Nie dziwię się - zapach jest okropny, ale tylko przez pierwszą godzinę, później jest trochę lepiej. Jedyny plus, i paradoksalnie minus, to trwałość Chanel. Są to perfumy ciężkie, duszące, brzydkie, ale im dłużej ma się je na sobie tym jest nieco lepiej. Mama mi je oddała do zużycia i zanim ono nastąpiło minęły ponad 3 lata.
Calvin Klein Eternity Moment jak i Tommy Girl (Hilfiger) to takie zapachowe panny nikt. Nijakie. Nie wiem co można o nich napisać ani dobrego ani złego. CK kupione dzięki niskiej cenie w Super Pharm - teraz zresztą wiem dlaczego te perfumy są tak tanie. A z kolei Hilfiger dostałam w prezencie od byłej koleżanki, która niezbyt mnie jednak lubiła więc wszystko się zgadza.
Miłą odmianą jeśli chodzi o "wykańczanie" perfum był Lanvin Marry Me. Ten zapach tak przypadł mi do gustu, że mówię mu zdecydowanie tak. Kupiłam je na Wizażu na wspólnych zakupach perfumeryjnych. W przyszłości zapewne Lanvin dołączy do tej drużyny:
Pięlegnacyjne denko - dwa hity i jeden niewypał.
Zużyłam rewelacyjną wodę różaną Dabur, ale na szczęście mam jeszcze zapas. Najlepsza woda różana jaką miałam przyjemność stosować. Pisałam o niej więcej:
Pianka do biustu Deborah Bioetyc - przedostatnie opakowanie zużyte. Zostało jeszcze tylko jedno. Niestety ten doskonały produkt jest już nie zdobycia. Wpis dotyczący tego kosmetyku:
Krem do rąk Tołpa regenerujący krem - koncentrat - radzę omijać szerokim łukiem. Lepiły mi się po nim dłonie, czas wchłaniania tragicznie długi. Wyrzucam, choć nienawidzę marnować kosmetyków - dałam mu szansę kilka razy, ale to kompletna klapa.
Kosmetyki do makijażu
Tusze do rzęs - Chanel Sublime 10 Deep Black i Estee Lauder Sumptuous Extreme 01 Extreme Black, czyli dwie miniaturki dwóch bardzo dobrych tuszy do rzęs. Używam na co dzień Collistara, ale na prezent zażyczę sobie któryś z tych, sporo droższych kosmetyków. Wydłużają rzęsy (w tej konkurencji wygrywa Lauder), pogrubiają (tu lepsza Chanel), podkręcają, nie kruszą się i nie odbijają. Godne polecenia.
A na koniec mój piękny zielony cień do powiek Shiseido Luminizing Satin Eye Color Ombre Doux Eclat GR711 - mam jeszcze drugi, identyczny. Ten ma już około 5 lat i ze względów czysto dermatologicznych się go pozbywam, bo jednak kosmetyk do makijażu aż pół dekady nie wytrzymał zapewne w doskonałym i niezmiennym stanie. Zielony kolor z bardzo subtelnym dodatkiem złota świetnie pasował do moich niebieskich oczu. Bardzo polecam cienie do powiek Shiseido - piękne kolory, opakowanie, wysoka trwałość i wydajność.
Dziś denko, a niedługo pora na post o kosmetycznych zakupach:)

poniedziałek, 5 maja 2014

Tangle Teezer Salon Elite - ocena hitu blogerek

Już chyba na każdym blogu, oprócz mojego, była recenzja szczotki do włosów brytyjskiej firmy Tangle Teezer, która to robi prawdziwą furorę. Dziś (wreszcie:)) po dwóch miesiącach użytkowania oceniam swoją niebiesko - różową szczotkę model Salon Elite. Spróbuję odpowiedzieć też na pytanie dlaczego akurat ten produkt cieszy się tak niebywałą popularnością i czy jest ona zasłużona.
Co i rusz trafiałam na różnych blogach na wpisy wychwalające pod niebiosa szczotki Tangle Teezer. Opinie na wizażu - KWC również były w przytłaczającej większości bardzo pozytywne. A ponieważ moje włosy są coraz dłuższe i zależy mi na tym, aby też były gęste zakupiłam TT głównie ze względu na obietnice producenta, że nie wyszarpuje włosów i zostaje ich bardzo niewiele na szczotce. Wybrałam model Salon Elite, który kupiłam w sklepie internetowym www.estyl.pl za 34 zł plus koszty wysyłki. Najbardziej spodobała mi się niebiesko - różowa wersja kolorystyczna.
Szczotka Tangle Teezer jest bardzo fajnie wyglądającym kosmetycznym gadżetem. Mimo iż jest plastikowa nie dostrzegam w niej nic tandetnego. Jest wyjątkowo odporna, nie ma żadnych, nawet najmniejszych zarysowań. Niebiesko - różowe połączenie kolorów jest według mnie urocze i łatwo dzięki temu szczotkę znaleźć:) Na początku trudno było mi ją trzymać w dłoni, bo wcześniej zawsze używałam tych z rączką. Na szczęście kształt TT świetnie dopasowuje się do dłoni i po krótkim czasie jej użytkowanie było wyjątkowo wygodne. Ergonomiczny kształt szczotki doskonale przystosowuje się do kształtu głowy. I co ważne drobne igiełki pozwalają na wykonanie masażu skóry głowy. Podczas używania Tangle Teezer wydaje charakterystyczne chrzęszczenie.

Tak gęsto usiane ząbki od samego początku nie wzbudzały mojego zaufania. Po myciu włosów zostawało ich na szczotce sporo, a nie mają tendencji do plątania się więc stwierdziłam, że wrócę do mojego starego i wypróbowanego grzebieniami z szeroko rozstawionymi ząbkami. Dałam szanse szczotce na sucho. Włosów zostawało całkiem sporo, a co gorsze, wiem dziwnie to zabrzmi, miałam wrażenie, że włosy po jej zastosowaniu są ulizane, a po paru zastosowaniach wręcz się przetłuszczają. Bardzo mnie to zdziwiło, bo włosy myję codziennie i nie są nigdy tłuste. Podejrzewam, że substancje znajdujące się przy cebulkach szczotka przenosi na ich całą długość. Zresztą może to nie przetłuszczenie, a tak zachwalane przez inne blogerki nabłyszczenie. W każdym razie znów pudło. Ale jednak szczotka zostanie u mnie, bo ostatecznie znalazłam dla niej zadanie, które spełnia bardzo dobrze. Otóż służy mi do nakładania na całą długość włosów różnego rodzaju odżywek i masek. Dzięki TT te kosmetyki docierają wszędzie. Zmyć je ze szczotki jest bardzo łatwo - ciepła woda, plus ewentualnie jeszcze z mydłem.
Miał być hit i legenda, a wyszło tak sobie. Może jeszcze kupię inny produkt Tangle Teezer, ale ten nie jest rak rewelacyjny jak się wszędzie o tym pisze i mówi. Myślę, że w przyszłości zostanie szczotką dla Kotunia, bo ją uwielbia i zaraz mruczy ze szczęścia jak go nią czeszę:) (przypominam, że jest łatwa w umyciu, a Kotunio jest wzorem czystości).
Polecam moją nieocenioną i mało znaną szczotkę jonizującą Braun - jest naprawdę świetna i godna uwagi. Pisałam już o niej:

niedziela, 4 maja 2014

Inneov Densilogy - gęstość włosów - koniec trwającej 3 miesiące kuracji

Te z Was, które zaglądają na mojego bloga od początku bądź dotarły do najstarszego wpisu, wiedzą, że właśnie skończyłam trwającą 3 miesiące kurację Inneov Densilogy - gęstość włosów. Od 1 lutego do 1 maja włącznie, codziennie brałam dwie tabletki tego suplementu diety. Dziś przyszła pora na podsumowanie i konfrontację z obietnicami producenta.
Skład Inneov i obietnice producenta opisywałam już bardzo szczegółowo:
http://kosmetycznieimodnie.blogspot.com/2014/02/inneov-densilogy-gestosc-wosow-poczatek.html
Efekty kuracji są takie, że zaopatrzyłam się w kolejne listki tabletek. Ale będę brać jedynie jedną na dzień, już nie dwie jak w ostatnich miesiącach.
Włosów wypada dużo mniej niż wcześniej. Nie łysiałam ani nie wypadały mi garściami jednak zależało mi na tym, żeby było ich jak najwięcej. Im włosy są zresztą dłuższe tym bardziej irytuje to, że są wszędzie. Inneov sprawił, że rano po uczesaniu jest ich na grzebieniu bądź szczotce zaledwie kilka oraz sporadycznie jeden, dwa w ciągu dnia. Co ważne włosy oprócz gęstości stały się, co oczywiste, mocniejsze i zdrowsze i widać to na pierwszy rzut oka. 1 lutego ich długość wynosiła 34 cm, a teraz po 3 miesiącach aż 41 cm, co daje aż 7 cm w ciągu zaledwie trzech miesięcy. Ale długość i zdrowie moich włosy nie są zapewne spowodowane jedynie kuracją Densilogy. Ważniejsze przyczyny tak spektakularnego wzrostu moich włosów to: zdrowa dieta, brak stresu, używanie dobrych i ekologicznych kosmetyków do pielęgnacji włosów - szampon i odżywka, choć John Frieda nie jest naturalny, ale myłam nim włosy jedynie około miesiąca, wcześniej stosowałam Natura Siberica, a aktualnie szampon na porost włosów Love2MIX Organic. Linki do opisu wspomnianych kosmetyków:
Natura Siberica:
http://kosmetycznieimodnie.blogspot.com/2014/02/natura-siberica-szampon-i-balsam-do.html
John Frieda:
http://kosmetycznieimodnie.blogspot.com/2014/04/john-frieda-brilliant-brunette-multi.html
Love2MIX Organic:
http://kosmetycznieimodnie.blogspot.com/2014/04/love2mix-organic-szampon-na-porost.html
A tak prezentują się moje włosy:
Ale Inneov pomaga nie tylko włosom, ale również, a może nawet przede wszystkim paznokciom. Moje stały się piękne - mocne, bardzo grube i lśniące. Rosną tak szybko, że obowiązkowo muszę chodzić co tydzień na manicure, bo nie mogłabym pisać swobodnie na komputerze, a też nie przepadam za paznokciami dłuższymi dużo ponad opuszki. Zdjęcie przedstawia paznokcie - manicure hybrydowy na nich:
Wnioski są proste i mało rewolucyjne. Kuracje takie jak Inneov Densilogy są jak najbardziej skuteczne, ale pod warunkiem, że zaistnieją również inne czynniki jak: odpowiednia dieta, kosmetyki, tryb życia. Sama w sobie ta kuracja nie odniosłaby zapewne tak spektakularnych skutków gdybym żywiła się byle czym, nie dosypiała i paliła papierosy. Jednak uważam, że Inneov sporo wspomógł nie tyle nawet włosy, ale przede wszystkim paznokcie. Jak pisałam będę łykać jeszcze jedną tabletkę, ale z góry wiem, że najlepsze na moją urodę będą najbliższe miesiące spędzone na wsi, dieta bogata w świeże warzywa i owoce i sporo ruchu. Jeszcze napiszę ponownie o Inneov jak się sprawdza przy braniu tylko jednej tabletki dziennie.