sobota, 29 kwietnia 2017

Scrub do ust LUSH Bubble Gum

Scruby do ust zaliczam do kosmetycznych gadżetów - fajne, ale niepotrzebne. Nie stosowałam wcześniej peelingu do ust i ten dziś opisywany - LUSH Bubble Gum - jest moim pierwszym. I nie wiem czy to że względu na to, że marka ma tak świetne produkty, czy dlatego, że mam nieco spierzchnięte usta, sprawdził się u mnie doskonale.

Opis producenta:
Scruby zostały stworzone z myślą o osobach, które nie dbają wystarczająco o swoje usta. Są idealne by złuszczyć i nawilżyć wargi przed nałożeniem szminki
Jak wszystkie kosmetyki LUSH, scruby zostały ręcznie zrobione, bez użycia sztucznych składników.

Skład:
Castor Sugar, Organic Jojoba Oil (Simmondsia chinensis), Alpha-Isomethyl ionone, Flavour, Colour 45410, Colour 45380.
Znak rozpoznawczy kosmetyków LUSH to umieszczane na opakowaniach podobizny pracowników, którzy je wykonali.

LUSH Bubble Gum jest zamknięty w małym, szklanym słoiczku - opakowanie najbardziej praktyczne z możliwych. No i jest miłe dla oka:)

Peeling ma neonowo-różowy kolor - niezwykle energetyczny. Konsystencja jest sucha, gęsta i bardzo zbita. Zapewne dzięki temu scrub jest mega wydajny.

Zapach! Jest taki śliczny, że często otwieram słoiczek tylko po to, aby powąchać kosmetyk. Wbrew nazwie nie jest to według mnie guma balonowa, a oranżada.

Stosowanie kosmetyku jest łatwe i przyjemne - na koniec można go zjeść (w końcu składniki są naturalne więc nie zaszkodzą).

Po zastosowaniu, czyli krótkim masażu ust, efekty są zaskakująco godne pochwały. Wargi stają się miękkie, gładkie i nawilżone. LUSH Bubble Gum skutecznie i delikatnie ściera spierzchnięty naskórek. Szminki i błyszczyki wyglądają dużo lepiej.

Reasumując to świetny kosmetyk, który ma jednak dwie spory wady: nie jest w Polsce dostępny i kosztuje sporo. Za 25 gramów trzeba zapłacić ok. 35 zł. Niemniej jednak warto i jeszcze powrócę do gumy balonowej od LUSH.

6 komentarzy:

  1. jak zobaczyłam ten post na liście czytelniczej to od razu właśnie tak pomyślałam jak to ujęłas w pierwszym zdaniu, że to fajny gadżet ale niepotrzebny. ja zamiast kupionego peelingu używam cukru z miodem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kultowy, a ja jeszcze go nie miałam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Od dawna mam ochotę go wypróbować, ale jeszcze jakoś nie było okazji :) Kiedyś używałam scrubów z pat&rub, ale odkąd odkryłam pomadkę peelingującą Sylveco ciężko byłoby mi chyba wrócić teraz do słoiczka. Sztyft jest dla mnie jednak o wiele wygodniejszy :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Do ust stosuję pomadkę peelingującą z Bell :) Typowego peelingu nigdy nie miałam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj kiedyś chciałam chciałam bardzo ;D a teraz mam z Evree i chyba zaraz otworzę ;D

    OdpowiedzUsuń
  6. Też mam obecnie jazdę na Lush :D <3 Marka jest stworzona perfekcyjnie, ma dość fajne składy, a zapachy biją na głowę większość kosmetyków, z którymi miałam styczność.. Cuda ;D

    OdpowiedzUsuń