wtorek, 28 czerwca 2016

Upał i burza

Już tak dawno nie było żadnej stylizacji na blogu więc wreszcie nadrabiam zaległości.
W minioną niedzielę po południu w Warszawie był upał, a później burza z ulewą. Na zdjęciach widać ciemne chmury, ale na szczęście udało się uciec przed ulewnym deszczem i burzą:)
Wiem, że połączenie wysokich obcasów i krótkich szortów może być dyskusyjne, ale przy tak wysokiej temperaturze czuję się usprawiedliwiona.

Bluzka - Wólczanka
Szorty - Zara
Buty - Nando Muzi
Torebka - Salamander 
Okulary przeciwsłoneczne - Ray-Ban 

środa, 22 czerwca 2016

Wyniki konkursu w którym były do wygrania dwa bony na zakupy w Sephorze każdy o wartości 100 zł i nowy konkurs z tymi samymi nagrodami

Bardzo Was przepraszam za to, że z opóźnieniem podaję wyniki konkursu w którym były do wygrania dwa bony na zakupy w Sephorze o wartości 100 zł każdy.  A już zwyciężczynie na pewno mi wybaczą:)

A oto i one:
Wygrały: 
 - Natalia - Juicy Raspberry
 - Pink Lipstick
Dziewczynom gratuluję i proszę o kontakt ze mną: martaa.borzecka@gmail.com

Ale tradycyjnie już zachęcam te z Was, którym się nie udało do ponownego wzięcia udziału w konkursie - nagrody są takie same (to również już jest tradycja:))

Warunki udziału w konkursie:
1. Pod tym postem musicie wyrazić chęć udziału w konkursie.
2. Musicie także zostać obserwatorami publicznymi mojego bloga.

Oraz do wyboru:
1. Dodanie kilku komentarzy pod dowolnie wybranymi wpisami.
2. Dodanie adresu mojego bloga do blogrollu jeśli posiadacie własny blog.
3. Obserwowanie mnie na Instagramie:
https://www.instagram.com/borzeckamarta/

Wyniki ogłoszę 15 lipca.

Miłego wieczoru:)

sobota, 18 czerwca 2016

Dżem truskawkowy

Ponieważ w tym roku zbiory truskawek zakończą się dużo wcześniej, bo już za kilka dni (przynajmniej w mojej części Mazowsza), to ostatni moment, aby podzielić się z Wami moim przepisem na dżem truskawkowy. Pierwszy raz ten specjał zrobił rok temu i nawet nieźle mi to wyszło. Zrobiłam kilka wersji - inne proporcje, sposób przygotowania - teraz już wiem jak taki dżem zrobić, aby był jak najlepszy.

Składniki (wychodzi 8 - 9 słoiczków o pojemności 300 ml):
 - 2 kg truskawek
 - 60 dag cukru (można go użyć mniej lub nieco więcej) - choć większa ilość cukru to chyba nawet dla mnie byłaby za słodka
 - 1 żelfix 3:1 (opakowanie Oetkera ma 40 g)
 - dwie cytryny z których wyciskamy sok.

Sposób przygotowania:
1. Dokładnie myjemy truskawki pod bieżącą wodą, usuwamy szypułki, układamy je czekając aż ścieknie z nich woda.
2. Truskawki kroimy na pół, przekładamy je do garnka, zasypujemy cukrem i wstawiamy na noc (na minimum 8 - 9 godzin) na najniższą półkę lodówki lub w inne, chłodne miejsce.
3. Następnego dnia truskawki zagotowujemy na wolnym ogniu przez około dwóch godzin i w trakcie dodajemy sok z cytryn.
4. Odstawiamy na parę godzin (3 - 5).
5. Znów gotujemy truskawki przez co najmniej godzinę i dodajemy do nich żelfix.
6. Jeszcze gorący dżem przelewamy do wyparzonych słoiczków i szczelnie je zakręcamy.
7. Słoiczki gotujemy przez 5 minut na wolnym ogniu w dużym naczyniu wyłożonym tekturą i wypełnionym wodą.
8. Po wyjęciu z naczynia słoiczki na co najmniej kwadrans odwracamy dnem.

I gotowe:)

środa, 15 czerwca 2016

Clinique Happy Heart - szlachetna prostota

Dziś chciałam Wam zaprezentować perfumy, które znam już od ponad dekady. Pierwszy flakon Clinique Happy Heart, bo to właśnie bohater wpisu, miałam bodajże w II klasie liceum. I mimo upływu lat nadal bardzo mi się podoba. I to dzięki nim dowiedziałam się czym są szyprowe nuty. Czy to tylko wspomnień czar? O tym możecie przeczytać dalej.
Opis producenta (dosłowne brzmienie):
Kwiatowy zapach, który daje szczęście i dreszcze emocji. Naręcze kwiatów. Krzty ciepła. Wyśmienitą mieszankę emocji noszonej ze szczęściem. Perfumy, które stawiają szczęście pod znakiem miłości namiętnej i wrażliwej kobiety, dojrzewającej przez doświadczenia życia i słuchającej swojego serca.

Nuty zapachowe i typ:
Typ: szyprowo - kwiatowy
Nuta głowy: ogórek, nuta "górskiego powietrza", mandarynka
Nuta serca: hiacynt wodny, żółty pierwiosnek
Nuta bazowa: jasne drewno, sandałowiec.
Kosmetyków marki Clinique nie lubię - właśnie w czasach licealnych miałam kiepski podkład i mascarę tej firmy, a słynne "3 kroki" okazały się być w moim przypadku bublem. I nie, nie trafiłam na podróbki, bo te kosmetyki kupiłam w Sephorze. Jednak jest jedna rzecz w ofercie Clinique do której z przyjemnością powracam, czyli piękny, świeży zapach jakim jest Happy Heart.

Tym co spodobało mi się od pierwszego wejrzenia był flakon tych perfum - minimalistyczny, prosty i elegancki. Bardzo, ale to bardzo w moim stylu. Kolor to subtelne połączenie pastelowego różu i pomarańczowego - chyba z dwa miesiące szukałam kwiatów, które będą pasowały do dzisiejszego wpisu:)

Sam zapach jest tym co najbardziej lubię w amerykańskich perfumach - jest prosty, subtelny i ma w sobie coś co nosi nazwę "aseptyczność" - czystość i nieskazitelność. To właśnie taki zapach idealnie pasowałby do Carolyn Bessette - Kennedy - jeśli któraś z Was czyta mojego bloga od początku to wie, że ta nieżyjąca już synowa słynnego amerykańskiego prezydenta jest dla mnie ikoną stylu.To ona była kwintesencją aseptyczności. Zresztą możecie wrócić do wpisu, który jej poświęciłam:
https://kosmetycznieimodnie.blogspot.com/2014/04/ikona-stylu-carolyn-bessette-kennedy-i.html

Długo nie wiedziałam co oznacza, że perfumy są szyprowe, ale teraz po latach wiem, że to właśnie Happy Heart jest kwintesencją tej tajemniczej "szyprowości". Otóż szypr to akord zapachowy, który jednak nie jest samodzielnym składnikiem. Tworzą go najczęściej nuty tak kwiatowe, jak i drzewne, czasem z domieszką owoców, najczęściej w kombinacji cytrusy-kwiaty-mech dębowy. To nietypowa i specyficzna kompozycja, która nie każdemu przypadnie do gustu i ja nie jestem jej fanką, a jedynym wyjątkiem jest opisywany Clinique Happy Heart. Otóż nuty szyprowe nie są tu dominujące, choć wyraźnie czuć i cytrusy, i kwiaty, jak i mech - są jakby nieco przytłumione, przysłonięte przez sandałowiec i jak to określił producent nutę górskiego powietrza. Całość to wyrafinowany, szlachetny i minimalistyczny zapach, który jest idealny na dzień - do pracy, szkoły, kościoła. Ale nie jest to jeden z wielu zwykłych i płaskich "świeżaków" dzięki swojej szlachetności i wyrafinowanej prostocie.

Happy Heart kojarzy mi się z wiosną, latem, młodością i beztroską - jednak czasy licealne i studenckie zostawiły swój ślad na tej kompozycji:) Ale perfumy pasują nie tylko nastolatkom i bardzo młodym kobietom przecież jak określił to producent są dla kobiety "dojrzewającej przez doświadczenia":)

Clinique Happy Heart jest bardzo trwały - na skórze utrzymuje się nawet następnego dnia, ponad dobę. Jest to zarazem jeden z najtrwalszych zapachów jakie miałam okazję używać.

A teraz perfumowa historia - jak może pamiętacie przy każdej recenzji staram się napisać z czym bądź kim kojarzy mi się opisywany zapach. Clinique Happy Heart kojarzy mi się nie tylko z noszącą się bardzo minimalistycznie śp. Carolyn Bessette-Kennedy, ale z młodą mieszkanką Nowego Jorku pochodzącą z zamożnego domu (pewnie w stylu "Plotkary", ale nie oglądałam tego serialu) coś w klimacie młodych, bogatych, beztroskich i uczących się w prywatnych szkołach nowojorczyków ze "Szkoły uwodzenia" (swoją drogą uwielbiam filmy dla młodzieży z lat 90. i początku tego wieku made in USA). I coś mi się wydaje, że nadal, mimo upływu wielu lat od premiery Happy Heart, pachnie nim całkiem sporo mieszkanek Manhattanu. Kiedyś bardzo chciałam mieszkać w Nowym Jorku, a Wy? I przyznaję, że nawet kiedyś bywałam na Manhatannie - oczywiście tym w Płońsku:)

Clinique Happy Heart kosztuje 229 zł/50 ml w Sephorze. Są jeszcze wersje po 30 i 100 ml, a w innych drogeriach można je kupić nieco taniej.

Miałyście kiedyś ten zapach?

Miłego wieczoru:)

wtorek, 7 czerwca 2016

Kosmetyczne nowości ostatnich tygodni - Benefit, Clarins, Clinique, Essie, Lancaster, Origins, Too Faced

Już od dwóch miesięcy nie pokazywałam Wam swoich kosmetycznych nowości, ale ponieważ zbyt dużo ostatnio nie kupowałam więc zdecydowałam, że zrobię to dopiero teraz, kiedy zebrało się ich nieco więcej. Jednak i tak nie są to zbyt imponujące łupy. Kilka produktów już miałam, ale większość to nowości.

Sephora
Na wiosnę postanowiłam sprawić sobie nowy zapach, ale wybrałam ten dobrze mi już znany. Clinique Happy Heart używałam w czasach kiedy byłam w liceum i na studiach. Ten zapach to dla mnie radosna kwintesencja młodości i prostoty, któremu już wkrótce poświęcę wpis. Wersja o pojemności 50 ml kosztuje 229 zł.

Krem na dzień Origins GinZing - pamiętam jak jeszcze niedawno odpowiedziałam lekceważąco komuś na Instagramie, że nie znam tej marki i nie potrzebuję jej znać. A tu proszę, już drugi kosmetyk z tej serii i znowu strzał w dziesiątkę. Jestem więcej niż zadowolona z tego kremu - wchłania się błyskawicznie i fantastycznie nawilża cerę. Już wkrótce recenzja:) Kosztuje 99 zł za 50 ml.

Żel dyscyplinujący brwi Benefit Speed Brow - miałam ten kosmetyk już ze dwa lata temu i teraz do niego powróciłam, ponieważ daje bardzo naturalny efekt. Czy tylko mi nie podoba mi się moda na taki sposób malowania brwi, że wyglądają one karykaturalnie, sztucznie i źle? Ze Speed Brow to niemożliwe, a kosztuje 89 zł za 3 g.

Szminka Too Faced Melted odcień Fuchsia - tyle się o niej dobrego naczytałam, że postanowiłam sama ją wypróbować. Oczywiście mój wybór padł na fuksję - mój ulubiony kolor na ustach. Szminki użyłam już kilka razy i jestem nią oczarowana. Kosztuje 89 zł za 12 ml.

Bardzo dużo czasu spędzam wystawiona na promienie słoneczne więc ochrona przed ich zgubnymi skutkami to dla mnie priorytet. Szczególnie lubię kosmetyki marki Lancaster, które uważam za bezkonkurencyjne. W ubiegłym roku mój wybór padł na krem do twarzy Lancaster Sun Beauty SPF 50 i w tym roku również do niego wracam. Kosztuje 99 zł/50 ml. Poświęciłam mu już wpis:
http://kosmetycznieimodnie.blogspot.com/2015/08/lancaster-sun-beauty-spf-50-krem-do.html

Douglas
Zdecydowanie jestem "Sephorowa" niż "Douglasowa" (to przez kartę stałego klienta w tych pierwszych sklepach:)), ale w tej drugiej sieci są dostępne przez internet kosmetyki Clarins, w tym mój ukochany błyszczyk do ust Instant Light 05 Candy Shimmer. Jego regularna cena to bodajże 69 zł/12 ml, ale udało mi się go kupić za sporo mniej. Jeśli jeszcze nie znacie tego cudeńka, to przybliżam go Wam w tym wpisie:
http://kosmetycznieimodnie.blogspot.com/2015/07/byszczyk-do-ust-clarins-instant-light.html

Minti Shop - dopiero niedawno zrobiłam w tej internetowej drogerii pierwsze zakupy i jestem zachwycona obsługą, pięknie zapakowanymi kosmetykami i oczywiście gratisową krówką:)
Szampon przeciw wypadaniu włosów InSight - nie żeby mi jakoś wypadały na potęgę, ale ponieważ staram się je zapuścić, to nie mogę zapomnieć o tym, że ważne jest to, aby były gęste. Cóż mi po tym jak będą długie, ale po związaniu będą wyglądały jak mysi ogonek? Dlatego zdecydowałam się właśnie na ten szampon  o którym czytałam wiele pochlebnych opinii. Okaże się jak to będzie w moim przypadku. Kosztuje 39 zł za 500 ml.

Świat się chyba kończy skoro kupiłam sobie lakier hybrydowy - Semilac 130 Sleeping Beauty. Nie jestem wielką fanką hybryd, ale na wakacje jak znalazł, a już szczególnie taki kolor. Już się nie mogę doczekać kiedy będę go miała na paznokciach:) Cena to 29 zł/7 ml.

Hybryda hybrydą, ale najbardziej ufam jednak tradycyjnym lakierom do paznokci. Jestem wielką fanką tych marki OPI, ale stwierdziłam, że raz wypróbuję coś z Essie. Wybrałam bardzo letni kolor Watermelon. 32,90 zł za 13,5 ml.

Rossmann
Jedyną rzeczą, jaką kupiłam dzięki wielkiej obniżce cen w Rossmannie była moja ulubiona odżywka do paznokci Sally Hansen Nailgrowth Miracle, którą to wychwalałam w poniższym wpisie:
http://kosmetycznieimodnie.blogspot.com/2015/05/odzywka-do-paznokci-sally-hansen.html

I na koniec rozświetlacz, który ma chyba niemal każda blogerka, a teraz mam i ja, czyli Wibo Diamond Illuminator. Kosztował 9,99 zł za nie wiem ile, bo nie ma takiej informacji na pudełeczku, ale jest raczej mały. Ma piękny, szampański odcień, ale muszę kupić do niego jeszcze pędzelek. Chyba wybiorę ten Zoeva, ale mile widziane są sugestie, bo jeszcze się wstrzymam z zakupem.

I to na tyle. Miałyście któryś z zakupionych przeze mnie kosmetyków? Jak się u Was sprawdziły?

Miłego wieczoru:)

piątek, 3 czerwca 2016

Jak minął mi maj?

Maj był rzecz jasna piękny, cudny, zielony i pełen kwiatów. Niestety jakoś w minionym miesiącu dopadł mnie spadek energii. Nic mi się nie chciało, stąd też tak skandalicznie mało wpisów pojawiło się w ubiegłym miesiącu, bo tylko 3. Przyczyną spadku mojej formy było nic innego jak zbyt dużo czasu spędzanego przed komputerem w ramach mojej dodatkowej pracy. Dlatego z części zrezygnowałam i z każdym dniem czuję się lepiej:) Ale o pracy na końcu. Najpierw trochę zdjęć z mojego sadu - na początku maja staje się istnym rajem:)

Drzewa z różowymi kwiatkami to już jabłonie, a te pierwsze zdjęcia to wiśnie, a i czereśnie gdzieś można dostrzec. Jeszcze mam śliwy, brzoskwinie, grusze i inne:)

Kasztany zakwitły jak w zegarku - na matury.

A takie piękne tulipany były w Łazienkach Królewskich.

Dobrze, że chociaż udało mi się w maju napisać recenzję podkładu Estee Lauder Double Wear - specjalnie czekałam na bzy:)

Piwonie:)))))))))

Jak już pewnie wspominałam jestem z okolic Płońska, czyli krainy, gdzie jest największe truskawkowe zagłębie w Polsce. Przez półtora miesiąca nie ma innego tematu jak truskawki. To moje bardzo skromne, jeśli chodzi o areał, truskawkowe pole, czyli ledwie 1,16 ha.

A i tak najważniejsza jest leszczyna:)

Brzozowy - sosnowy kącik mojego ogrodu. Plus powyginany dąb.

A tu inny dąb na tle błękitnego nieba.

Czerwonolistna leszczyna - piękność:)

Róże na Dzień Mamy

Mały szpak, przerażony zabłąkał się i zgubił pewnie mamę, ale zaraz odfrunął. Nie znoszę z oczywistych względów szpaków, ale takiemu małemu biedactwu nie mogłam nic złego zrobić. Mam nadzieję, że poinformuje o mojej wielkoduszności swoich szpaczych krewnych i będą w niedalekiej przyszłości omijać mój sad:)

A zanosi się na niezłe zbiory wiśniowe i czereśniowe, bo opad czerwcowy jest u mnie stosunkowo niewielki.

Świetne są te mydła w płynie YOPE, szczególnie polecam je w wersji Figa.

Blender kupiłam tuż przed Bożym Narodzeniem i dopiero kilka dni temu zaczęłam go używać.

Nie może być podsumowania miesiąca bez Kotunia:) Tu z cudną czekoladą, którą dostałam w prezencie. Skwapliwie spełniłam "hasło" tej słodkości:)

Moje ulubione balerinki z Vagabond - bardzo je lubię za spiczaste noski.

Czy istnieje lepsza okazja do założenia tak okazałego naszyjnika niż procesja w dniu Bożego Ciała na wsi?:) No, przysłowiowy stróż w Boże Ciało:)

Turkusowa śliczność i subtelność:)))

Selfie:)

Muszę w końcu pokazać nowości z kwietnia i maja - postaram się zrobić to w najbliższych dniach.

No i o mojej dodatkowej pracy. Blogerka kosmetyczna ze mnie słabo znana, ale za to w innej tematyce radzę sobie już nieco lepiej. Otóż od prawie pół roku mam swoją rubrykę w jednej z ogólnopolskich gazet poświęconą Viktorowi Orbánowi i Węgrom. Węgierskiego przywódcę może i zanadto gloryfikuję, ale według mnie jest to ostatni prawdziwy przywódca Europy. Oczywista w kontekście mojej twórczości konstatacja - byłoby lepiej gdyby Polską rządził Orbán (choć mógłby zrezygnować z niektórych, stricte socjalistycznych pomysłów, bo jednak duch wolnościowca wciąż się we mnie tli:))

Poza tym gazeta w której piszę właśnie dziś miała wielki dzień - nasz nakład osiągnął równe 100 tysięcy:)

Poniżej możecie poczytać jeden z moich tekstów dostępnych za darmo:
http://warszawskagazeta.pl/polityka/item/3457-jak-viktor-orban-przepedzil-ekonomicznych-kolonizatorow



Miłego weekendu:)