piątek, 29 lipca 2016

Semilac Sleeping Beauty 130 - brzoskwiniowo-neonowa piękność

Do lakierów hybrydowych mam mieszany stosunek - z jednej strony doceniam ich wygodę i to, że nie muszę martwić się o odpryski, ale z drugiej jest to sztuczność, a ja sztuczności nie lubię. No, ale latem wygrywa zawsze wygoda:) Nie mam czasu malować sobie na nowo paznokci co parę dni, a hybryda to spokój na tydzień albo i dłużej.

Dziś chciałam Wam przedstawić przepiękny i bardzo wakacyjny kolor marki Semilac - Sleeping Beauty 130. Jest to odcień rozbielonej brzoskwini z akcentem neonowym. Trudno mi było uchwycić ten kolor, ale mam nadzieję, iż zdjęcia, choć w części ukazują tę prześliczność:)

Wcześniej lakiery hybrydowe miałam już kilka razy, ale ten marki Semilac mam na paznokciach po raz pierwszy. Sleeping Beauty wpadła mi w oko na jakimś blogu bądź na Instagramie i stwierdziłam, że ją kupię, bo mimo, iż sama nie robię sobie hybryd w domu, to chcę ten kosmetyk mieć na własność.

Kosmetyczce maluje się najlepiej Semilaciem i chwali sobie bardzo te lakiery. Mam na zdjęciach oczywiście podkład, dwie warstwy i coat.

Kolor jest jednym z najładniejszych jakie widziałam. Jest to idealna rozbielona brzoskwinka, ale tak jak wspominałam jest w niej coś neonowego. Według mnie Sleeping Beauty najlepiej prezentuje się latem, kiedy skóra jest opalona. Przy jasnej karnacji nie wygląda niestety tak spektakularnie i bardzo "gaśnie". Jest to typowy wakacyjny kolor, moim zdaniem nie nadaje się do pracy w której przestrzegany jest dress code albo na ważne spotkanie biznesowe - jest nieco zbyt szalony:)

Trwałość to co najmniej tydzień. Pewnie Semilac wytrzymałby na moich paznokciach bez odprysków jeszcze dłużej, ale ja go ściągam po 7 dniach ponieważ robi się spory odrost.

Lakier hybrydowy Semilac kosztuje 29 zł/7 ml na Minti Shop.

A Wam jak podoba się ten lakier?

Miłego weekendu:)

poniedziałek, 25 lipca 2016

Essie Watermelon - malinowy (nie arbuzowy) król lata

Moja kolekcja lakierów do paznokci nie jest imponująca - kilka marki OPI, jeden Inglot i Chanel. Jednym słowa jak na blogerkę kosmetyczną (choć to zdecydowanie zbyt szumne określenie mojej osoby:)) - bida. Jednak te lakiery, które zdecydowałam się kupić uważam za w 100% piękne, wspaniałe, doskonałe, etc.
A do mojej skromnej kolekcji dołączył wiosną pierwszy lakier marki Essie - odcień Watermelon. Czy i on również jest taką wspaniałością przekonacie się już za moment.
Buteleczka lakieru Essie, popularnie zwana "kostką" jest bardzo poręczna i zgrabna. Kwadratowe kształty podobają mi się dużo bardziej niż te okrągłe OPI.

Pędzelek świetnie zdaje egzamin - nie jest ani zbyt wąski, ani zbyt szeroki, bardzo dobrze wyprofilowany. Nawet mnie udało się raz pomalować nim w miarę dobrze paznokcie - zazwyczaj chodzę w tym celu do kosmetyczki. Tak, wiem, że to brzmi strasznie, że nie umiem sama sobie pomalować paznokci:)

Lakier Essie nie pozostawia smug, nie robią się bąble czy zacieki.

Kolor. Przede wszystkim nie rozumiem dlaczego producent nazwał ten lakier Watermelon, ponieważ według mnie to nie jest arbuzowy, tylko malinowy. Dlatego powinien się zwać Essie Raspberry. To taki dojrzały, ciemniejszy róż, który ma w sobie coś z czerwieni, ale jednak gdybym miała określić go tylko jednym słowem to na pewno byłoby to właśnie - malinowy.
Essie Watermelon (Raspberry:)) pasuje na każdą okazję i o każdej porze roku, choć mi najbardziej kojarzy się z pełnią lata, kiedy trwa zbiór malin. Będzie dobry i do białej bluzki, i do sukienki na wesele, i do mniej zobowiązujących strojów i okazji jak plaża, wycieczka, grill, itp.

Trwałość jest nawet niezła - cztery dni pozostaje nieskazitelny, w piątym pojawiają się na końcówkach drobne odpryski. Wtedy też go zmywam.

Essie kosztował 32,90 zł za 13,5 ml. Kupiłam go na Minti Shop.

Jak widzicie nie mam do Essie jakichś wielkich zastrzeżeń, ale mimo wszystko zostanę przy OPI - są trwalsze i mają według mnie więcej klasycznych kolorów, choć paleta Essie nie wiem czy nie jest dużo bardziej imponująca.

Jak Wam podoba się ten kolor? Może miałyście/macie/planujecie mieć lakier Essie?

Miłego wieczoru:)

piątek, 22 lipca 2016

Piękne włosy z głowy na dwa lata, czyli wreszcie pozbyłam się Sunkissa L'Oreal

Piszę już po raz trzeci czy nawet czwarty o żelu rozjaśniającym włosy L'Oreal Casting Sunkiss nie dlatego, że jest to taki dobry kosmetyk, ale dlatego, że jest bardzo zły. Niestety moja pierwsza recenzja była mocno entuzjastyczna o czym możecie same się przekonać klikając w poniższy link:
http://kosmetycznieimodnie.blogspot.com/2014/07/loreal-casting-sunkiss-01-sredni-braz.html
Jednak potem było już coraz gorzej, o czym świadczy post w którym opisałam swoje wrażenie w rok po zastosowaniu tego kosmetyku:
http://kosmetycznieimodnie.blogspot.com/2015/07/loreal-casting-sunkiss-01-sredni-braz.html
Ale już dziś to shejtuję Sunkiss na maksa, bo w pełni na to zasługuje.

Sunkiss na początku, czyli dwa lata temu bardzo ładnie rozjaśnił mi włosy i byłam bardzo zadowolona z efektu. Niestety już po kilku tygodniach zauważyłam, że moje włosy są suche, sianowate, źle się układają. I było coraz gorzej, ich kondycja była coraz bardziej niepokojąca, nie tragiczna może, ale ja się sobie w tych włosach nie podobałam i z biegiem czasu odczuwałam coraz większy dyskomfort ponieważ świadomość posiadania odrostu działała mi na nerwy. Ale dzięki temu powzięłam ważną decyzję - nigdy więcej nie będę farbować włosów. Dwa lata czekania, żeby odrosły to jest jednak zdecydowanie zbyt długo. Oczywiście wiem, że mogłam je znowu przefarbować na odcień zbliżony do mojego naturalnego, ale stwierdziłam, że cierpliwie poczekam i już nie będę nic takiego robiła.

Sunkiss był moim wielkim urodowym błędem i teraz z perspektywy dwóch lat wiem, że na pewno bym go nie użyła. Teraz postaram się zadbać o moje włosy najlepiej jak potrafię, aby były gęste, lśniące i piękne. Może nawet zostanę włosomaniaczką, kto wie?;)

Takie piękne i naturalnie ciemne włosy miałam w czerwcu 2014:

A takie po użyciu Sunkissa i efekt na początku bardzo mi się podobał. Na lato jak znalazł tak rozjaśnione włosy:

Niestety zimą wyszło szydło z worka jak źle taki odcień wygląda przy moim chłodnym typie urody. Włosy cały czas ścinałam i ścinałam, ale Sunkiss trzymał się mocno, a co gorsza przy twarzy jakby pełzł wyżej - nie wiem jak to możliwe, ale tak było i przez to nadal mam resztki tego specyfiku:

Rok temu - i nudno ubrana i te strasznie suche, zniszczone rozjaśnieniem włosy:

Na zdjęciu poniżej nawet ich nie prostowałam, bo końcówki i tak zawsze rozłażą się na wszystkie strony świata:

Przedwczoraj byłam u fryzjerki, której powiedziałam: "Tnij tak, żeby nie było już po tym śladu". I ścięła. Teraz moje włosy mają długość 26 cm. Ledwo mogę je wszystkie zebrać gumką, pojedyńcze kosmyki się wysuwają. Ale wreszcie widać, że odżyły - nie mają łamliwych i suchych końcówek, przestały wypadać - jeszcze przedwczoraj rano wypadało ich mnóstwo, a wczoraj i dziś - jeden - dwa. Jednak najważniejszy jest brak tego okropnego odrostu - dla mnie każdy odrost, nawet te tak modne (choć ponoć stają się już pomału pasee) ombre wyglądają średnio.
Zdjęć mojej aktualnej fryzury nie pokażę, bo nie wyglądam póki co najlepiej. To typ, który nazywam fryzurą dla niezdecydowanych, czyli ni to długie, ni to krótkie, ale na pewno mało twarzowe.

Reasumując - ODRADZAM SUNKISSA!

A Wy jakie macie doświadczenia z rozjaśnianiem włosów? Bo póki rozjaśniałam w dobrym salonie fryzjerskim byłam zadowolona z efektów. Poniżej kilka zdjęć dla przykładu:
Choć brwi były za ciemne do tych fryzur jak się teraz przyglądam:)

Miłego wieczoru:)

środa, 20 lipca 2016

Wyniki konkursu w którym były do wygrania dwa bony na zakupy Sephora każdy o wartości 100 zł i nowy konkurs - te same nagrody

Na początku tego wpisu bardzo chciałam Wam podziękować za to, że z miesiąca na miesiąc coraz liczniej bierzecie udział w moich Sephorowych konkursach. I to tyle tytułem wstępu, bo wiem, że nie możecie doczekać się wyników:)
A oto i one. Wygrały:
- Marta D.
 - Świat Kosmetykoholiczki.
Dziewczynom gratuluję i proszę o kontakt via mail: martaa.borzecka@gmail.com
Ale dla tych dziewczyn, które nie wygrały mam nowy konkurs. Wiem, że są wśród Was takie, które już kilka razy próbowały i nadal nic. Ale zachęcam Was do ponownego wzięcia udziału w konkursie, ponieważ mój blog ma mało obserwujących stąd i szanse na wygraną są całkiem spore. Do wygrania jak zwykle 2 bony na zakupy w Sephorze z których każdy jest o wartości 100 zł.
Warunki udziału w konkursie:
 1. Pod tym wpisem należy wyrazić chęć udziału w konkursie.
2. Musicie również zostać obserwatorami publicznymi mojego bloga.

Oraz do wyboru:
1. Dodajcie kilka komentarzy pod dowolnie wybranymi wpisami.
2. Dodajcie adres mojego bloga do blogrollu jeśli oczywiście posiadacie swój blog.
3. Obserwujcie mnie na Instagramie:
https://www.instagram.com/borzeckamarta/

Wyniki ogłoszę 20 sierpnia.
Miłego wieczoru:)

środa, 13 lipca 2016

#Tag - Moja makijażowa historia

Ja:)
Gosia, znana w blogosferze jako Esy, floresy, fantasmagorie zamieściła niedawno na swoim blogu bardzo interesujący tag, który do niej przywędrował z innego bloga, którego autorką jest Mazgoo. Tag składa się z 30 pytań, które dotyczą, a jakżeby inaczej, kosmetyków. Nie ukrywam, że odpowiedzi Gosi bardzo fajnie mi się czytało. Zresztą same możecie zerknąć:
http://77fantasmagorie77.blogspot.com/2016/07/tag-moja-makijazowa-historia.html
Postanowiłam, że również wezmę udział w tej zabawie i odpowiem na pytania. Zapraszam do lektury:)

1. Czy pamiętasz swój pierwszy kosmetyczny zakup?
Tak, mój pierwszy i za własne pieniądze kupiony kosmetyk to był bezbarwny lakier do paznokci Bell, Kosztował mniej niż 10 zł, ale ileż on dał mi radości:) Więcej niż teraz kolejna szminka Diora czy Chanel. Nie pamiętam dokładnie ile miałam wtedy lat, ale to było chyba jeszcze w podstawówce (tej trwającej 6 lat).

2. Opisz swoją najlepszą maskarę. Czy znalazłaś taką, która spełnia Twoje wymagania?
Maskary idealnej szukam cały czas, ale póki co najlepszą jest dla mnia Benefit Roller Lash - pogrubia i wydłuża rzęsy, nie pozostawia grudek i daje naturalny, ale dobrze widoczny efekt.

3. Jaki rodzaj krycia preferujesz w podkładzie?
Jeszcze do niedawna preferowałam pełne krycie takie, jakie daje mój ulubiony podkład, czyli Estee Lauder Double Wear. Ale ostatnio stwierdzam, że równie dobrze wyglądam bez podkładu, i to tak ciężkiego, albo z delikatną powłoką więc szukam jakiegoś fajnego kremu BB i chyba mój wybór padnie na tak chwalony koreański Skin79.

4. Ulubiona marka luksusowa?
Tylko jedna? A mogę wymienić trzy? Chanel, Dior i Guerlain.

5. Jakie firmy kosmetyczne chcesz wypróbować, a jeszcze tego nie robiłaś?
Na pewno tak zachwalany na wszystkich blogach LUSH, a poza tym bardzo drogie La Mer, Omorovicza - mało znana w Polsce marka węgierska (jak pierwszy raz zobaczyłam ich ceny, to myślałam, że jest w nich błąd i o jedno zero za dużo), oraz świece Diptyque. W ogóle bardzo mnie interesują marki niszowe - perfumy i pielęgnacja, ale wraz z niszowością idzie w parze ich bardzo wysoka cena.

6. Ulubiona firma drogeryjna?
Długo zastanawiałam się nad tym pytaniem, ale nie potrafię wymienić takiej firmy.

7. Czy nosisz sztuczne rzęsy?
Oczywiście, że nie! I nie mam zamiaru nosić. Nie znoszę sztuczności typu przedłużanie włosów, tipsy, solarium, itp. Uważam, że są w złym guście i zamiast dodawać urody wyglądają słabo.

8. Czy jest makijaż, w którym nie wyszłabyś z domu?
Nie wyszłabym w makijażu a la "ruska baba", czyli pacnięty na powieki niebieski cień, krzykliwa szminka na ustach i bardzo mocno zaróżowione policzki. Choć co do mocno zaróżowionych policzków to lubię je tak mocno umalować, że wszystkie "ruskie baby" mogą się przy mnie schować:)

9. Jaki kosmetyk jest przez Ciebie najbardziej wielbiony?
Cóż, wielbiony to na pewno za mocne słowo, ale na pewno załamałabym się gdyby nagle zabrakło na świecie mojego ukochanego zapachu, czyli Narciso Rodriguez For Her EDT.
10. Jak często kupujesz kosmetyki do makijażu? Czy lubisz kupować od czasu do czasu czy wszystko na raz?
Zazwyczaj wtedy, kiedy coś niedługo ma mi się skończyć albo kiedy coś mi wpadnie w oko. Kupuję od czasu do czasu.

11. Czy masz "makijażowy budżet" czy kupujesz swobodnie?
Nie mam regularnych dochodów, a to od nich zależy czy muszę trzymać się budżetu czy pozwolić sobie na większą swobodę. Na szczęście właśnie nadeszły miesiące "tłuste" więc będzie trochę swobody:)

12. Czy wykorzystujesz rabaty, kupony, punkty z kart kupując kosmetyki?
Punkty zbieram tylko na karcie Sephory, ale bardzo skwapliwie i strategicznie je wykorzystuję:)

13. Jaki typ produktu kupujesz najczęściej?
Najczęściej kupuję mleczko do demakijażu Mixa Optymalna Tolerancja - co najmniej raz w miesiącu.

14. Czy jest jakaś firma, której nie możesz znieść?
Tak, to Clinique - uważam, że to najbardziej przereklamowana firma wszechczasów. Tyczy się to zarówno pielęgnacji - słynne "3 kroki" to pieniądze wyrzucone w błoto, jak i kolorówki - maskary czy podkłady na poziomie kosmetyków z kiosku za kilka złotych. Na pewno nie kupię więcej nic tej marki.

15. Czy unikasz pewnych składników w kosmetykach, takich jak parabeny czy siarczany?
Nie zwracam uwagi na skład.

16. Czy masz ulubione miejsce gdzie kupujesz kosmetyki do makijażu.
Sephora online:)

17. Czy lubisz próbować nowych kosmetyków pielęgnacyjnych czy trzymasz się rutyny?
Lubię próbować nowości, ale nie aż tak jak jeszcze rok - dwa lata temu. Teraz mam już kilka swoich ulubionych kosmetyków, których będę się trzymać.

18. Ulubiona marka do ciała i do kąpieli?
Kąpiel - Luksja
Do ciała - peelingi owocowe z Organic Shop, a balsamy The Body Shop.
19. Gdybyś mogła kupować kosmetyki tylko z jednej firmy to jaka by to była?
Kolorówka - Benefit, a pielęgnacja - Origins.
20. Jaka firma ma według Ciebie najlepsze opakowania?
Chanel, Dior i Guerlain.

21. Jaka celebrytka ma zawsze perfekcyjny makijaż?
Charlotte Casiraghi - księżniczka z Monako jakby się nie umalowała to zawsze wygląda bardzo naturalnie i pięknie, Ale też mało kto ma takie warunki jak ona:)
22. Czy należysz do jakiejś internetowej, makijażowej społeczności?
Nie.

23. 5 ulubionych urodowych guru.
Nie mam takowych, ale jest parę kobiet, których makijaże i sposób dbania o siebie i w ogóle wygląd do mnie przemawiają, a mianowicie - wymieniona już Charlotte Casiraghi, Megan Fox, Adriana Lima. Miało być 5 więc jeszcze dorzucę Monicę Bellucci i Angelinę Jolie.

24. Czy lubisz produkty wielozadaniowe tak jak stainy do ust i policzków?
Nie wiem czym są te stainy, pewnie jakieś tinty. Nie, nie lubię, bo jak coś jest do wszystkiego, to zwykle jest do niczego.

25. Czy jesteś niezdarna podczas nakładania makijażu?
Jestem makijażową łamagą. Nie umiem nawet sama sobie pomalować paznokci i za każdym razem muszę chodzić do kosmetyczki. Nie umiem dobrze nałożyć cieni do powiek dlatego ich nie używam. A już eyelinery, strobingi, itp. to dla mnie ciemna magia. Ale umiem obrysować usta konturówką i dobrze nałożyć maskarę:)

26. Czy używasz bazy pod makijaż, na oczy?
Oczywiście nie:)

27. Jak dużo produktów do włosów używasz w typowy dzień?
Codziennie myję włosy więc szamponu, co 3-4 dni odżywki do włosów.

28. Co pierwsze nakładasz - korektor czy podkład?
Oczywiście podkład, bo korektora nie używam i nie mam nawet jednego.

29. Czy myślałaś kiedyś nad lekcjami z makijażu?
Myśleć myślałam, ale nie mam na to czasu.

30. Co kochasz w makijażu?
To, że może zatuszować niedoskonałości i podkreślić atuty. To, że dodaje mi pewności siebie i mogę się czuć dzięki niemu piękna.

Wymyślanie odpowiedzi na te pytania sprawiły mi sporo frajdy:) Nominuję te z Obserwujących, które mają czas i ochotę na taki wywiad:)













poniedziałek, 4 lipca 2016

Czerwiec na zdjęciach

Za nami miesiąc, który oznacza nadejście wakacji, ciepła, czas truskawek, kwiatów i oczywiście Euro2016 we Francji:)

Kwiaty czarnego bzu pachną specyficznie, ale wyglądają pięknie.

Pan Kotunio:)

Czerwone róże z mojego ogrodu - podczas gdy inne w ubiegłych latach przemarzały, to te trzymają się dzielnie.

Żółte róże też posiadam.

Borprince przy ul. Zgoda to najlepsza węgierska restauracja w Warszawie - jestem tam bardzo często i pani kelnerka już wie co chcę.

Na pewno nie chcę leczo bez mięsa i z ryżem.

A zawsze chcę gulasz:)

Stolica tuż przed rozpoczęciem Euro.

I ja plus mistrzyni drugiego planu:)

Sorbety Grycana są doskonałe - a najlepszy ten w wersji malinowej.

Leszczynowy sad.

Kamieni kupa - od dwóch lat tak leży i nikt tego nie chce.

Truskawki:)

To już takie małe, bo pod koniec sezonu. Notabene, w tym roku truskawki skończyły się dwa tygodnie wcześniej niż zwykle.

Ale trochę dżemów udało mi się zrobić - oczywiście więcej niż na tym zdjęciu.

Prawie dwa tygodnie temu był na Mazowszu straszny wiatr - z piątku na sobotę ponad dobę nie było prądu. Tu leszczyna jako jedna z ofiar wiatrzyska.

Bo burze były w czerwcu, choć nie spowodowały szkód w moim rejonie.

Błyszczyk Clarins Instant Light nie ma sobie równych:)

Rozkwit amarylisa.

Czereśnia - Vega.

Leszczynowy sad.

Rumianek, chabry, czyli pięknie zaduszony rzepak.

Pudrowe goździki - bardzo lubię:)

Kreacja na wieczór:)

:)

Upalna Warszawa.

I nadciągająca burza.

To były dla nas wyjątkowe mistrzostwa - piłkarze wreszcie się ogarnęli, choć jak pomyślę o meczu z Portugalią, że półfinał był tak blisko, to mnie lekki smutek ogarnia.

Zakątek sosnowy w moim ogrodzie. Brzozy u mnie już schną:(

Czereśnie - Kordia.

Parę drzew tej odmiany jest i to nietkniętych przez szpaki.

Jabłkowy opad czerwcowy.

Leszczynowe sadzonki nie mają nawet pół metra, ale za to ile już na nich orzechów:)

Król dąb w wiśniowym sadzie.

Wiśniowa brama.

Wszyscy moi czerwcowi ulubieńcy na jednym zdjęciu.

A lipiec będzie dużo ciekawszy:)

Miłego wieczoru:)