czwartek, 28 stycznia 2016

Styczniowe nowości

W styczniu kupiłam tylko najbardziej niezbędne kosmetyki. Na wyprzedażach niewiele. Miałam zaplanowane kupić dwie rzeczy z MAC w Douglasie, ale żadnej z nich akurat nie było w czasie obniżki cen. To pech. Jednak Sephorę lubię bardziej:)

Dzięki temu, że po świętach ceny w Sephorze poszły w dół o 30% kupiłam sobie wreszcie swoją wymarzoną szminkę Rouge Dior 565 Vogue - prawda jaka to piękna fuksja? Bardzo lubię takie chłodne odcienie szminek. Już wiem, że będzie moją ulubioną:)
Regularna cena w Sephorze to 155 zł/3,5 g.

Z lakierów do paznokci dla mnie istnieją tylko te marki OPI (wyjątek robię tylko dla Chanel Rouge Noir 18:)). Wybrałam tym razem dwa kolory:
 - Bubble Bath, czyli delikatny i subtelny odcień o którym już pisałam;
 - ElePhantastic Pink, czyli kolo arbuza, który będzie ładnie wyglądał na opalonych dłoniach.
Cena regularna tych lakierów to 49 zł/15 ml w Sephorze.

Srebrny brokatowy spray Sephora - na pewno przyda mi się do robienia zdjęć na bloga:) Kupiłam go tylko dlatego ponieważ był przeceniony.
Kosztował 19,90 zł/50 ml.

Maskara do brwi L'Oreal Brow Artist Plumper odcień Brown - jestem sceptycznie nastawiona do tak modnego ostatnimi czasy makijażu brwi, ponieważ w wielu przypadkach wygląda on nie tyle sztucznie, co wręcz karykaturalnie, ale mam tak gęste brwi, że czasami potrzebuję je jakoś ujarzmić. A skończył się już mój Benefit Speed Brow więc postanowiłam sięgnąć po tańszy, a ponoć równie dobry kosmetyk tego typu jakim jest produkt L'Oreal. Istotnie jest świetny i wcale nie jest za jasny czego najbardziej się obawiałam widząc jego kolor na szczoteczce.
Kosztował 15,28 zł/7 ml na allegro - znana pewnie wielu z Was drogeria ezebra.
Niestety w styczniu skórę mojej głowy dotknęło wielkie nieszczęście, czyli łupież. Już dawno nie miałam takiego "gościa", ale doradzono mi na tę przypadłość szampon Vichy Dercos na łupież suchy. I po dwóch tygodniach stosowania właściwie pozbyłam się problemu!
Cena od ok. 40 do 55 zł/200 ml w aptekach i w internecie.

Bardzo sobie cenię peelingi do ciała polskiej marki Lirene, a już szczególnie te owocowe. Dlatego wybrałam wersję Mango peeling ujędrniający.
Cena to 10,99 zł/200 ml w Rossmannie.

Próbki, które otrzymałam przy zakupach w Sephorze:
 - zapach DKNY Golden Delicious 
 - eksfoliująca pianka do mycia twarzy Youthcleanse Glamglow
 - eliksir rozświetlenia Eisenberg
 - podkład Yves Saint Laurent Le Teint Touche Eclat BR30.

Znacie którąś z moich nowości?

Miłego wieczoru:)

niedziela, 24 stycznia 2016

Cień do powiek Shiseido Luminizing Satin Eye Color GR 711 Serpent

Z tego co obserwuję na blogach kosmetycznych i na Instagramie większość z blogerek kosmetycznych cieni do powiek, zarówno tych pojedyńczych jak i paletek, ma pokaźną liczbę. Ja natomiast posiadam dosłowanie jeden cień do powiek. Miałam jeszcze dwa czy trzy inne, ale sprzedałam je na allegro ponieważ w ogóle ich nie używałam - nie podobały mi się i były beznadzieje w aplikacji. Jednak ten jeden jedyny cień, który posiadam jest w mojej ocenie rewelacyjnym kosmetykiem. Przedstawiam Shiseido Luminizing Satin Eye Color GR 711 odcień Serpent.

Opis i obietnice producenta:
Subtelny, delikatnie połyskujący cień do oczu. Wyjątkowo gładka formuła idealnie przylega do powieki, zapewniając wierność koloru i piękne, długotrwałe wykończenie. Składniki pielęgnacyjne doskonale nawilżają delikatną skórę powiek. Ciekawe interpretacje pasteli w jasnych, neutralnych odcieniach pozwalają na zabawę kolorem i zapewniają niezliczone możliwości zmiany wizerunku. Każdy z odcieni może być stosowany indywidualnie lub w połączeniu z innymi kolorami.
Testowany dermatologicznie i okulistycznie.

Odcienie dostępne w Sephorze:
http://www.sephora.pl/Makijaz/Oczy/Cienie-do-powiek/Luminizing-satin-eye-color/P93514

Puzderko w którym mieści się cień do powiek Shiseido jest bardzo ładne - ciemnogranatowe wpadające w czerń i lekko połyskujące, logo dyskretne (swoją drogą logo marki Shiseido jest piękne). Opakowanie jest trwałe - swoje nadępnęłam i ma na skutek mojej niezdarności rysę, ale nic nie pękło i trzyma się dzielnie.
Lusterko jest duże i można z powodzeniem wykonać dzięki niemu nie tylko makijaż powieki, ale i całej twarzy.
Pędzelkowi również nie mogę nic zarzucić. Pewnie mógłby być nieco większy, ale skoro nawet mi udaje się nim w miarę znośnie pomalować oko to znaczy, że w zupełności wystarczy.

Na początku mojego opisu chciałam Was prosić o to, abyście się skupiły na samym cieniu, a nie na moich niewyregulowanych brwiach (znów je zapuszczam jakkolwiek dziwnie może to brzmieć) i bardzo kiepskich umiejętnościach malowania powiek - mam świadomość tego jak dalekie są nie tyle nawet od ideału, ale od podstaw makijażu.

Cień Shiseido poleciła mi pani konsultantka w Sephorze. Nie lubię cieni, nie umiem się nimi malować, ale dałam się skusić i wcale tego nie żałuję. Mam jeden tego typu kosmetyk, ale za to jaki:)

Pani doradziła mi piękny odcień zieleni z domieszką złota, czyli GR 711 Serpent. Byłam przekonana, że taki dość ciepły odcień nie będzie mi pasował, a tu miła niespodzianka. Jeżeli ktoś tak ja ma niebieskie oczy i ciemne włosy to może postawić na ten kolor. Jest to odcień dość jasny, raczej na dzień niż na wieczorne wyjście, choć ja akurat tak bym tego nie rozgraniczała, bo kto powiedział, że nie mozna na wieczorne wyjście umalować oka na jasnozielony kolor?:)

Luminizing Satin Eye Color z łatwością nakłada się na powieki. Wystarczą dwa, trzy maźnięcia pędzelkiem i całe oko jest pomalowane.

Przedstawiany cień jest aksamitny, gładki, dobrze napigmentowany i pięknie połyskujący. Nie osypuje się, nie gromadzi się w załamaniach powiek. Wytrzyma niemal cały dzień na powiece bez konieczności robienia poprawek.

Ogólnie jestem bardzo zadowolona z tego cienia. Jakoś przypadkiem odkryłam go na nowo i będę znów używała - taka mała wiosna w zimie, ale rzecz jasna może byś stosowany przez cały rok, nawet do opalonej cery.

Trudno jest mi ocenić czy Shiseido Luminizing Satin Eye Color wystarcza na długo, ale mam go już parę lat (zastanawiam się nawet czy już nie minęła jego data ważności, ale póki co nie mam po aplikacji nic nieprzyjemnego na powiece), a końca nie widać. Według mnie jest wart każdej złotówki na niego wydanej.

Kosztuje 115 zł/2g w Sephorze.

Zostawiam Was ze zdjęciami. Podoba Wam się ten (od)cień?:)

sobota, 23 stycznia 2016

Krem do rąk do bardzo suchej i szorstkiej skóry Evree Deep Moisture

Zimą moje dłonie są w złej kondycji - są mocno wysuszone, nieco popękane. Dlatego postanowiłam wreszcie o nie zadbać - przyznaję, że z regularnością stosowania tego kosmetyku jest u mnie kiepsko.
Krem Evree do bardzo suchej i szorstkiej skóry przeleżał nieużywany kilka miesięcy. Zaraz po kupnie trochę go używałam i nawet zrobiłam mu w czerwcu zdjęcia, bo chciałam o nim napisać, jednak zagubił się w morzu innych kosmetyków. A dziś piszę o Evree po przywróceniu go do łask.
Opis i obietnice producenta:
Głęboko nawilżający krem do rąk do bardzo suchej i szorstkiej skóry.
Wyjątkowa receptura dzięki zawartości olejku canola, kompleksu Hydromanil oraz urea:
 - natychmiastowo i długotrwale nawilży dłonie
 - wygładzi oraz zmiękczy naskórek
 - wzmocni naturalną barierę skóry narażonej na kontakt z detergentami.
Krem szybko się wchłania tworząc na powierzchni skóry ochronny film. Nie pozostawia nieprzyjemnego uczucia lepkości.
Sposób użycia: kilka razy dziennie wmasuj w dłonie.
Uwaga: wydajna formuła - stosuj w małych ilościach.
Przebadany dermatologicznie

Skład:
Aqua (Water), Urea, Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Stearic Acid, Cyclopentasiloxane, Cyclohexasiloxane, Glyceryl Stearate, Dimethicone, Canola Oil, Hydrolyzed Caesalpinia Spinosa Gum, Caesalpinia Spinosa Gum, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Cera Alba (Beeswax), Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Disodium EDTA, Sodium Hydroxide, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Parfum (Fragrance), Benzyl Salicylate, Hydroxycitronellal, Limonene, Alpha-Isomethyl Ionone.

Opakowanie kremu do rąk Evree bardzo mi się podoba, bo jest w moim ulubionym, niebieskim kolorze. Tubka jest poręczna, wygodna w użyciu. Trzeba jednak zbyt mocno jej nie przyciskać ponieważ może wypłynąć zbyt dużo kremu, a wystarczy niewielka ilość - mniej niż na powyższym zdjęciu.

Konsystencja kremu Evree jest dość gęsta, kolor to biel. Zapach jest ledwo wyczuwalny, subtelny i miły dla nosa, ale co to jest nie jestem w stanie zidentyfikować.

Krem stosowałam trochę późną wiosną ubiegłego roku i już wtedy bardzo przypadł mi do gustu. Jednak jego kojące działanie tak naprawdę doceniłam teraz, zimą, kiedy moje dłonie są bardzo suche i szorstkie. Zgodnie z obietnicą producenta Evree działa szybko i bardzo koi i nawilża skórę. Po użyciu dłonie są miękkie i aksamitne. Co dla mnie jest jednak najważniejsze to to, że krem do rąk Evree błyskawicznie się wchłania i co prawda zostawia na skórze powłokę, ale w żadnym wypadku nie jest ona lepiąca się i nie powoduje jakiegokolwiek dyskomfortu. Uczucie nawilżenia trwa długo, nawet po umyciu dłoni.

Krem do rąk do skóry bardzo suchej i szorstkiej Evree można kupić za 7,99 zł/100 ml w Rossmannie oraz w wielu innych drogeriach i sklepach.

Moja mama używała tego kremu przynajmniej raz dziennie, a często dwa albo i trzy razy i wystarczył jej na niemal 3 miesiące stosowania co jest bardzo dobrym wynikiem.

Inny krem do rąk, o ekologicznym składzie, który chciałam Wam polecić, to już opisywany przeze mnie Cedr Syberyjski Planeta Organica:
http://kosmetycznieimodnie.blogspot.com/2014/06/krem-do-rak-planeta-organica-cedr.html

A jakie są Wasze ulubione kremy do rąk?


czwartek, 21 stycznia 2016

Krem pod oczy Vichy Liftactiv

Bohaterem dzisiejszego wpisu jest mój pierwszy krem pod oczy. Co prawda nie mam jeszcze widocznych zmarszczek, ale mam trochę sińców pod oczami, których nie lubię, a i ochrona przeciwzmarszczkowa jest już niezbędna - już czas:) Przed Wami Vichy Liftactiv.

Obietnice i opis producenta:
Przeciwzmarszczkowa pielęgnacja liftingująca skórę wokół oczu.
Wskazania:
Zmarszczki wokół oczu, cienie i worki pod oczami.
Innowacja:
Przeciwzmarszczkowa pielęgnacja z długotrwałym efektem liftingu. Odpowiednia dla skóry wrażliwej.
Skuteczność:
Koryguje zmarszczki wokół oczu. Redukuje cienie i worki pod oczami.
Skóra wrażliwa:
Hipoalergiczna formuła. Zawiera wodę termalną z Vichy o działaniu kojącym i regenerującym.

Skład:
Aqua/Water, Dimethicone, Hydrogenated Polyisobutene, Glycerin, Cetyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Polymethyl Methacrylate, PEG-40 Stearate, Cera Alba/Beeswax, Potassium Cetylphosphate, Stearic Acid, Stearyl Alcohol, Sorbitantristearate, Triethanolamine, Caffeine, Methylparaben, Silica, Sodium Benzoate, Sodium Dextran Sulfate, Myristyl Alcohol, Escin, Palmitic Acid, Rhamnose, Phenoxyethanol, Adenosine, Magnesium Ascorbyl Phosphate, Tocopheryl Acetate, Poloxamer 338, Ascorbylglucoside, Hydrolyzed Riceprotein, Pentylene Glycol, Code F.I.L. B50701/1.

Opakowanie i tubka w której jest krem są typowe dla marki Vichy - minimalistyczne i stonowane.
Tubka jest poręczna i wygodna w użyciu. Nie ma problemów z aplikacją kremu, którego wydobywa się niewiele.
Krem na nieco żelową konsystencję, jest biały, raczej bezzapachowy, choć ja wyczuwam bardzo delikatną apteczną woń.
Vichy Liftactiv łatwo się rozprowadza i szybko wchłania, a jak wiecie to ostatnie jest dla mnie najważniesze.
Nawet jeśli odrobina kremu dostanie się do oka nie powoduje to żadnego podrażnienia ani dyskomfortu.

Vichy Liftactiv stosuję od niemal trzech miesięcy. Zawsze rano, wieczorem nieraz zdarza mi się go nie nakładać, ale to nie wina zapominalstwa, ale tego, że chociaż nocą chcę dać skórze nieco odpocząć od kosmetyków.

Tak jak już pisałam nie mam jeszcze widocznych zmarszczek wokół oczu więc w tej kwestii nie mogę się wypowiadać czy krem istotnie działa. Natomiast na pewno zniwelował cienie pod oczami i sprawił, że skóra pod oczami jest dużo bardziej nawilżona, wcześniej różnie z tym bywało.

Jestem zadowolona z tego kremu, ponoć jest to doskonały kosmetyk na pierwszy krem pod oczy. Myślę, że prawdopodobnie jeszcze do niego wrócę kiedy skończy mi się ta tubka.

Używam Liftactiv od około trzech miesięcy, a jeszcze wystarczy mi na długo, pewnie jeszcze na 3 miesiące. Po skończeniu tego opakowania edytuję później post i napiszę na jak długo mi wystarczył.

Cena waha się w granicach 65 - 85 zł/15 ml w aptekach badź w internecie.

środa, 20 stycznia 2016

Manicure hybrydowy - za i przeciw

Nie przepadam za sztucznym wyglądem do którego zaliczam solarium, tipsy, doczepiane włosy, sztuczne rzęsy, itp. Z klasyfikacją manicure hybrydowego zawsze miałam problem ponieważ często wyglądają tak, że nie sposób odróżnić je od paznokci pomalowanych zwyklym lakierem. 
Dwa lata temu zrobiłam pierwsze, bardzo nieudane zresztą, podejście do "hybryd". Założyłam je na święta wielkanocne. Były w odcieniu pastelowego różu i były tak nałożone, że nie wyglądały zbyt naturalnie. Ale nawet to bym zniosła gdyby nie paznokciowa tragedia jaka ukazała się moim oczom po zdjęciu tego manicure. Płytka po zdrapaniu hybryd była zniszczona, słaba, były na niej pęknięcia. Powiedziałam sobie wtedy: nigdy więcej sztucznych paznokci! Ale przed Bożym Narodzeniem dałam się namówić mojej kosmetyczce na hybrydy i tym razem było już zdecydowanie lepiej, zapewne głównie dzięki lepszej technice i płynom, które mają za zadanie ściągnąć hybrydę. Ponownie nałożyła mi je tuż przed Sylwestrem, choć te pierwsze dobrze się trzymały. Teraz po 2 tygodniach od zdjęcia bohaterów dzisiejszego wpisu chciałam się z Wami podzielić moimi przemyśleniami czy warto robić manicure hybrydowy.

Za:
 - na co najmniej tydzień, a często i dwa tygodnie, paznokcie mają piękny, lśniący kolor, który nie wymaga poprawek, ale to zależy rzecz jasna od płytki i prac, które się wykonuje, bo w moim przypadku końcówki przez stukanie w klawiaturę (a nie mam długich paznokci) i prace domowe po tygodniu nieco matowieją;
 - wygoda - z głowy mam malowanie i zmywanie lakieru;
 - brak odprysków - nie ma dla mnie nic gorszego od nawet małego odprysku;
 - manicure hybrydowy, szczególnie w porównaniu z tipsami, żelami, itp. wygląda według mnie ładnie i naturalnie;
 - jest komfortowy w noszeniu - kiedyś miałam tipsy (dawno, bo w LO) to przez cały czas się bałam, że o coś nimi zahaczę, że się złamią, itp.

Przeciw:
 - płytka paznokcia jest zauważalnie słabsza i cieńsza - a i tak stan moich paznokci jest obecnie lepszy niż dwa lata temu kiedy pierwszy raz zdecydowałam się na założenie hybryd, ale ich stan pozostawia trochę do życzenia;
 - hybrydy są trwałe, ale jeśli takiej perfekcjonistce jak ja odpryśnie parę milimetrów kwadratowych to wtedy jest dramat - sama tego ani nie zmyję, ani nie poprawię - oczywiście co innego dziewczyny, które same robią sobie manicure hybrydowy w domu;
 - należy robić przerwy - ponoć najlepiej trzy serie i parę tygodni przerwy, wtedy paznokcie mają czas na regenerację;
 - po paru dniach, zwłaszcza jeśli się wykonuje sporo prac domowych lakier nieco matowieje, szczególnie na końcówkach;
 - noszenie jednego koloru przez tydzień i dłużej może się znudzić.

Manicure hybrydowy mam zamiar stosować jedynie na święta i różne uroczystości kiedy to nie chcę martwić się odpryskami. Na co dzień jednak zostanę przy malowaniu paznokci odżywką bądź zwykłymi lakierami.

A jakie są Wasze doświadczenia z manicure hybrydowym? Wiem, że jedna z Was jest wielką fanką tego typu paznokci i poniekąd to dzięki jej namowom zdecydowałam się na ten zabieg kosmetyczny - pozdrawiam Cię, Agaraszko:)

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Hibiskusowy tonik do twarzy Sylveco

O kosmetykach Sylveco słyszałam wiele dobrego, ale dopiero jakoś jesienią podczas zakupów na Triny kupiłam pierwszą rzecz tej firmy. Mój wybór padł na tonik hibiskuskowy po którym nie spodziewałam się za wiele, a pozytywnie mnie zaskoczył, choć nie jest to też jakaś rewelacja.
Opis i obietnice producenta:
Hypoalergiczny, delikatny tonik do twarzy, z ekstraktami hibiskusa i aloesu o działaniu ochronnym, rewitalizującym i wzmacniającym, przeznaczony do każdego rodzaju cery, Dzieki dużej zawartości składników nawilżających skutecznie zabezpiecza skórę przed utratą wilgoci, zapewniając jej odpowiedni poziom nawodnienia. Tonik, o lekkiej żelowej formule, odświeża i zmiękcza, łagodzi podrażnienia. Uzupełnia demakijaż, może być stosowany wielokrotnie w ciągu dnia na twarz, szyję i dekolt. Pozostawia skórę wyraźnie czystą i promienną, przygotowując ją do dalszych etapów pielęgnacji. Przebadany dermatologicznie.

Hibiskus (łac. Hibiscus rosa-sinensis) - zwany jest ketmią albo różą chińską. Najwięcej dobroczynnych składników gromadzi w kielichach kwiatu. Jest bogaty w antocyjany, polifenole i flawonoidy, czyli głównie związki o charakterze antyoksydantów. Ponadto zawiera witaminę C i kwasy organiczne, dzięki temu chroni przed powstawaniem "pajączków" i wzmacnia ścianki naczyń krwionośnych . Działa ujędrniająco, łagodząco i zmiękczająco, również delikatnie złuszcza naskórek.
Aloes zwyczajny (łac. Aloe vera) - od wieków aloes był stosowany miejscowo do leczenia ran i różnych chorób skóry. W składzie soku znajduje się naturalny kwas salicylowy o właściwościach przeciwbólowych, ponadto aloes wykazuje działanie przeciwbakteryjne , przeciwzapalne, regeneruje komórki całego organizmu. Miejscowo żel aloesowy przykłada się na oparzenia (słoneczne), a także zmiany trądzikowe i łuszczycowe. Sok z aloesu koi, łagodzi zaczerwienienia i podrażnienia, stymuluje komórki do szybszej regeneracji.
Skład:
Aqua, Hibiscus Rosa-Sinensis Flower Extract, Glycerin, Xylitol, Panthenol, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Coco-Glucoside, Benzyl Alcohol, Xanthan Gum, Phytic Acid, Dehydroacetic Acid.

Tonik hibiskusowy Sylveco jest w poręcznej, plastikowej, ciemnej buteleczce. Niestety nie widać ile go ubywa. Zamykany na zatrzask. Ma ładną szatę graficzną.

Tonik ma kolor czerwony, posiada żelową i gęstą konsystencję.

Jeśli chodzi o zapach nie jest intensywny. Ja wyczuwam woń jakichś bliżej nieokreślonych roślinnych wyciagów, zapewne aloesu i hibiskusa, ale niestety nie znam tych zapachów.

Po aplikacji na twarz cera jest wyraźnie nawilżona i nieco bardziej promienna. Nie pozostawia uczucia ściągnięcia skóry, ale niestety po zastosowaniu jest lepka warstwa po której co prawda po paru minutach nie ma śladu, ale nie znoszę wszelkiego rodzaju "lepkości" na twarzy.

Dla mnie tonik Sylveco jest uzupełnieniem demakijażu. Po zmyciu makijażu mleczkiem Mixa stosuję właśnie przedstawiany dziś kosmetyk, po którym jeszcze stosuję wodę różaną Dabur. Dzięki temu mam pewność, że wszystko jest dokładnie zmyte. Natomiast według mnie ten produkt nie nadaje się do tego, aby jako jedyny zmywać makijaż, może być co najwyżej uzupełnieniem. Natomiast bardzo dobrze oczyszcza cerę i "zbiera" to co zostało po płynie do demakijażu.

Wydajność to zdecydowanie najmocniejsza strona tego kosmetyku. Nie wiem czy to za sprawą żelowej konsystencji, ale jedna mała, bo mieszcząca zaledwie 150 ml toniku, buteleczka wystarczy bez problemu na prawie trzy miesiące codziennego wieczornego stosowania (zazwyczaj na tonik Sylveco przeznaczam 3 płatki do demakijażu).

Cena to ok. 15 - 16 zł/150 ml w różnego rodzaju sklepach internetowych bądź stacjonarnych z naturalnymi kosmetykami.

Mimo iż jest to niezły kosmetyk o naturalnym składzie i niskiej cenie (biorąc pod uwagę jego zadziwiającą wręcz wydajność) nie powrócę do niego. Dla mnie uzupełnienie demakijażu i usunięcie resztek tego co zostało na twarzy to zbyt mało - to samo potrafią inne produkty. Poza tym dla mnie niezwykle istotny jest komfort stosowania kosmetyku, a tonikowi Sylveco nie mogę darować tego, że zostawia na mojej skórze tę okropną lepką warstwę.

sobota, 9 stycznia 2016

Co mówią statystyki, czyli najpopularniejsze wpisy 2015 roku

Miałam już nie robić żadnych podsumowań minionego roku, ale przeszukując archiwum bloga znalazłam wpis ze stycznia 2015 r. w którym jeszcze raz wróciłam do tego co najbardziej Was u mnie zainteresowało i stwierdziłam, że to był nawet ciekawy post. Zresztą statystyki odwiedzin również to potwierdzają:)
A statystyki mówią ciekawe rzeczy. Do tej pory jest dla mnie wielką zagadką dlaczego najpopularniejszym wpisem w historii bloga jest ten dotyczący wycofanej już ze sprzedaży kuracji przeciw wypadaniu włosów Inneov Densilogy lub numer dwa, czyli Sunkiss L'Oreal, który kojarzy mi się jak najgorzej, bo niepotrzebnie rozjaśniłam swoje włosy.

Ale ad rem - oto lista 10 najpopularniejszych wpisów na moim blogu w 2015 roku:

1. Benefit POREfessional - baza pod makijaż zmniejszająca widoczność porów
Miejsce pierwsze jest moim wielkim zaskoczeniem. Żałuję teraz, że był to wpis zrobiony nieco na odwal i nie ma ładnych zdjęć, ale do głowy by mi nie przyszło, że akurat ten, a nie inny kosmetyk zainteresuje Was najbardziej. Nawet go już nie używam, bo ta opisywana tubka była zarazem moją ostatnią. Ale jak zaznaczyłam we wpisie - uważam POREfessional za zbędny i zbyt drogi kosmetyk. Możecie sobie jeszcze raz przeczytać o tej bazie pod makijaż:
http://kosmetycznieimodnie.blogspot.com/2015/01/benefit-porefessional-baza-pod-makijaz.html

2. Październikowe nowości - Benefit, MAC, L'Occitane, New Balance, Sisley, Vagabond
W październiku kupiłam sporo fajnych rzeczy więc akurat popularność tego wpisu w ogóle mnie nie zdziwiła, a już najpiękniejsze z pięknych są te granatowe baletki z Vagabond:
http://kosmetycznieimodnie.blogspot.com/2015/11/pazdziernikowe-nowosci-benefit-mac.html

3. Wygładzający szampon z keratyną Brazilian Keratin Smooth Organix
To spore zaskoczenie, że tak popularny był wpis o jednym z wielu szamponów jakie stosowałam. Całkiem niezły, a popularność zapewne wynika z faktu, że sama szukałam o nim informacji i nic nie mogłam znaleźć więc pewnie byłam pionierką pisania recenzji o tym kosmetyku:
http://kosmetycznieimodnie.blogspot.com/2015/05/wygadzajacy-szampon-z-keratyna.html

4. 4 październikowe dni w Budapeszcie
Liczyłam, że to właśnie post o mojej podróży do stolicy Węgier będzie najpopularniejszy, a tu poza podium:( Jednak myślę, że jeszcze sporo osób będzie do niego zaglądać, bo do tego wpisu przyłożyłam się jak do żadnego innego. Zerknijcie jeszcze raz dlaczego warto jechać do Budapesztu:
http://kosmetycznieimodnie.blogspot.com/2015/11/4-pazdziernikowe-dni-w-budapeszcie.html

5. Lipcowe nowości - kosmetyczne i nie tylko
W lipcu też kupiłam sporo fajnych rzeczy. Poza tym tego rodzaju wpisy na większości blogów należą do najpopularniejszych.
http://kosmetycznieimodnie.blogspot.com/2015/08/lipcowe-nowosci-kosmetyczne-i-nie-tylko.html

6. Ja i moje fryzury na przestrzeni ostatnich 9 lat
Nie da się ukryć, że na przestrzeni ostatnich lat sporo eksperymentowałam z włosami - głównie nieco je rozjaśniałam lub dość krótko obcinałam. Ale kiedy patrzę na te wszystkie zdjęcia wreszcie widzę w jakiej fryzurze mi najlepiej, czyli w długich, naturalnie ciemnych. Zresztą same zobaczcie:
http://kosmetycznieimodnie.blogspot.com/2015/03/ja-i-moje-fryzury-na-przestrzeni.html

7. Matowa pomadka Bourjois Rouge Edition Velvet 05 Ole Flamingo!
Cieszą się, że tyle z Was było zainteresowanych tym pięknym odcieniem fuksji od Bourjoisa. Daje naprawdę spektakularny efekt:
http://kosmetycznieimodnie.blogspot.com/2015/06/matowa-pomadka-bourjois-rouge-edition.html

8. Błyszczyk powiększający usta Lip Fusion odcień Sweet
Piękny, bladoróżowy błyszczyk, który pięknie pachnie, a nawet tak smakuje, ale co ważniejsze rzeczywiście powiększa usta. Wyglądają wspaniale po zastosowaniu tego kosmetyku. Zresztą zerknijcie:
http://kosmetycznieimodnie.blogspot.com/2015/03/byszczyk-powiekszajacy-usta-lip-fusion.html

9. Jesienna pielęgnacja włosów, twarzy i ciała
Tego typu wpisy również chętnie u mnie odwiedzacie więc czas, aby zrobić taki na temat kosmetyków, które najchętniej wybieram zimą. Link do jesiennego posta:
http://kosmetycznieimodnie.blogspot.com/2015/10/jesienna-pielegnacja-wosow-twarzy-i-ciaa.html

10. L'Oreal Casting Sunkiss 01 średni brąz użyte przez posiadaczkę włosów bardzo ciemnych - rok po zastosowaniu
Czyli rzecz o kosmetyku, którego wolałabym nigdy nie poznać. To przez niego przyszło mi do głowy, żeby rozjaśnić włosy zamiast dbać o swoje ciemne i naturalne. Odradzam stosowanie!:
http://kosmetycznieimodnie.blogspot.com/2015/07/loreal-casting-sunkiss-01-sredni-braz.html


Czy te z Was, które prowadzą blogi również są zdziwione tym, że niektóre wpisy robione nieco jako "zapychacze" okazały się wielkimi hitami, a te, które miały być w pierwszej dziesiątce nie cieszyły się nawet umiarkowanym zainteresowaniem?

A Wam jakie wpisy na moim blogu podobają się najbardziej? Czekam na Wasze sugestie:)

Miłego weekendu:)

czwartek, 7 stycznia 2016

Krem nawilżający Korres Almond Blossom do skóry suchej i bardzo suchej

Mam nowy ulubiony nawilżający krem do twarzy. Sampar Essentials So Much To Dew został zdetronizowany, choć jest to bardzo dobry kosmetyk, który Wam mogę polecić z czystym sumieniem:
http://kosmetycznieimodnie.blogspot.com/2014/11/krem-na-dzien-sampar-essentials-so-much.html
Dziś przedstawiam Wam najlepszy dla mnie w tej chwili nawilżający krem do twarzy z wyciągiem z kwiatu migdałowca. Zachwycił mnie od pierwszego zastosowania swoim pięknym zapachem, działaniem i tym, że obietnice producenta zostały spełnione w 100%.


Opis i obietnice producenta:
Nowa linia pielęgnacji twarzy z wyciągiem z kwiatu migdałowca zapewnia długotrwałe nawilżenie dzięki trzem naturalnym działaniom:
 - Głębokie nawilżenie
Ekstrakt z kwiatu migdałowca jest bogaty w aminokwasy, taniny i flawonoidy, podczas gdy olej z migdałów posiada właściwości nawilżające, odżywiające i łagodzące. Proteiny migdałów przyczyniają się do regulowania poziomu nawodnienia skóry, a drobnocząsteczkowy kwas hialuronowy maksymalizuje poziom nawilżenia w górnych warstwach skóry.
 - Wiązanie cząsteczek wody w skórze
Owies szorstki zawiera naturalne polimery, które tworząc film na powierzchni skóry, poprawiają poziom nawilżenia skóry. Zawiera substancje wiążące wodę, które pod względem chemicznym przypominają Naturalny Czynnik Nawilżający skóry (NMF).
 - Zapobieganie transepidermalnej utracie wody
Wielkocząsteczkowy kwas hialuronowy tworzy na powierzchni skóry ochronny film, który nawilża i zapobiega utracie wody, podczas gdy lecytyna wpływa na utrzymanie blaszkowej struktury naskórka i redukuje transepidermalną utratę wody.

Skład:
Aqua/Water/Eau, Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Cetearyl Alcohol, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Isononyl Isononanoate, Glyceryl Stearate Citrate, Cetyl Palmitate, Prunus Armeniaca (Apricot) Kernel Oil, Squalane, Methylpropanediol, Distarch Phosphate, Hydrogenated Polydecene, Olea Europaea (Olive) Oil Unsaponifiables, Ammonium Acryloyldimethyltaurate/VP Copolymer, Ascorbyl Palmitate, Avena Sativa (Oat) Kernel Extract, Avena Strigosa Seed Extract, Caprylyl Glycol, Cetearyl Glucoside, Citric Acid, Glyceryl Caprylate, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Hydrogenated Vegetable Oil, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Lecithin, Limonene, Parfum (Fragrance), Phenoxyethanol, Phenylpropanol, Potassium Sorbate, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Flower Extract, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Protein, Sodium Hyaluronate, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Tocopherol, Tocopheryl Acetate, Xanthan Gum.

Organiczny, grecki ekstrakt z kwiatu migdalowca - nawilżający i łagodzący, bogaty w aminokwasy, taniny i flawonoidy.
Olej ze słodkich migdałów - nawilża i odżywia skórę.
Proteiny słodkich migdałów - nawilżenie, hydroregulacja, łagodzenie, odnowa.
Kwas hialuronowy małocząsteczkowy - nawilżenie warstwy rogowej naskórka.
Kwas hialuronowy wielkocząsteczkowy - nawilża skórę i chroni przed utratą wody, poprzez tworzenie ochronnego filmu na skórze.
Ekstrakt z owsa szorstkiego - nawilża, redukuje transepidermalną utratę wody.

Z marką Korres nie miałam nigdy wcześniej do czynienia, poza jakimiś pojedyńczymi próbkami. Aż dostałam od św. Mikołaja tak zachwalany krem z linii Almond Blossom. Zresztą takie było moje życzenie - miałam już jedną próbkę tego kosmetyku, a że chciałam spróbować czegoś innego to zasugerowałam właśnie Korres.

Swoją drogą aż do chwili otrzymania tego kremu myślałam, że Korres to marka amerykańska, a tu proszę, grecka:)

Almond Blossom przypadł mi do gustu od pierwszego wejrzenia, powąchania i użycia.

Korres ma bardzo ładny design - minimalistyczne są tekturowe opakowanie i słoiczek z kremem, kolory i grafika zostały idealnie wręcz dobrane.

Zapach jest obłędny - bez wątpienia czuć migdały i jakiś powiew świeżości. Po nałożeniu na skórę aromat jest nadal wyczuwalny, ale bardzo subtelny. Nie ma w nim nic drażniącego.

Korres Almond Blossom ma gęstą konsystencję masła, aksamitną i delikatną, która idealnie się rozprowadza. Wystaczy niewielka ilość.

W przypadku kremów kluczowa jest dla mnie zawsze kwestia szybkości wchłaniania. Kosmetyk może być nie wiem jak cudny, ale jak szybko nie wsiąknie w skórę to nie jest dla mnie. Nienawidzę mieć na skórze tłustej powłoki, która długo się na niej utrzymuje i nie może być bazą pod makijaż, bo zaraz na nałożeniu podkładu krem się zroluje. Korres wchłania się niemal natychmiast i po 5 minutach mogę zrobić pełny makijaż. Ale że ostatnio dość rzadko używam podkładu to doskonale czuję jak moja cera jest nawilżona i odprężona - najdrobniejsze zmarszczki mimiczne zniknęły, a niestety już takowe zaczęły się u mnie pojawiać między brwiami. Uczucie nawilżenia utrzymuje się cały dzień bez tego wstrętnego tłustego filmu jak w przypadku nałożenia innych kremów. Moja sucha skóra kocha Korres Almond Blossom:)

Cena regularna to 125 zł/40 ml w Sephorze. Kremu Korres używam codziennie od miesiąca i zużyłam ok. 1/4 bądź 1/5 słoiczka. Kiedy go skończę to edytuję ten wpis i napiszę na ile dokładnie mi wystarczył. Zgodnie z obietnicą edytuję i melduję, że krem Korres o pojemności 40 ml wystarczył mi na ponad trzy i pół miesiąca codziennego stosowania.

A Wy miałyście coś z Korres?

Miłego wieczoru:)

sobota, 2 stycznia 2016

Kosmetyczne odkrycia roku 2015

W minionym roku kupiłam wiele nowych kosmetyków, niektóre z nich polubiłam bardzo, niektóre mniej, a jeszcze inne nie były warte wydanych na nie pieniędzy. W dzisiejszym wpisie skupię się na tych produktach, które były naprawdę super, ekstra i wspaniałe, czyli na moich odkryciach roku 2015.

Odbudowujący szampon i odżywka do włosów suchych i zniszczonych Aromakologia L'Occitane
Długo szukałam idealnej pielęgnacji dla moich włosów, a szampony zmieniałam często - jeden mi się kończył, a ja kupowałam kolejny, już inny i nie wracałam do poprzedniego. Teraz już zakończyłam poszukiwania, bo wiem, że najlepsza odżywka i szampon to te marki L'Occitane. Wysoką cenę jestem w stanie zaakceptować ze względu na wspaniałe rezultaty - miękkie, błyszczące i zdrowe włosy.
Jeszcze nie pisałam o odżywce, ale za to pisałam o szamponie Aromakologia L'Occitane:

Energetyzująca mgiełka do ciała Biotherm Eau D'Energie
Minione lato zapamiętam jako jedno z najbardziej upalnych jakie pamiętam. Jedynym zapachem jaki według mnie pasował do tak tropikalnej pogody była pomarańczowo - brzoskwiniowa dawka energii marki Biotherm. To naprawdę śliczny, subtelny zapach przeznaczony nie tylko na dni kiedy temperatura oscyluje wokół 30 stopni ciepła, a raczej gorąca:
http://kosmetycznieimodnie.blogspot.com/2015/08/energetyzujaca-mgieka-do-ciaa-biotherm.html

Krem do twarzy wysoka ochrona Lancaster Sun Beauty SPF 50 
W tak upalne lato musiałam mieć naprawdę świetny kosmetyk, który będzie chronił moją cerę. Marka Lancaster nie jest zbyt znana, ale na ochronie przeciwsłonecznej zna się jak mało kto. Krem wchłania się błyskawicznie i jest bardzo wydajny, a o skutkach stosowania tak naprawdę przekonam się za kilka, kilkanaście lat:
http://kosmetycznieimodnie.blogspot.com/2015/08/lancaster-sun-beauty-spf-50-krem-do.html

Krem nawilżający do skóry suchej Korres Almond Blossom
Ponad rok uważałam za najlepszy krem do twarzy na dzień Sampar Essentials So Much To Dew, ale dostałam od św. Mikołaja kosmetyk, który okazał się być jeszcze lepszy od mojego dotychczasowego ulubieńca. Moim faworytem końca roku 2015 jest Korres Almond Blossom. Przyznam, że dotychczas nie miałam do czynienia z tą marką, oprócz próbek, a tu pierwszy kosmetyk i od razu tak doskonały. W czym tkwi fenomen mojego nowego kremu do twarzy napiszę Wam już za parę dni.

Tusz do rzęs Benefit Roller Lash
Jestem wielką fanką kosmetyków amerykańskiej marki Benefit. A niedawno wprowadzony na rynek tusz Roller Lash to jeszcze jeden powód do tego, aby tak chwalić tę firmę. Wspaniale podkręca, pogrubia i wydłuża rzęsy. Już nie muszę szukać innych tuszy, bo ten jest doskonały. Niedługo postaram się napisać więcej o tym kosmetyku.

Błyszczyk powiększający usta ArtDeco Hydra Lip Booster odcień 38
Zdecydowanie najwięcej posiadam różnego rodzaju kosmetyków do ust. A jak jeszcze producent obiecuje, że powiększa usta, to już z pewnością prędzej czy później (choć raczej prędzej:)) taki specyfik będzie mój. Nie inaczej było z błyszczykiem ArtDeco, który delikatnie powiększa usta i ma subtelny kolor:
http://kosmetycznieimodnie.blogspot.com/2015/10/byszczyk-artdeco-hydra-lip-booster.html

Błyszczyk do ust Clarins Instant Light 05 Candy Shimmer
O błyszczykach do ust Clarins Instant Light czytałam i słyszałam tyle dobrego, że postanowiłam również kupić ten kosmetyk. I dołączam do grona wielbicielek - pięknie pachnie, a po nałożeniu usta są nawilżone, pełne i ponętne:
Małe, metalowe pudełeczko w którym jest kosmetyk wystarczający na ponad pół roku intensywnego stosowania i jeszcze bardziej intensywnej regeneracji suchych lub/i spierzchniętych ust. Idealny na każdą porę roku. Dzięki niemu usta są nawilżone i gładkie:
http://kosmetycznieimodnie.blogspot.com/2015/05/sephora-silnie-wygadzajacy-balsam-do-ust.html

Matowa pomadka Bourjois Rouge Edition Velvet odcień 05 Ole Flamingo!
Nie ma to jak intensywna, piękna fuksja na ustach:) A na dodatek bardzo trwała, choć co za tym idzie trudna do zmycia - trzeba użyć bardziej specjalistycznych kosmetyków do demakijażu. Jednak efekty są warte wszystkiego:
http://kosmetycznieimodnie.blogspot.com/2015/06/matowa-pomadka-bourjois-rouge-edition.html

Rajstopy w sprayu Sally Hansen Airbrush Legs odcień Medium Glow
O mały włos zapomniałabym o tak świetnym kosmetyku - dlatego nie ma go na zdjęciu głównym. Zdecydowanie zasługuje na wyróżnienie. Używałam go tylko w maju i w pierwszych dniach czerwca kiedy to ta część mojego ciała była słabo opalona (zresztą od zawsze tak mam - reszta opalona, a nogi białe). Daje naturalny i trwały efekt opalonych nóg. Kilka razy słyszałam pytanie: "A gdzie tak nogi opaliłaś?" Nie zostawia smug i dzięki niemu nogi prezentują się naprawdę spektakularnie:
http://kosmetycznieimodnie.blogspot.com/2015/05/aibrush-legs-sally-hansen-odcien-medium.html

Znacie któreś z moich odkryć minionego roku?

Przy okazji życzę Wam wszelkiej pomyślności i spełnienia marzeń w Nowym Roku 2016!:)