sobota, 28 listopada 2015

4 październikowe dni w Budapeszcie

www.pinterest.com

Minął już ponad miesiąc od czasu kiedy byłam w pięknym Budapeszcie. Dziś relacja z tej podróży. Mam nadzieję, że kogoś ten wpis zachęci do odwiedzenia węgierskiej stolicy. Poniżej znajdziecie informacje o tym co widziałam oraz trochę praktycznych rad.

Dzień pierwszy - dworzec Keleti, Plac Bohaterów i przeddzień święta narodowego Węgrów.
W Budapeszcie byłam około 9 rano i tym co mnie zaskoczyło to chłód - myślałam, że gdzie jak gdzie, ale u bratanków powinno być nieco cieplej. Na szczęście tylko raz się tak zdarzyło, później było już cieplej i bardzo słonecznie.
Dworzec Keleti widywałam nie tak dawno często w programach informacyjnych jako miejsce gdzie koczowali imigranci. Ale w październikowy, czwartkowy poranek nie było po nich śladu.
Do hotelu można było dojść pieszo. Dzięki temu pierwszym ważnym punktem na mapie Budapesztu okazał się być Plac Bohaterów - bardzo monumentalny i budzący podziw. Następnego dnia obejrzałam go sobie jeszcze dokładniej.
A na powyższym zdjęciu mój hotel - Ibis. O tym samym standardzie jest w Warszawie, ale ten budapesztański bije go na głowę - większy pokój, ładniejsza łazienka, bardziej przytulny i miła obsługa. Poza tym blisko jest stacja metra i polska ambasada - było to o tyle ważne, że pobyt objął 25 października, czyli dzień naszych wyborów parlamentarnych.
Więcej o tym hotelu znajdziecie pod tym adresem:
http://h-rez.com/a195284//index.htm?lbl=ggl-en&gclid=Cj0KEQiAvuWyBRDO_Yzhpv_4nvEBEiQANBdXMlGpnifBF62h53xuZL282BXwdKPk3WKWZwhrvenvZNEaAuNV8P8HAQ

Naprzeciwko wejścia do hotelu jest dobra i w miarę tania restauracja (wejście do niej widać nawet na zdjęciu - po prawej stronie jest jej szyld). Kiedy pani nas obsługująca zapytała skąd jesteśmy to na magiczne (w tym mieście nawet bardzo) słowo "Poland" od razu się uśmiechnęła i wszczęła rozmowę o polityce. Ten wątek jeszcze rozwinę.
A z okna pokoju było widać Plac Bohaterów.
Ja na Moście Wolności w drodze na ważne dla Węgrów, szczególnie tych młodych, uroczystości o których zaraz opowiem więcej.
Dunaj, Most Elżbiety i Góra Gellerta widziane z Mostu Wolności.
A tu widać piękny, bardzo prosty i minimalistyczny Most Elżbiety (czyli oczywiście nazwany tak na cześć cesarzowej Sisi:))
Na zdjęciu powyżej trwają przygotowania do rozpoczęcia marszu, który był zarazem clou mojego wyjazdu.
Dzień Republiki, czyli święto narodowe Węgrów upamiętnia wybuch antysowieckiego powstania w 1956 roku. To w tym dniu odbyła się manifestacja budapesztańskich studentów wyrażająca poparcie dla polskich robotników protestujących w Poznaniu. Pod pomnikiem Józefa Bema do studentów zaczęły dołączać tłumy mieszkańców Budapesztu, co stało się początkiem węgierskiego zrywu przeciw komunizmowi, który został krwawo spacyfikowany przez sowiecką armię.
22 października, w wigilię Dnia Republiki, organizowany jest marsz węgierskiej młodzieży spod Politechniki (Uniwersytetu Technicznego) wzdłuż brzegu Dunaju, a następnie aż pod pomnik Bema. I właśnie w owym marszu wzięłam udział.
Widząc polską flagę Węgrzy się uśmiechali, mówili "Lędzien" (Polacy). Bycie Lędzianinem w Budapeszcie to chyba najfajniejsza rzecz w całej podróży. Węgrzy maja do nas naprawdę mnóstwo życzliwości i sympatii, chcieli pomagać, pytali o sytuację polityczną w Polsce (swoją drogą to politykowanie jest wspólną cechą narodową naszą i bratanków). Wiedzieli, że w niedzielę będą u nas wybory parlamentarne i bez błędu wymawiali nazwisko Kaczyński.
Cóż, nie wszyscy na Węgrzech lubią Orbana.
Uroczystości zakończyły się pod pomnikiem bohatera dwóch narodów - polskiego i węgierskiego, czyli Józefa Bema. Przemowy, śpiew, ale składanie kwiatów trwało ponad godzinę podczas której, aby wytrwać myślałam o darze Węgrów dla nas latem 1920 roku:
http://borzeckamarta.salon24.pl/663108,wielki-gest-braci-wegrow-latem-1920-r

Dzień drugi - święto narodowe Węgier, Plac Bohaterów, eklektyczny zamek, wspaniały gmach Parlamentu, bazylika Świętego Stefana, węgierski monumentalizm i Ronald Reagan
Święto narodowe Węgrów, czyli wspomniany Dzień Republiki. Wszędzie małe, duże i ogromne flagi węgierskie.
I znów Plac Bohaterów, który był blisko hotelu.
Muzeum Sztuk Pięknych tuż przy Placu Bohaterów.
Powyżej kilka zamków w jednym, czyli liczący sobie nieco ponad 100 lat Zamek Vajdahunyad. Te budynki to miks różnych stylów w architekturze. 
Jest tu  Muzeum Węgierskiego Rolnictwa, choć odbywają się tu również inne ekspozycje.
Taki miszmasz, ale bardzo przyjemny dla oka:)
Jesień w otaczającym kompleks zamkowy parku.
Na zdjęciu powyżej obiekt, który podobał mi się najbardziej ze wszystkich w Budapeszcie, czyli gmach węgierskiego Parlamentu. Jest ogromny i z bliska nie mieścił się cały w obiektywie. Aby obejrzeć go w całej okazałości trzeba przeprawić się do Budy, czyli na drugą, prawobrzeżną stronę Dunaju. (Buda i Peszt stały się Budapesztem dopiero w 1873 r.)
Koronkowa robota:)
W Budapeszcie jest mnóstwo monumentalnych pomników wybitnych władców, polityków, wojskowych, etc. Z każdego kąta miasta wyziera duma z przynależności do narodu węgierskiego. Z przykrością muszę stwierdzić, że na tle Budapesztu Warszawa wypada bardzo blado. Gdyby kogoś po zwiedzeniu obu tych miast zapytać, które z nich jest stolicą czterdziestomilionowego narodu, który posiada niesamowitą historię z której należy być dumnym to z pewnością wskazałby na Węgry. W tej kwestii należy brać przykład z bratniego narodu. Na przykład pomnik Marszałka Piłsudskiego powinien być większy od tego powyżej jakieś 5 razy.
Słoneczna pogoda i piękny modry Dunaj - coś wspaniałego.
Pomnik mojego ulubieńca, czyli hrabiego Andrassy - tego od cesarzowej Sisi:)
Parlament przybrał barwy narodowe Węgier.
Taka fajna woda jest przed Parlamentem:)
W dniu święta narodowego musztra żołnierska odbywała się dokładnie co godzinę.
Tacy są węgierscy żołnierze:)
Parlament w miniaturze.
Na schodach Parlamentu.
Tego dnia można było bezpłatnie obejrzeć insygnia króla Świętego Stefana (Szent Istvan). Nie można było jednak robić im zdjęć - mają przecież ponad tysiąc lat.
W Budapeszcie spotkałam nawet mojego ulubionego amerykańskiego prezydenta:)
Bazylika Świętego Stefana - jedna z najpiękniejszych świątyń jakie widziałam.
Wnętrze bazyliki.
Na diabelski młyn może skuszę się następnym razem:)
Nocny rejs po Dunaju - to punkt obowiązkowy wycieczki do Budapesztu. Można też oczywiście popłynąć w ciągu dnia, ale stolica Węgier jest tak wspaniale oświetlona, że polecam jednak opcję kiedy zapada zmrok. Taki rejs kosztuje sporo, bo ok. 80 zł od osoby (są tańsze i droższe) i trwa godzinę, ale pozostawia wielkie wrażenie. Można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy na temat architektury miasta, historii Węgier, wybitnych osobistości tego kraju.

Dzień trzeci - Góra Gellerta, polska kaplica, Zamek Królewski i zakupy o których mowa na samym końcu tego wpisu
Znów piękny Plac Bohaterów:)
Na powyższym zdjęciu, na zboczu Góry Świętego Gellerta jest Kościół Skalny i inne budynki należące do zakonu paulinów.
W 1934 roku polscy paulini z Jasnej Góry podarowali węgierskim kopię obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej. 5 lat później przed tym obrazem modlili się polscy uchodźcy wojenni i internowani żołnierze Wojska Polskiego. Oprócz obrazu jest również polski orzeł. Kaplica jest nazywana polską.
Przy okazji osoby chodzące do kościoła pragnę uprzedzić, że w Budapeszcie są kościoły gdzie msze są odprawiane w języku polskim. Byłam na mszy w tymże kościele odprawianej po węgiersku i czułam się dosłownie jak na tureckim, czy też raczej węgierskim kazaniu.
W kaplicy jest też miejsce poświęcone mojemu ulubionemu świętemu - św. Maksymilianowi
W drodze na szczyt Góry Gellerta.
Piękna złota węgierska jesień nastrajała bardzo optymistycznie:)
Pomnik Wolności na szczycie Góry Gellerta.
Warto było się wdrapać na Górę Gellerta choćby dla takiego widoku.
Tu już podczas schodzenia z Góry:)
Zamek Królewski w Budapeszcie - na zamku znajdują się liczne muzea do których warto zajrzeć. Przy tej okazjo przekonałam się, że poziom węgierskiego malarstwa jest naprawdę bardzo wysoki.
W Budapeszcie nic nie sprawiało mi tak wielkiej frajdy jak ujrzeć gmach Parlamentu. Tu widziany z tarasu zamkowego.

Dzień czwarty - Budapeszt nad Dunajem i Budapeszt nad Wisłą, kościół świętego Macieja, Baszta Rybacka
W polskiej ambasadzie było dużo głosujących i niemal wszyscy robili sobie zdjęcia przy urnie. Zresztą to by się zgadzało, bo podczas mojego pobytu wielokrotnie słyszałam na ulicach Budapesztu język polski więc w ten weekend było pewnie sporo turystów z naszej Ojczyzny.
Jak myślicie na jaką partię mogłam głosować w Budapeszcie nad Wisłą, tfu, nad Dunajem?:)
Lubię mieć robione zdjęcia na schodach:)
U podnóża kościoła Świętego Macieja, który jest też nazywany Budzińską Świątynią Koronacyjną z uwagi na to, że wielu węgierskich władców było koronowanych właśnie w tej świątyni. Kościół został gruntownie zrekonstruowany na polecenie cesarza Franciszka Józefa i tu został on koronowany na króla Węgier wraz ze swoją kochaną przez Węgrów żoną, czyli cesarzową Elżbietę, bardziej znaną jako Sisi.
Święty Stefan jest wszędzie - jego monumentalne (jak zresztą wszystkie w Budapeszcie) pomniki, słodycze, a nawet alkohol noszący jego nazwę. Tu na dziedzińcu przed kościołem Św. Macieja.
Jest i Parlament:) Tu widok z wieży kościoła Św. Macieja - zarówno wejście do kościoła jest płatne jak i dodatkowo na samą wieżę. Zresztą to mnie bardzo w Budapeszcie zaskoczyło, że płaci się za wejście do świątyń. To samo było w przypadku Skalnego Kościoła, bezpłatnie byłam w Bazylice Świętego Stefana, ale brak opłaty nie wiem czy jest tam permanentny czy tylko z uwagi na to, że byłam tam w Dniu Republiki kiedy to niemal wszystkie budapesztańskie obiekty można było zwiedzić za darmo.
Ja i Parlament:)
Ta wyspa na Dunaju to Wyspa Świętej Małgorzaty na którą nie dotarłam z braku czasu oraz też dlatego, iż słyszałam, że nie opłaca się tam płynąć. Mimo to następnym razem chciałabym to nadrobić.
Wnętrze kościoła Świętego Macieja.
Baszta Rybacka jest niemal zaraz przy wspomnianej świątyni.
Reprezentacyjna brama pod Zamkiem Królewskim.
Pożegnanie z Dunajem i gmachem Parlamentu.

Zakupy w Budapeszcie
Z Węgier przywiozłam oczywiście brzoskwiniową palinkę, kieliszki do niej z wizerunkiem Parlamentu, dużą kartkę z Parlamentem i mniejszą, ołówek z flagą węgierską, kubek oczywiście z Parlamentem, trzy piękne szale z których dwa dałam mamie, świeczkę i turkusowy krzyżyk kupione w sklepiku  Kościoła Skalnego oraz oczywiście paprykę, która jest na zdjęciu poniżej - zawieruszyła mi się akurat wtedy kiedy robiłam zdjęcie wszystkim zakupom z Budapesztu. To co przywiozłam z Budapesztu może wydać się skromne, ale w sumie wszystko kosztowało ok. 300 - 350 zł, a budżet na wyjazd i tak mocno przekroczyłam przez jedzenie i dość drogie bilety wstępu.
Jeden taki szal kosztował w Centralnej Hali Targowej 1500 forintów, czyli ok. 21 zł. Przy zakupie trzech dostałam rabat i zamiast 4500 forintów zapłaciłam 4000. Według mnie są bardzo ładne, dobrej jakości i otulają nawet kiedy na zewnątrz jest niska temperatura.
Taki woreczek papryki - 50 g to 990 forintów, czyli prawie 14 zł.
Zakupy najlepiej robić w pięknej Centralnej Hali Targowej, Składa się ona z dwóch poziomów i można tam nabyć wszystko co węgierskie. Na dole są sprzedawane głównie wyroby spożywcze - świeże warzywa i owoce, wędliny (w tym salami, którego jest spory wybór), słodycze, alkohole, przyprawy, czyli głównie papryka. Na górze są bary, a kupić można różne gadżety z motywami węgierskimi jak koszulki, długopisy, kieliszki, flagi, etc, efektowne haftowane obrusy i ubrania, wspomniane szale i różne inne wyroby rękodzieła. Jest tu dość drogo, ale pod jednym dachem i przy odpowiednim porównaniu cen można kupić niemal wszystkie pamiątki jakie warto przywieźć z Budapesztu. Jedynie ceny palinki wydały mi się zbyt wysokie, bo aż 5 - 6 tysięcy. Udało mi się znaleźć dużo tańszą w małym supermarkecie przy dworcu Keleti - za 2479 forintów/0,35 l.
W niedzielę Centralna Hala Targowa jest zamknięta.

10. 000 forintów = ok. 140 zł

W Budapeszcie niemal wszędzie można płacić kartą, a wiele kantorów wymienia złotówki na forinty.

Podróż do i z Budapesztu do Warszawy - jak i koszty
Do Budapesztu można się udać samochodem, pociągiem, samolotem bądź autokarem, ale to ostatnie tylko w przypadku zorganizowanej wycieczki (a takowych nie znoszę:)).
Pojechałam pociągiem z Warszawy, wagon kuszetkowy, bo wyjazd był o 21:03, a na Keleti dotarł o 8:35. Z Budapesztu wyjazd powrotny o 20:05, a w Warszawie miał być o 7:23 - był ok. godzinę później.
Bilet na pociąg był kupiony w promocji i bez możliwości zwrotu. W obie strony kosztował 333 zł. Cena regularna biletu na pociąg jest wysoka, bo aż ok. 600 zł. Nieco więcej kosztuje bilet lotniczy. Pewnie dobrym rozwiązaniem jest wyjazd samochodem kiedy złoży się na to parę osób.

Hotel 
Już na początku wpisu rekomendowałam trzygwiazdkowy Ibis przy Placu Bohaterów. Przy rezerwacji na miesiąc przed i bez możliwości rezygnacji pokój dla dwóch osób na trzy noce to koszt ok. 560 zł plus opłata klimatyczna w wysokości 4,4 euro.

Jak poruszać się po Budapeszcie?
W Budapeszcie jest bardzo dobrze rozwinięta komunikacja miejska - w tym oczywiście jest metro. Opłaca się kupić trzydniowy bilet, który kosztuje ok. 60 zł na osobę.

Wejścia do muzeów
Przykład - wejście do Muzeum Narodowego dla jednej osoby kosztuje 1800 forintów, czyli ok. 26 zł. Rzecz jasna są też biletu ulgowe i rodzinne.

Ile kosztuje długi weekend w Budapeszcie?
Cóż, jak łatwo policzyć w sumie całkiem sporo. Nie licząc kosztów związanych z podróżą i noclegiem to na 4 dni jedna osoba powinna mieć ze sobą 700 - 800 zł, aby na wszystko starczyło bez problemu.
Jednak i tak taniej od choćby Wiednia, a dużo bezpieczniej jest w Budapeszcie niż choćby w Paryżu czy Londynie, bo ryzyko zamachów jest dużo mniejsze.

Jak porozumiewać się w Budapeszcie?
Trudność języka węgierskiego polega głównie na tym, że jest to język niepodobny do żadnego innego. Nawet nie znając języków obcych można się zorientować gdzie jest policja - "police", "polizei", "polizia", ale "rendorseg"? Albo restauracja - "restaurant", "Restaurant", "restauration", "ristorante", itp, a tu mamy "etterem" (wymawiane iterem).
Uczyłam się trochę węgierskiego przed wyjazdem i mam ambitny plan kontynuować tę naukę. Niemniej jednak nie błysnęłam zbytnio dobrą znajomością mowy bratanków. Jednak mówienie nawet najprostszych zwrotów sprawia im wielką radość - ktoś podjął się przecież niemożliwego:) Najbardziej przydał mi się zwrot "Nem irtem", czyli "Nie rozumiem".
Na szczęście Węgrzy dobrze znają języki obce jak angielski - szczególnie młodzi i rosyjski - nieco starsi, a także niemiecki.

Jedzenie
Jedzenie jest na Węgrzech przepyszne. Na wyjeździe unikałam włoskich i innych restauracji ponieważ chciałam poznać bliżej tutejsze jedzenie. Wszystko jest dobre, a ja jestem wielką fanką dań mięsnych i raczej ostrych, pikantnych. Niektóre z dań nawet dla mnie były zbyt pikantne. Jak będziecie na Węgrzech to spróbujcie koniecznie gulaszu (kosztuje ok. 1000 forintów, czyli 14 zł), zupy rybnej (choć mi ona zbytnio nie smakowała), dań z cielęciny, wołowiny i wieprzowiny. Do tego dochodzi sporo papryki, ale nie udało mi się zjeść dania na które miałam największą chęć, czyli leczo. Wielka szkoda:(

Reasumując...
... jestem bardzo zadowolona z podróży do Budapesztu. Miasto jest przepiękne, ludzie bardzo życzliwi - nikt z zapytanych o coś na ulicy nie odmówił pomocy i starał się udzielić jak najlepszej odpowiedzi, a już szczególnie Lędzianom:) Jedzenie było cudowne - jeśli zostałabym tam miesiąc na pewno przybyłoby mi kilka kilogramów. Jedyne czego żałuję, to tego, że w ciągu tych 4 dni nie zobaczyłam wszystkiego co warto zwiedzić w węgierskiej stolicy. I oczywiście szkoda, że nie spotkałam Viktora Orbana:)
Na pewno jeszcze wrócę do Budapesztu:)

29 komentarzy:

  1. Budapeszt jest piękny, chociaż przyznam, że dawno nie byłam. Cudne zdjęcia.
    No i od razu widać, jaki jest Twój ulubiony kolor ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niebieski to mój znak rozpoznawczy:)
      W takim razie może znów odwiedzisz Budapeszt, bo ponoć jest tylko coraz ładniejszy:)

      Usuń
  2. Bardzo ładne zdjęcia i obszerna relacja. Do Budapesztu planuję wybrać się w przyszłym roku w jakiś weekend albo w trakcie urlopu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko nie latem, chyba, że lubisz upały około 36 stopni:)

      Usuń
  3. Bardzo ciekawa relacja. Węgry niby tak blisko , a jednak zupełnie egzotyczne... Przyzwyczajeni jesteśmy do wyjazdów do hiszpani czy Włoch. Na wschód sie raczej nie jeździ..a szkoda.Bardzo spodobały mi sie zdjęcia budynków. Sa naprawde imponujące. Myśle, ze Berlin tez moze sie schować ... Moze Monachium jedynie moze mu dorównać jeśli porównałabym niemieckie miasta. Podróż pociągiem nawet dosyć tanio wyszła i wcale nie była taka długa. Dzieki za ciekawa relacje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Węgry to raczej południe, ale masz rację, że Polacy za często jeżdżą do oklepanych miejsc, choć ja nie byłam ani we Włoszech ani w Hiszpanii, a Wschód Europy znam akurat dobrze:)
      Jak się rezerwuje odpowiednio wcześniej to za wszystko udaje się zapłacić sporo taniej.
      Według mnie Budapeszt jest podobny do Wiednia, nieco mniej imponujący, ale choćby życzliwi mieszkańcy sprawiają, że wolę węgierską stolicę.

      Usuń
    2. Nawet Polska to wschód- wschod Europy :)

      Usuń
    3. Dla mnie Polska to pępek świata:)

      Usuń
    4. U mnie nie może być inaczej skoro jestem nacjonalistką:)

      Usuń
  4. Jak miło zobaczyć taki reportaż! Od kilku lat marzy mi się odwiedzenie tego miasta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie musisz wreszcie koniecznie tam się wybrać:)

      Usuń
  5. Swietna relacja, Martus :) Musze przyznac, ze na pierwszej czesci zdjec, na ktorej masz spodnice ze swojego LO wygladasz jak nastolatka na wycieczce szkolnej :)

    Budapeszt pieknie wyglada i narobilas mi ochoty,zeby odwiedzic to miasto :) Historie ksiezniczki "Sisi" uwielbiam, choc wiem, ze filmy o niej pokazuja nieco "ubarwiona" historie jej zycia, pomijajac mniej przyjemne fakty z jej zycia....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę? Dziękuję Ci za miłe i zapewne nieco na wyrost słowa:)

      Cóż, Sisi była gwiazdą swoich czasów, ale miała sporo problemów zarówno małżeńskich i rodzinnych w ogóle, jak i z samą sobą.

      Usuń
    2. Nie na wyrost, serio mowie :)

      A tak, ponoc miala depresje przez dlugi czas? W sumie sie nie dziwie, biorac pod uwage jaki rygor panowal wtedy na dworze. Swoja droga niezmiernie mnie fascynuja tamte czasy i wiele bym dala zeby moc sie przeniesc w czasie... Chociaz na jeden dzien :)

      Usuń
    3. Myślę, że nie była dobrze przygotowana do roli cesarzowej i zbyt młodo wyszła za mąż, była przecież jeszcze nastolatką.
      Też bym chciała taką podróż w czasie, ale tylko pod warunkiem, że byłabym taką Sisi, a nie chłopką tyrającą w polu:)
      Jeszcze co do Sisi to zawsze mi się też kojarzy z jednym wspaniałym budynkiem, który jest w jej rodzinnej Bawarii, czyli z zamkiem Neuschwanstein. Zresztą Ludwik II przez to m.in. zdziwaczał, że ona go odtrąciła i zerwał też zaręczyny z jej siostrą.

      W moim wieku to bardzo miłe choć trochę przypominać licealistkę:)

      Usuń
  6. Fantastyczna relacja Marta:). Przygotowałaś porządne kompendium wiedzy dla turysty, dlatego jeśli kiedykolwiek postanowię wybrać się w tamte strony, powrócę do Twojego wpisu:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, starałam się:)
      Koniecznie się tam wybierz - bardzo polecam:)

      Usuń
  7. Ze zdjęć widać że to piękne miasto choć jeszcze nie miałam okazji się wybrać :) zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest jeszcze ładniejsze niż na zdjęciach:)

      Usuń
  8. Nigdy nie byłam w Budapeszcie ale mam nadzieję, że kiedyś uda mi się tam wybrać. Piękne zdjęcia! I szaliczek w liście - bardzo mi się podoba! ;) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Takie szaliczki i jeszcze ładniejsze można kupić właśnie w Budapeszcie za niewielką kwotę.

      Usuń
    2. Oo to super ;) Od razu rzucił mi się w oczy na zdjęciach :)

      Usuń
    3. Jeśli kiedyś tam będziesz to koniecznie sobie taki kup:)

      Usuń
  9. Wspaniała relacja, bardzo szczegółowa i to mi się podoba :) Czytało się z przyjemnością, tym bardziej, że kiedyś chciałabym się wybrać do Budapesztu razem z moim narzeczonym, może w przyszłym roku w końcu zrealizujemy ten plan :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybierzcie się koniecznie - to bajkowe miasto, a ludzie są wspaniali:)

      Usuń
  10. Ale piękne te pierwsze zdjęcie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat to jedno jedyne zdjęcie nie jest mojego autorstwa:)

      Usuń
  11. Budapeszt jest piękny, szczególnie nocą :) Byłam tam już kilka razy i wiem, że jeszcze nie raz tam wrócę :)

    OdpowiedzUsuń